Kraków

Dół

Szlak Tadeusza Peipera

Kraków

  • Małopolski Szlak Tadeusza Peipera

    Peiper zapisał się w historii XX-wiecznej poezji jako „ojciec awangardy”, „papież awangardy”, „niezrozumialec”, „oryginał”, „odkrywca Ameryk”, choć chyba najbardziej poetyckim określeniem jest to, które nadał sobie sam: „burmistrz marzeń niezamieszkanych”.

    Małopolski Szlak Tadeusza Peipera

    Peiper zapisał się w historii XX-wiecznej poezji jako „ojciec awangardy”, „papież awangardy”, „niezrozumialec”, „oryginał”, „odkrywca Ameryk”, choć chyba najbardziej poetyckim określeniem jest to, które nadał sobie sam: „burmistrz marzeń niezamieszkanych”. Nie wdając się w szczegóły tych przydomków, co do jednego historycy literatury są zgodni: był on najważniejszą osobowością świata poetyckiego w okresie międzywojennym, który wyjaśniał i przekonywał, czym nowoczesna, godna swoich czasów poezja winna się charakteryzować. Peiper, wydając dwanaście numerów „Zwrotnicy” zbliżył polską sztukę i poezję do nowatorskich kierunków awangardowych, a jednocześnie skupił wokół siebie środowisko najwybitniejszych osobowości „nowej sztuki”. Zakładając i wydając własnym sumptem w 1922 roku czasopismo starał się Peiper przekonywać, że „zmieniła się skóra świata”.  Oznaczało to nie tylko nowy porządek geopolityczny, ale przede wszystkim przekonanie, że odtąd zupełnie inaczej odczuwa się sztukę, inaczej maluje, komponuje muzykę, a także tworzy poezję, która byłaby zdolna wyrażać tę obyczajową, społeczną i historyczną rewolucję. Peiper był pierwszym teoretykiem poezji, który na początku XX wieku wyjaśniał w swoich licznych artykułach i esejach jak wyrwać poezję polską ze szponów ludowości i romantycznej ckliwości i zbliżyć ją do poziomu europejskiej awangardy poetyckiej. Zmuszał przy tym poetów, jak i czytelników do wysiłku intelektualnego, podobnego chyba tylko temu, jakiego Stephan Mallarmé wymagał od swoich rodaków.

    Peiper nie głosił bezkrytycznie idei z pism zagranicznych, co wówczas było na porządku dziennym, nie przeszczepiał na polski grunt nurtów trącących już myszką „izmów”, ale starał się wypracować własny oryginalny program estetyczny, o czym wspominał po latach:

     

    „Zagranica była dla mnie głownie świadectwem słuszności moich popędów. A jeśli była także nauką, to inną niż to sobie wyobrażają importerzy. Choć szumieć będzie moje wyznanie, nie mogę nie powiedzieć, że zarówno w Niemczech, jak i we Francji, badałem tajemnicę powstawania wielkich kultur. W odróżnieniu od wielu moich ziomków, nie jechałem do Berlina czy Paryża po to, aby tam zakupić jakąś idejkę, lecz by poznać powstawanie laboratoriów ideowych i to poznanie zużytkować potem w kraju przy tworzeniu krajowej pracowni idei. Nie oberwanie gałązki było celem mojej podróży, lecz wiedza o tym, jak rosną lasy.

    Gdy wróciłem, Witkiewicz i futuryści dodali mi odwagi, bez której moja droga literacka wyglądałaby może inaczej”.

     

    Teoria Peipera stanowiła swego rodzaju zapalnik w rewolucjonizowaniu poezji polskiej, wywierając bezpośredni wpływ na poetów dwudziestolecia międzywojennego, a ślady jego przemyśleń są obecne w poezji po dzień dzisiejszy, o czym najlepiej świadczą chociażby wczesne wiersze Ryszarda Krynickiego czy poematy Andrzeja Sosnowskiego.

    Ta wspomniana rewolucja dokonywała się w małym i dość prowincjonalnym mieście, jakim w chwili powrotu Peipera z Madrytu w 1921 roku był Kraków. Nie wykraczała ona poza kilka istotnych adresów, układających się w mapę mieszkań i zaprzyjaźnionych kawiarni, które jeśli „papież awangardy” opuszczał to głównie tylko po to, aby w jednym z małopolskich kurortów zaczerpnąć nieco świeżego powietrza.

     

  • Podgórze, Dom pod Jeleniami

    Tadeusz Peiper urodził się 3 maja 1891 roku w Podgórzu, wówczas jeszcze osobnym mieście, na rogu Rynku i ulicy Staromostowej, w domu Pod Jeleniami. Pochodził z rodziny prawniczej, jego ojciec był adwokatem a także przez pewien czas wiceburmistrzem Podgórza.

