Dół

Szlak Jerzego Turowicza

Zakopane

  • Górskie szlaki

    Z Zakopanego Jerzy Turowicz wyprawiał się na chodzenie po Tatrach. "(...) taki byłem dumny z mojej wytrzymałości" – zwierza się Jan Józef Szczepański we wpisie dziennikowym z 2 lutego 1952 roku po wspólnej z Turowiczem wyprawie w góry. "Była to zresztą kwestia kontrastu z Jerzym, który nie ma żadnego sportowego »szwungu«. Byliśmy razem u żubrów w Łopusznie, a potem na Turbaczu. Wracaliśmy po ciemku, a ja pomyliłem drogę i zamiast na Rabkę, poprowadziłem na Nowy Targ. Wspaniały śnieg. Na Kowańcu widzieliśmy ślad wilka".

     

    Górskie szlaki

    Z Zakopanego Jerzy Turowicz wyprawiał się na chodzenie po Tatrach. "(...) taki byłem dumny z mojej wytrzymałości" – zwierza się Jan Józef Szczepański we wpisie dziennikowym z 2 lutego 1952 roku po wspólnej z Turowiczem wyprawie w góry. "Była to zresztą kwestia kontrastu z Jerzym, który nie ma żadnego sportowego »szwungu«. Byliśmy razem u żubrów w Łopusznie, a potem na Turbaczu. Wracaliśmy po ciemku, a ja pomyliłem drogę i zamiast na Rabkę, poprowadziłem na Nowy Targ. Wspaniały śnieg. Na Kowańcu widzieliśmy ślad wilka".

  • Sztuka w Zakopanem

    Jerzy Turowicz miał w Zakopanem przyjaciół. Odwiedzał między innymi na Sobczakówce, jeżeli akurat przebywała w Zakopanem, Annę Micińską, nazywaną Dunką – znawczynię twórczości Witkacego, która wychowywała się razem z trzema córkami Turowiczów – oraz jej matkę Halinę Micińską-Kenarową, wdowę po Bolesławie Micińskim, myślicielu wysoko cenionym przez Turowicza.

    Sztuka w Zakopanem

    Sztuka w Zakopanem

    Jerzy Turowicz miał w Zakopanem przyjaciół. Odwiedzał między innymi na Sobczakówce, jeżeli akurat przebywała w Zakopanem, Annę Micińską, nazywaną Dunką – znawczynię twórczości Witkacego, która wychowywała się razem z trzema córkami Turowiczów – oraz jej matkę Halinę Micińską-Kenarową, wdowę po Bolesławie Micińskim, myślicielu wysoko cenionym przez Turowicza.

    Interesował się działalnością tzw. Szkoły Kenara, czyli Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych prowadzonego przez Antoniego Kenara, ojczyma Dunki Micińskiej, drugiego męża jej matki. Z okazji 20-lecia istnienia szkoły, w grudniu 1968 roku, w tekście dla Tygodnika Powszechnego wymienił tych absolwentów szkoły – wielu wciąż mieszkało w Zakopanem – których twórczość przyciągała jego uwagę: "(...) spośród jej 286 dotychczasowych absolwentów, ponad połowa skończyła lub skończy wyższe studia plastyczne, a także i pozostali – niemal bez wyjątków – pracują nadal zgodnie z otrzymaną w szkole formacją. Wystawa pokazuje prace (głównie rzeźby, bo rzeźba jest specjalnością zakopiańskiej szkoły), które wyszły spod ręki artystów o bardzo różnorodnych indywidualnościach, artystów znanych w Polsce i nie tylko w Polsce. Jest wśród nich Władysław Hasior, który dziś pewnym krokiem wchodzi do czołówki rzeźby światowej, jest znakomity Antoni Rząsa, są świetne rzeźby Stanisława Kulona czy Grzegorza Pecucha. Zresztą, nie tylko rzeźba, że wspomnimy piękne tkaniny Cecylii Kamińskiej czy znakomite plakaty Bronisława Zelka".

    Z miejsc artystycznych, odwiedzanych przez Turowicza pod Giewontem, trzeba też wymienić pracownie: Antoniego Rząsy, rzeźbiarza, oraz Arkadiusza Walocha, malarza i nauczyciela w Szkole Kenara, który wraz z żoną Anną, wieloletnią dyrektorką galerii BWA w Zakopanem, przyjmował naczelnego Tygodnika także w swoim domu. Jednym z najważniejszych miejsc pod Giewontem były pracowania i mieszkanie Tadeusza Brzozowskiego, malarza, i jego żony, Barbary Gawdzik-Brzozowskiej.

    Brzozowski i Turowicz poznali się podczas okupacji w mieszkaniu Ewy Siedleckiej w Krakowie, przy Szewskiej 21, gdzie na początku lat 40. Tadeusz Kantor przygotował z grupą znajomych i przyjaciół przedstawienie Balladyny Juliusza Słowackiego. Brzozowski wcielił się w rolę Grabca, Turowicz – księcia Kirkora. Janina Kraupe-Świderska, malarka i graficzka, którą Kantor obsadził w roli Goplany, pamięta przystojnego bruneta o aksamitnym głosie, który przyjeżdżał z Goszyc dla prób do spektaklu: "Kantor i grono jego aktorów uważali, że nawet podczas okupacji, jaka stała się naszym udziałem, warto zajmować się czymś takim. Że to ma sens, mimo że widownia jest zaledwie kilkunastoosobowa, a spektakl nie ma charakteru »ku pokrzepieniu serc«".

    Przyjaźń, jaka nawiązała się wówczas między Redaktorem i Malarzem, pozostała na lata. Turowicz odwiedzał pracownię Brzozowskiego, ciekaw obrazów i rozmów z przyjacielem, przy okazji każdego pobytu w Zakopanem. Tam również, jak to zapamiętał Jacek Woźniakowski, zostało po raz pierwszy zaprezentowane publicznie opowiadanie Jana Józefa Szczepańskiego Buty: "Nie pamiętam już składu zgromadzonego tam grona, ale byliśmy przekonani o konieczności druku tego tekstu. Przewidywaliśmy awanturę, jaką wywołają ludzie nie znoszący burzenia mitów czy pomników. Ale naszym zdaniem należało to wydrukować niejako przeciwko tym wszystkim, którzy uważali, że »tak nie można«. Otóż można, a nawet trzeba. Propaganda komunistyczna też wówczas podważała legendę AK, ale między naszymi a ich działaniami nie było styków. Nasza krytyka wypływała z innych źródeł i dla ludzi było to czytelne. Nie przypuszczam, by ktokolwiek odczytał wydrukowane przez Tygodnik opowiadanie o niechwalebnych działaniach AK, jako wprzęganie się w komunistyczną propagandę".

    Opowiadanie o żołnierzach AK mordujących własowców, którzy zdradzili Niemców i przeszli na stronę polskiej partyzantki, zostało opublikowane na łamach Tygodnika Powszechnego w lutym 1947 roku. Był to debiut późniejszego znakomitego polskiego pisarza.

     

    Fot. Paweł Mazur