Dół

Szlak literatury żydowskiej

Tarnów

  • pomnik Romana Brandstaettera

    W 2008 roku do Tarnowa powrócił jego dawny mieszkaniec – Roman Brandstaetter. Zatrzymał się przy reprezentacyjnej ulicy Tarnowa. Oparty o ścianę kamienicy, pali fajkę i obserwuje przechodniów. To nie przypadek, że pomnik autorstwa Jacka Kucaby znalazł się w tym właśnie miejscu. Tarnowianin wygląda tak, jakby na chwilę przystanął w drodze z ulicy Adama Mickiewicza, gdzie kiedyś mieszkał, do Rynku, który opisywał w swoich wspomnieniach.

     

    pomnik Romana Brandstaettera

    W 2008 roku do Tarnowa powrócił jego dawny mieszkaniec – Roman Brandstaetter. Zatrzymał się przy reprezentacyjnej ulicy Tarnowa. Oparty o ścianę kamienicy, pali fajkę i obserwuje przechodniów. To nie przypadek, że pomnik autorstwa Jacka Kucaby znalazł się w tym właśnie miejscu. Tarnowianin wygląda tak, jakby na chwilę przystanął w drodze z ulicy Adama Mickiewicza, gdzie kiedyś mieszkał, do Rynku, który opisywał w swoich wspomnieniach.

  • plac Sobieskiego

    Przed wojną, gdy Roman Brandstaetter był dzieckiem, do Tarnowa co roku na początku grudnia przybywał ciemnowłosy Węgier, który sprzedawał na placu Sobieskiego gorące kasztany: „Ponieważ człowiek ten od wielu lat zjawiał się punktualnie około św. Mikołaja na Placu Sobieskiego ze swoim wędrownym piecykiem i ręcznym wózkiem naładowanym workami kasztanów, tarnowianie nadejście pory zimowej zwykli liczyć od dnia jego przybycia. – Nadchodzi zima – medytowali – Węgier sprzedaje gorące kasztany”. W Przypadkach mojego życia Brandstaetter wspominał, że często, gdy przechodzili z rodzicami przez plac Sobieskiego, ojciec kupował mu porcję: „A potem dmuchało się na te gorące kasztany, z trudem trzymało się je w palcach, obierało z trzeszczącej łupiny, i ostrożnie wkładało do ust. Rozpływały się na języku jak masło. A dokoła było biało, śnieżnie i mroźnie, i bardzo, bardzo szczęśliwie”.

     

    plac Sobieskiego

    Przed wojną, gdy Roman Brandstaetter był dzieckiem, do Tarnowa co roku na początku grudnia przybywał ciemnowłosy Węgier, który sprzedawał na placu Sobieskiego gorące kasztany: „Ponieważ człowiek ten od wielu lat zjawiał się punktualnie około św. Mikołaja na Placu Sobieskiego ze swoim wędrownym piecykiem i ręcznym wózkiem naładowanym workami kasztanów, tarnowianie nadejście pory zimowej zwykli liczyć od dnia jego przybycia. – Nadchodzi zima – medytowali – Węgier sprzedaje gorące kasztany”. W Przypadkach mojego życia Brandstaetter wspominał, że często, gdy przechodzili z rodzicami przez plac Sobieskiego, ojciec kupował mu porcję: „A potem dmuchało się na te gorące kasztany, z trudem trzymało się je w palcach, obierało z trzeszczącej łupiny, i ostrożnie wkładało do ust. Rozpływały się na języku jak masło. A dokoła było biało, śnieżnie i mroźnie, i bardzo, bardzo szczęśliwie”.