    Podgórze, Dom pod Jeleniami

    Tadeusz Peiper urodził się 3 maja 1891 roku w Podgórzu, wówczas jeszcze osobnym mieście, na rogu Rynku i ulicy Staromostowej, w domu Pod Jeleniami. Pochodził z rodziny prawniczej, jego ojciec był adwokatem a także przez pewien czas wiceburmistrzem Podgórza. Adwokatem był także brat Tadeusza – Wiktor, jak również jego stryj, Leon Peiper, znany prawnik i adwokat z Przemyśla, pod którego to zapewne wpływem przyszły poeta rzucił studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego i zapisał się na Wydział Prawa. Żadnych jednak studiów nie ukończył. Osierocony przez ojca w wieku dwunastu lat, wychowywany był przez despotyczną matkę, zajmującą się kupowaniem i remontowaniem kamienic a następnie sprzedawaniem ich z zyskiem. Nie zgadzało się to z socjalistycznym światopoglądem Tadeusza, jaki zyskał pod wpływem lektur klasyków marksizmu, kółek samokształceniowych i młodzieńczych prób bratnia się z ludem. Nie mogąc pogodzić się ze swoim mieszczańskim pochodzeniem, matką-kamieniczniczką oraz zaakceptować jej trzeciego męża, austriackiego oficera, ucieka w wigilijną noc do Paryża.

    Czy to tylko literacka fikcja, czy fakt, trudno w świetle niewielu pewnych informacji dziś dociec. Pewne jest jedynie to, że tym gimnazjalnym i studenckim latom, pierwszym miłościom i zgłębianiu własnego ego poświęcił blisko trzysta stron w autobiograficznej powieści Ma lat 22. Jej akcja rozgrywa się co prawda w Rzeszowie, ale topografia miasta i ulic do złudzenia przypomina Podgórze.

  • Kraków – Berlin – Paryż – Madryt – Wiedeń – Kraków

    W Berlinie i w Paryżu, gdzie Peiper studiował równie niesystematycznie, biografowie do tej pory ustalili niewiele faktów, poza tym, że słuchał wykładów Bergsona, za sprawą osiadłego w Paryżu Krakowianina Kislinga poznał artystów związanych z École de Paris, a po wybuchu I wojny światowej z obozu w Bordeaux przedostał się do Hiszpanii.

    Kraków – Berlin – Paryż – Madryt – Wiedeń – Kraków

    W Berlinie i w Paryżu, gdzie Peiper studiował równie niesystematycznie, biografowie do tej pory ustalili niewiele faktów, poza tym, że słuchał wykładów Bergsona, za sprawą osiadłego w Paryżu Krakowianina Kislinga poznał artystów związanych z École de Paris, a po wybuchu I wojny światowej z obozu w Bordeaux przedostał się do Hiszpanii. Zamieszkał na czas zawieruchy wojennej w Madrycie, gdzie przez ponad pięć lat brał udział w życiu artystyczno-literackim miasta, choć po latach wyznawał, że „mimo kilkuletniego pobytu za granicą żadnego z tamtejszych awangardzistów nie znam. (…) W Madrycie spędzałem dnie na czytaniu prasy, śledzeniu etapów wojny i przepowiadaniu wyniku”. Wiadomo jednak, że Peiper dobrze zapoznał się z twórcami poetyckiej i malarskiej awangardy, jaka schroniła się w Madrycie. Po powrocie do kraju, chcąc uniknąć rozpętanej m.in. przez Karola Irzykowskiego kampanii przeciwko plagiatom, kradzieżom czy naśladownictwie w sztuce i poezji, wolał jednak nie przyznawać się publicznie do tych znajomości, aby samemu nie zostać pośpiesznie osądzonym.

    Peiper wraca do Krakowa z solidnym bagażem doświadczeń. Za granicą wypracował sobie pozycję korespondenta, reportażysty a po części także tłumacza. Przez kilka lat informował czytelników barcelońskiego i madryckiego dziennika o aktualnościach politycznych w odradzającej się Polsce, wciąż trwających walkach o kształt polskich granic, słowem, wyrobił sobie pozycję dobrze poinformowanego dziennikarza. Artykuły do hiszpańskich, ale także polskich gazet wysyłał jeszcze z Wiednia, gdzie zatrzymał się w drodze powrotnej do Krakowa. I właśnie tam, wczesną wiosną 1921 roku, zdarzyło się nieszczęście, które w pewnym stopniu zaważyło na jego późniejszej karierze literackiej: na kwadrans przed odjazdem pociągu, skradziono mu na dworcu kolejowym walizkę, zawierającą jego rękopisy, owoc kilkuletniej pracy. Pogrążony w depresji po utracie kilkuletniego dorobku twórczego jego zamiary samobójcze obracały się już dookoła ostatnich pytań: czy drzwi do swojego pokoju, w chwili pociągnięcia za spust, zostawić otwarte czy zamknięte.

    Ten właśnie smutny fakt stanowił powód, dla którego Peiper założył pismo i poświęcił się zagadnieniom teoretycznym, mającym niejako tłumaczyć skradzione wiersze. Faktem jest jednak to, że z tego traumatycznego zdarzenia wyrwała go paradoksalnie mizerna kondycja najmłodszej poezji, która nie potrafiła odciąć się od kataryniarskiego rymowania i romantycznej wylewności uczuć. Po kilku latach spędzonych poza granicami kraju, siłą rzeczy bardzo krytycznie umiejscawiał najmłodszą polską poezję skupioną wokół „Zdroju” czy „Skamandra”, przykładając do niej miarę poetyki awangardowej. Z miejsca postanowił odrzucić również te wszystkie tendencje, które uważał po prostu za zgubne dla poezji, a więc powrót do klasycyzmu, kontynuowanie futurystycznych „słów na wolności”, dadaistyczną zabawę słowem, a nieco później także surrealistyczne écriture automatique – i wyjść z własnymi propozycjami.

  • Redakcja „Zwrotnicy”, ul. Jagiellońska 5

    W czasach studenckich Peiper mieszkał przy ulicy Jagiellońskiej 5 i do tego też mieszkania na drugim piętrze powrócił z zagranicznych podróży. W tym właśnie pokoju mieściła się redakcja „Zwrotnicy”, której pierwszy numer ukazał się w maju 1922 roku.

    Redakcja „Zwrotnicy”, ul. Jagiellońska 5

    W czasach studenckich Peiper mieszkał przy ulicy Jagiellońskiej 5 i do tego też mieszkania na drugim piętrze powrócił z zagranicznych podróży. W tym właśnie pokoju mieściła się redakcja „Zwrotnicy”, której pierwszy numer ukazał się w maju 1922 roku. Dość dokładnie to mieszkanie opisał Jan Brzękowski, jeden z licznych synów „ojca awangardy”:

     

    „Gdy przychodziłem do Peipera, by pójść z nim na obiad lub do kawiarni, jego pokój, którego jedyne okno wychodziło na ulicę Szewską, pełen był dymu i na tym tle zarysowywała się niewyraźnie przede wszystkim bródka Peipera i jego błyszczące oczy. Dopiero po pewnym czasie można było rozróżnić kontury mebli. Na dużym biurku widać było zazwyczaj kilka kartek papieru, czystych lub częściowo zapisanych, a obok nich ogromną popielniczkę, przypominającą mały garnczek, do której wrzucał niedopałki grubych papierosów. Sam je skręcał z taniego tytoniu fajkowego czy zwyczajnej machorki. Gdy przychodził okres dużej posuchy finansowej, wyciągał niedopałki i wielkimi nożycami obcinał z nich część zawierającą tytoń – to mu pozwalało na przetrwanie kilku dni. Na lewo znajdowała się mała wąska otomana, na której sypiał, chyba sam, bo na pewno nie było na niej miejsca na dwie osoby. Do pokoju prowadził długi kiszkowaty korytarz. Po naciśnięciu dzwonka trzeba było długo czekać, aż zjawi się Peiper szczękając kluczami w ręku. Przy wejściu znajdowała się duża skrzynka na listy (słuszniej byłoby powiedzieć: gigantyczna, gdyż nigdy nie widziałem równie wielkiej), która była zazwyczaj wypełniona listami i czasopismami awangardowymi  z różnych krajów”.

     

    „Zwrotnica” stanowiła trybunę wspólnej wymiany myśli między twórcami w Polsce i na Zachodzie, łączyła ich, mimo czasem istotnych różnic, przede wszystkim idea stworzenia wspólnego frontu walki o nową sztukę. W piśmie tym opublikował Peiper swe główne artykuły teoretyczne: Metafora teraźniejszości, Miasto. Masa. Maszyna czy Futuryzm. Wypowiadali się na jej łamach także inni zapraszani do współpracy twórcy, m.in. L. Chwistek, S.I. Witkiewicz, A. Zamoyski, W. Strzemiński oraz liczni korespondenci zagraniczni: Tzara, Milhaud, Beauduin, Michon, Fels, Marinetti. Peiper współpracował także z futurystami (Sternem, Watem, Czyżewskim), poprzedzał ponadto słowem wstępnym wieczory Jasieńskiego we Lwowie czy Jalu Kurka w Krakowie. W nich właśnie widział wówczas najśmielszych nowatorów, choć ich nowatorstwa nie aprobował.

    Po rocznej przygodzie z futurystami, na Peipera zaczęli zwracać uwagę coraz to inni poeci, którzy szukali poparcia, autorytetu i sposobu, aby odciąć się od przeciętnej produkcji poetyckiej w Krakowie, w którym co drugi student polonistyki czy prawa uważał się za poetę. Wokół Peipera zaczęła krążyć nowa grupka studentów, którzy dopiero próbowali swoich sił w poezji: Kurek, Przyboś i Brzękowski. Dzieliło ich od Peipera nie tylko doświadczenie, ale także ponad dziesięcioletnia różnica wieku. Zresztą Przyboś w jednym ze swoim wspomnień pisał, że widząc Peipera „kroczącego energicznym, kołyszącym się krokiem ulicą Szewską do »Gałki Muszkatołowej«, klubu futurystów w »Esplanadzie« (…) miałem go raczej za profesora niż poetę”. Najwcześniej Peiper rozpoczął współpracę z Jalu Kurkiem, jeszcze gimnazjalistą, dla którego „Zwrotnica” okazała się wówczas „objawieniem i wstrząsem”. O dużym dystansie, jaki wówczas dzielił młodych adeptów pióra od ekscentrycznego awangardzisty zaświadcza także wspomnienie Brzękowskiego: „Całe popołudnia lub wieczory spędzaliśmy na długich rozmowach, znałem go bardzo blisko, ale nie wiem czy nasz codzienny kontakt przekroczył ten punkt graniczny, w którym zaczyna się przyjaźń”. Nie mniej ciekawie wypowiadał się o młodych współpracownikach sam Peiper:

     

    Wśród młodych czytano „Zwrotnicę” i asymilowano ją. W moim pokoju pojawiały się raz po raz młode głowy, zapchane starymi światami i z wartościowszych każda odchodziła przeinaczona. Jeden z pierwszych przyszedł małomówny i skupiony Julian Przyboś; przyszedł z wierszami o bogach słowiańskich, lecz za kilka tygodni miał już Cieśli, a wkrótce potem Dachy. Korespondował ze mną, mimo iż mieszkał niedaleko ode mnie, Jalu Kurek, i przysyłał mi jakieś tetmajerzyste strofy, aż wreszcie zuchwałego chwyciłem za zuchwałość i zbliżyłem do „Zwrotnicy” poprzez przekłady z Marinettiego. W pobliżu „Zwrotnicy” urabiał się już Jan Brzękowski, który zwracał moją uwagę łaknieniem życia i czekaniem na środki przesączenia go w poezję.

     

    Trudna była jednak współpraca młodszych poetów z Peiperem, wymagał on posłuszeństwa i realizacji swych własnych idei. „Zazwyczaj dyskutowaliśmy o poezji – wspomina Brzękowski – a raczej słuchaliśmy tego, co mówił Peiper, gdyż rozmowa z nim często bywała trudna. Miał bowiem bardzo apodyktyczny charakter i nadany mu, o ile pamiętam przez Irzykowskiego tytuł papieża poezji był ze względu na jego pretensje do nieomylności zupełnie uzasadniony”. Peiper wspomina, że „były to lata, w których ani jednej godziny nie byłem w moim pokoju sam”. Spotykał się wówczas ze swoimi uczniami na obiedzie w »Udziałowej« na rogu Plant i Szczepańskiej, w Bisanzu na rogu Karmelickiej i Dunajewskiego, ale przede wszystkim w usytuowanej naprzeciw „Esplanadzie”.

     

  • Esplanada, „Gałka Muszkatołowa”, róg ul. Krupniczej i Podwale

    Większość spotkań między poetami i malarzami w latach 20. i pierwszej połowie lat 30. toczyła się w „Esplanadzie”, ogromnej kawiarni na rogu ulicy Krupniczej i Podwale. Jej właścicielem był Karol Wołkowski, który po tym jak formiści wymalowali ją w kubistycznym stylu i ochrzcili mianem „Gałki Muszkatołowej”, udostępnił dwudziestoletnim futurystom osobne miejsce do zażartych dyskusji.

    Esplanada, „Gałka Muszkatołowa”, róg ul. Krupniczej i Podwale

    Większość spotkań między poetami i malarzami w latach 20. i pierwszej połowie lat 30. toczyła się w „Esplanadzie”, ogromnej kawiarni na rogu ulicy Krupniczej i Podwale. Jej właścicielem był Karol Wołkowski, który po tym jak formiści wymalowali ją w kubistycznym stylu i ochrzcili mianem „Gałki Muszkatołowej”, udostępnił dwudziestoletnim futurystom osobne miejsce do zażartych dyskusji. Jeden z publicystów „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” odnotowywał nawet ten fakt w prasie: „W pokoju temperatura kolorów jest tak wysoka, że tylko stare wilki futurystyczne mogą spokojnie tam pić alkohol i oddawać się czynnościom wyższych kategorii”. Jej otwarcie poprzedziło słowo wstępne Tadeusza Peipera i tam właśnie po raz pierwszy przyszły „papież” dał futurystycznym hecom błogosławieństwo. Peiper współpracował z futurystami bardzo krótko, nie brał udziału w przygotowywaniu ich jednodniówki, ale mimo to na bardzo długo przylgnęła do niego etykietka „futurysty”. O współpracy z młodymi i pełnymi zwariowanych pomysłów futurystami wspominał Peiper po latach zresztą z pewnym rozrzewnieniem: „Wystarczało trochę niezależności sądu, aby uznać, że w tych ludziach skupiły się zdolności, od których współcześnie nie było Polsce większych, i wystarczało trochę przenikliwości, aby ich zrozumieć i docenić we wszystkich wystąpieniach. Po pierwszym zetknięciu z nimi odczułem, że chwila literacka czyni mi ich spośród pisarzy polskich najbliższymi. (…) Nie wstrzymywała mnie wcale zaostrzona w owym czasie niepopularność futurystów, która po wydanym niedawno Nożu w brzuchu [sic!] osiągnęła punkt szczytowy. Uważałem, że jeśli mam brać udział w ruchu grupowym, miejsce moje jest w grupie najbardziej nowatorskiej”. Krótki był jednak żywot tej salki, w niedługim bowiem czasie, tuż po tym jak futuryści rozpierzchli się w różne strony, została zamieniona na biuro sprzedaży maszyn do powielania „Gestetner”, malowidła ścienne zniszczono a samą kawiarnię po II wojnie światowej zamieniono na Dom Towarowy (obecnie Elefant).

    Esplanada przez całe lata 20. była miejscem spotkań i wymiany myśli, zmieniali się tylko jej bywalcy. Brzękowski, Kurek i Przyboś na początku lat 30., gdy tylko poczuli, że firma „Zwrotnicy” pomogła im wybić się na samodzielność, opuścili swego „ojca”, zresztą z wzajemnością, a stolik Peipera otoczył nowy krąg młodych poetów i krytyków. Józef Andrzej Frasik wspomina Peipera, że „siadywał zawsze w tym samym miejscu przy oknie, można więc było łatwo sprawdzić jego obecność. Stawiał zawsze czarną kawę i płacił za nią sam. Tu przychodzili do Peipera na dyskusje i rozmowy literackie: Marian Czuchnowski, Stanisław Piętak, Lech Piwowar, Wojciech Natanson, Władysław Woźnik, Wojciech Skuza, Edward Rączkowski – i ja tam byłem też częstym gościem”. Różnice między pierwszą grupą poetów skupionych wokół Peipera i wydających „Zwrotnicę” a drugą grupą wspomnianej bohemy literackiej, stały się widoczne w okresie ukazywania się na przełomie 1934/1935 dwóch pism krakowskich: „Gazety Artystów” i „Tygodnika Artystów”, które wychodziły pod wspólnym adresem: Łobzowska 3.

  • Dom Plastyków, ul. Łobzowska 3

    Peiper jesienią 1934 roku zamienia stolik przy oknie w Esplanadzie na inny, znajdujący się w Domu Plastyków, który wówczas otwarto przy ulicy Łobzowskiej 3. Początkowo mieściła się tam tylko sala wystawowa, ale szybko przeniósł się tam Teatr Artystów „Cricot”, powstała Kawiarnia, jak również redakcje dwóch czasopism: „Gazety Artystów” i „Tygodnika Artystów”.

    Dom Plastyków, ul. Łobzowska 3

    Peiper jesienią 1934 roku zamienia stolik przy oknie w Esplanadzie na inny, znajdujący się w Domu Plastyków, który wówczas otwarto przy ulicy Łobzowskiej 3. Początkowo mieściła się tam tylko sala wystawowa, ale szybko przeniósł się tam Teatr Artystów „Cricot”, powstała Kawiarnia, jak również redakcje dwóch czasopism: „Gazety Artystów” i „Tygodnika Artystów”. To na ich łamach rozegrała się gorąca batalia o awangardę poetycką między pierwszym a drugim pokoleniem wychowanków Peipera. Był on wówczas wyrocznią w sprawach poetyki i stałym bywalcem kawiarni, o czym zaświadcza choćby wspomnienie Z. Nardelego: „należało już do kawiarnianego rytuału, że Peiper siadywał w samym środku sali. Kiedy usadowił się przy swoim stoliku, pikolak obkładał go stertami gazet. W czasie lektury nie przeszkadzano mistrzowi. Kiedy jednak Peiper składał ostatnie przeczytane pismo, do stolika podchodzili młodzi adepci sztuki. Rozpoczynała się dyskusja, w czasie której żywo gestykulujący Peiper wypowiadał sądy i z brawurą konika szachowego skakał z tematu a temat”.

    Podczas wojennej zawieruchy, z dala od Krakowa, wspominał ją zresztą z pewnym rozrzewnieniem sam „papież”:

     

    „Kawiarnia Plastyków dawała dużo różnych wygód. Chciało się czytać gazety, można było mieć te, które się mieć chciało. Chciało się gadać, znajdowało się ludzi, z którymi chciało się gadać. Chciało się być samemu, w tej kawiarni można było być samemu, wystarczało tylko umieć wykorzystać wygody jeszcze innego rodzaju. My, ludzie sztuki, mieliśmy w niej zniżone ceny i dla nas była najtańszą w mieście. A nie było któregoś wieczora na zapłacenie kolacji czy choćby kawy, można było odłożyć to do jednego z dni następnych. Kelner kredytował i czekał. To była moja kawiarnia”.

     

    W domu Plastyków swoją nieformalną redakcję miało także ostatnie pismo literackie, jakie ukazywało się przed wojną w Krakowie – „Nasz Wyraz”. Pismo to za swego niepisanego patrona obrało nikogo innego jak właśnie Peipera, informując swoich czytelników, że „z założeń poetyki awangardowej nie wyciągnięto jeszcze wszystkich konsekwencji”.

  • Sala Kopernika, ul. Gołębia 24

    W Przedmowie do Poematów wydanych w 1935 roku będących summą twórczości poetyckiej Peipera, ich autor przyznawał: „Popełniłem błąd, wielki błąd. Trzeba było rozkrzyczeć te utwory po miastach i miasteczkach. Ludzie na te krzyki czekają. Tylko nieliczni przeżywają poezję najsilniej, gdy przeżywającą samotnie.

    Sala Kopernika, ul. Gołębia 24

    W Przedmowie do Poematów wydanych w 1935 roku będących summą twórczości poetyckiej Peipera, ich autor przyznawał: „Popełniłem błąd, wielki błąd. Trzeba było rozkrzyczeć te utwory po miastach i miasteczkach. Ludzie na te krzyki czekają. Tylko nieliczni przeżywają poezję najsilniej, gdy przeżywającą samotnie. Reszta upaja się przeżywaniem zbiorowym. Rozgrzewa się gorącem sali, zapala się własnym oklaskiem. Jest to zjawisko zbyt poważne, aby wolno je było przeoczać”. Peiper sporadycznie recytował swoje wiersze, zresztą dość ciężko to znosił: „to cofanie się ku wzruszeniom dawnym, już minionym, już przebytym, już innym innym innym od tych, które mam w sobie teraz, ten potworny obowiązek wchodzenia w człowieka jakim byłem – to była dla mnie męka, tortura, tortura” – przyznawał po latach. Dlatego na wieczorach czy porankach autorskich korzystał głównie z interpretacji zawodowych aktorów krakowskich czy warszawskich teatrów, choć nie zawsze z nich był zadowolony.

    Jeden ze sprawozdawców wieczoru autorskiego Peipera z listopada 1933 roku, Zygmunt Leśnodorski, w tętniącej przez całe dwudziestolecie międzywojenne życiem Sali Kopernika w Collegium Novum, dostrzegał tę szczególną trudność w interpretacji, jaką niosła za sobie poezja awangardowa: „Peiperowskie wiersze wymagają bardzo swoistej recytacji. Dlatego też na poniedziałkowym wieczorze najlepiej czytał je sam autor (utwory pt. Dancing, Chorał robotników i inne, druk. w zbiorze pt. A), chociaż w jego interpretacji nie było naturalnie tego aktorsko-deklamatorskiego »kunsztu«, na jaki pozwolić sobie mogli pozostali recytatorzy, art.[yści] teatru krakowskiego p. Krystyna Ankwicz, Wł. Woźnik i reżyser Dr Dobrowolski. Salę 66 Coll. Nov. wypełnia wyborowa publiczność więcej niż »po brzegi«”.

    Do spopularyzowania niełatwych poematów Peipera przyczynił się w znacznej mierze wspomniany Władysław Woźnik, którego interpretacje sprawiały, że Peiper „nagle stawał się jasny jak abecadło”. Lech Piwowar stwierdzał jeszcze dobitniej: „To jasne, teraz po Woźniku to już zupełnie jasne, że usłyszenie waszych awangardowych poematów daje natychmiast klucz do ich zrozumienia. Odczuwa się je tak silnie, że stają się wyraźne jak alfabet. Ta sprawa jest załatwiona, Woźnik ją załatwił”. To właśnie drugie pokolenie uczniów Peipera: Czuchnowski, Telega, Piętak czy Frasik, którzy kierowali Kołem Literacko-Artystycznym „Litart” na Uniwersytecie Jagiellońskim, przyczynili się w dużym stopniu do tego, że Peipera nie tylko się czytało, ale coraz więcej w Krakowie słyszało, szczególnie z głównej trybuny poetyckiej, jaką była sala Kopernika przy Gołębiej 24.

  • Sąd Okręgowy w Krakowie, ul. Senacka 1

    Ducha nowoczesności Peiper widział nie tylko w mówieniu o mieście, masie i maszynie, jak często mu się to przypisuje, ale także w zaangażowaniu społecznym.

    Sąd Okręgowy w Krakowie, ul. Senacka 1

    Ducha nowoczesności Peiper widział nie tylko w mówieniu o mieście, masie i maszynie, jak często mu się to przypisuje, ale także w zaangażowaniu społecznym. Bardzo wiele artykułów Peipera, w których często nie odbiega od poezji, przesiąkniętych jest potrzebą polemiki czy zabrania głosu w palących kwestiach: bolszewizmu, socjalizmu, pacyfizmu czy powołania Polskiej Akademii Literatury, której Peiper się sprzeciwiał, przewidując, że nadmiernie zinstytucjonalizuje literaturę zamiast dbać o sprawy zawodowe i bytowe pisarzy.

    Jednym z przejawów zaangażowania się Peipera jest sprawa aresztowania i brutalnego przetrzymywania w twierdzy brzeskiej kilkunastu posłów opozycji w 1930 roku. Peiper zareagował niemal natychmiastowo, ogłaszając w czasie gorących dyskusji i doniesień prasowych „poemat aktualny” pt. Na przykład. Wyrażenie się w tej sprawie było dla niego sprawą etyki zawodu pisarskiego, a jednocześnie potrzebą osobnego zabrania głosu. W chwili, gdy dzienniki drukowały coraz to nowe protesty, pod którymi podpisywały się liczne koła pisarzy i intelektualistów, próżno szukać podpisu Peipera. Powody tego sam zresztą wyjaśniał w wywiadzie udzielonym Marianowi Piechalowi:

     

    „Z przykrością muszę wyznać, że motywy podawane w protestach literatów, nie posiadały tego waloru myślowego, jakiego u literatury dopraszała się sprawa. Motywy protestu np. literatów krakowskich wydały mi się nawet tak wstrętne, że podpisu odmówiłem. Zresztą żaden podpis, żaden nawet wiersz liryczny nie byłby mi dał w owym czasie ulgi. Aby w sprawie brzeskiej wypowiedzieć się całkowicie, musiałbym napisać obszerną książkę o Polsce współczesnej, a że tego na razie uczynić nie mogłem, czułem, że zrobię najlepiej jeżeli sprawę rozłamię i zajmę się jej kawałkiem. To ułamkowe uchwycenie sprawy umożliwiała forma poematu jaką wybrałem”.

     

    Peiper sprawę brzeską odczuł „jako najbardziej dramatyczną w latach wskrzeszonej Polski”, stąd niezwykły pośpiech z pisaniem i wydaniem poematu. Gdy ukazał się już drukiem, spotkała Peipera przykra niespodzianka: cenzura konfiskuje książkę. Peiper, nie zgadzając się z decyzją prokuratury Sądu Okręgowego w Krakowie, wnosi natomiast „podpisany sprzeciw i uprasza o wyznaczenie w sprawie tej ustnej rozprawy”. Rozprawę wyznaczono na 18 kwietnia 1931 roku, na której Peiper bronił się z wolnej stopy, bez udziału prawnika, co wyjaśniał zresztą później następująco: „Adwokat, który miałby mnie bronić, wymagałby ode mnie więcej wiadomości o moim poemacie, niż mógłbym mu dać bez kłótni z samym sobą”. Peiper świetnie sobie poradził jako poeta i obrońca samego siebie. Używając poetologicznej i oratorskiej wiedzy nie tylko odwrócił uwagę od wydźwięku politycznego swego poematu, ale przy okazji dał sędziom lekcję poetyki. W uzasadnieniu, jakie znalazło się w protokole rozprawy, zatwierdzono jedynie niewielki fragment wiersza „ponieważ uległe w konfiskacie słowa w brzmieniu zacytowanym, obrazowym przedstawieniem naruszają wstydliwość, tym więcej że dziełko to jako wytwór polskiego autora wejdzie do literatury, a tym samym dostać się może do rąk niewinnej młodzieży”. Peiper wyprowadził prokuratora w pole, ale na krótko. Ten nie odpuścił poecie i trzy dni po rozprawie złożył zażalenie na postanowienie Sądu Okręgowego do Sądu Apelacyjnego, który 6 maja 1931 postanawia: „Zażalenie uwzględnić i utrzymać w całej rozciągłości w mocy konfiskatę orzeczoną postanowieniem Sądu Okręgowego w Krakowie z dnia 11 lutego 1931 r.”.

    Po tym wyroku sądowym roku Peiper nie ogłasza już żadnych nowych wierszy, i tym samym tylko po połowicznie wygranym procesie, już w oczach współczesnych skazuje się na przejście do historii awangardy poetyckiej. W latach 30. w dalszym ciągu będzie zajmował się dookreślaniem założeń swojej poetyki, poprowadzi jeszcze kampanię recytatorską, ale zajmować go już będzie zupełnie inny ciężar gatunkowy: powieść.

  • Pierwsze trzy miesiące, ul. Konarskiego 34

    Peiper początek wojny spędził przy ulicy Konarskiego 34, co szczegółowo opisał w powieści Pierwsze trzy miesiące. Odnajdujemy w niej wiele trudnych momentów, z którymi pisarz musiał się zmierzyć: niszczenia rękopisów i dzieł sztuki.

    Pierwsze trzy miesiące, ul. Konarskiego 34

    Peiper początek wojny spędził przy ulicy Konarskiego 34, co szczegółowo opisał w powieści Pierwsze trzy miesiące. Odnajdujemy w niej wiele trudnych momentów, z którymi pisarz musiał się zmierzyć: niszczenia rękopisów i dzieł sztuki. Nasilające się bombowe naloty, zmuszają go – zgodnie z procedurami do jakich należało się zastosować w takich wypadkach – do zabezpieczenia okien papierowymi paskami, ale znajduje „u siebie jeden tylko papier odpowiednio gruby: są na nim wyrysowane dwa moje portrety, są wyrysowane pastelowymi kredkami ręką wybitnego artysty, przyjaciela mojego i towarzysza walk o nową sztukę – ręką Stanisława Ignacego Witkiewicza. Postanawiam z tego papieru skorzystać. Wyjmuję go z ram, tnę nożycami. Wkrótce leży u moich stóp jedno oko, jedno ucho, nos oderwany od reszty twarzy”. Mimo wielokrotnych prób przyklejane do szyby paski odpadały. Ale na tych zniszczeniach się nie kończy: w obawie przed Niemcami pali również w kuchennym piecu część rękopisów autobiograficznego cyklu Poprzez lata, co napawa go ogromnym smutkiem („O, jakżeż pragnąłbym uchronić to od zagłady!”).

    W pierwszych dniach września postanawia uciec z Krakowa, ale wkrótce wraca do swego mieszkania, odarty po drodze przez Niemców z najlepszego swego ubrania. Wraca po cichu, aby nie wzbudzać podejrzenia swym żebraczym strojem i zastaje zgoła odmienne miasto, w którym „rodowici jego mieszkańcy wynaleźli nieświadomie szczególny sposób chodzenia; chodzą tak że nie muszą Niemcom ustępować miejsca, a przecież przepuszczają ich”. Pod koniec listopada, gdy rozpoczyna się akcja rejestracyjna Żydów w kolejności alfabetycznej i wypada litera „P”, Peiper postanawia opuścić Kraków na dłużej i przekraczając radziecko-niemiecką linię demarkacyjną na Sanie, udać się do Lwowa. „Jadę. Niewiadome są moje najbliższe godziny, tygodnie, miesiące. Opuszczam mój Kraków, nie wiem kiedy zobaczę go po raz drugi i jakim. Nie chcę o tym myśleć, nie będę o tym myślał, nie będę o tym myślał, nastawię się całkowicie na zadanie najbliższe, tylko o nim będę myślał, tylko o nim będę myślał, tylko o nim będę…”.

  • Dom Literatów, ul. Krupnicza 22

    Po traumatycznych przejściach w głębokiej Rosji, aresztowaniach i nasilających się fobiach, polegających na stronieniu od ludzi, Peiper po kilkumiesięcznym pomieszkiwaniu w Lublinie i Łodzi, wrócił do Krakowa z początkiem maja 1945, ale już nie do jednego z wcześniejszych mieszkań, lecz do nowo otwartego Domu Literatów.

    Dom Literatów, ul. Krupnicza 22

    Po traumatycznych przejściach w głębokiej Rosji, aresztowaniach i nasilających się fobiach, polegających na stronieniu od ludzi, Peiper po kilkumiesięcznym pomieszkiwaniu w Lublinie i Łodzi, wrócił do Krakowa z początkiem maja 1945, ale już nie do jednego z wcześniejszych mieszkań, lecz do nowo otwartego Domu Literatów. Do końca lat 40. prowadzi ożywioną działalność recenzenta teatralnego i filmowego. Jednocześnie „trzymał się z daleka od Związku i zjawiał się jedynie, aby zapłacić zaległe składki lub by pozyskać zaświadczenie, np. że przysługuje mu prawo do osobnego pokoju, albo po kartki na jakieś reglamentowane towary” – wspominał Tadeusz Kwiatkowski. „O literaturze nie miał zbyt dobrego zdania. Gdy wymieniałem przy nim nazwisko jakiegoś pisarza – wspominał pierwszy sekretarz Związku Literatów Polskich – krzywił się, grubym wąsem zakrywał całą wygoloną brodę i mrużąc oczy pytał ze złośliwym uśmiechem: – Czy to ten… – i wymieniał tytuł najsłabszej jego pozycji”. Peiper dokończył na Krupniczej wspomniane Pierwsze trzy miesiące oraz powieść dla młodzieży Krzysztof Kolumb odkrywca, autobiograficzną powieść, w której pod historią słynnego żeglarza ukrył własne doświadczenia: niezrozumienie i niedocenienie jego odkryć przez współczesnych.

    Pod koniec 1947 roku Peiper przeniósł się ostatecznie do Warszawy, gdzie na Starym Mokotowie dożył 78 lat, pisząc niemal wyłącznie do szuflady. Jednym z obszernych rękopisów owianych już legendą jest Księga Pamiętnikarza, która może ujrzeć światło dzienne dopiero po 2019 roku.