Kraków

Dół

Szlak bohaterów literackich

Kraków

  • Bazylika Mariacka

    Bohater opowiadania Trębacz z Samarkandy Ksawerego Pruszyńskiego (1946) wysłuchuje w Teheranie opowieści przyjaciela, która okazała się „drugą połową” znanej krakowskiej legendy, nawiązującej do dramatycznie kończącej się melodii hejnału.

    Bazylika Mariacka

    Bohater opowiadania Trębacz z Samarkandy Ksawerego Pruszyńskiego (1946) wysłuchuje w Teheranie opowieści przyjaciela, która okazała się „drugą połową” znanej krakowskiej legendy, nawiązującej do dramatycznie kończącej się melodii hejnału. Otóż Tatarzy ponieśli klęskę, gdyż przerwali głos trębacza nawołującego do modlitwy. Klątwa nie mogła zostać odwrócona, „zanim trębacz z Lechistanu nie zatrąbi na rynku w Samarkandzie pieśni, której wtedy nie skończył. […] To pewna, że tutaj nikt nie słyszał o Krakowie, o hejnale, o naszym lajkoniku. Ale mieli legendę, która jest jakby połową naszej legendy. Jak w naszym klimacie odnajdujemy ich stepowe wzory, tak w rysunku owej legendy odnajdujemy ślad naszej. W zmierzchu niebieskim nocy, pod białą wybłękitniałą ścianą, Kraków nagle zesuwał się na obraz Samarkandy. Wieża Mariacka, Rynek, Gołębia, Planty. Opadła zasłona przestrzeni i czasu. Zmalały gdzieś mile i wieki. Pomiędzy dalekim Krakowem a niemal legendarną Samarkandą poczynał się wić wzorzysty, jednakowy dla nich i dla nas rysunek wspólnej legendy”.

  • Wieża ratuszowa

    Bohater niewielkiej powieści Janusza Andermana Gra na zwłokę (1979) wędruje po Krakowie. Na jego trasie jest Rynek: „nie miałem zegarka i żeby ujrzeć wskazówki na wieży ratuszowej, musiałem powoli podnosić głowę, by oswoić źrenice z natarczywością kropel; najpierw była kamienna ława, opętlająca budynek, później wykusz, doczepiony do ściany; wyglądał jak w chorym śnie architekta i był dziełem popularnej rozgwiazdy telewizyjnej; potem ujrzałem tarczę zegara – południało”.Odnajdziemy w tym fragmencie nawiązanie do postaci Wiktora Zina, jednego z najbardziej znanych powojennych historyków architektury i konserwatorów, który wsławił się nie tylko popularnym cyklem gawęd telewizyjnych Piórkiem i węglem, ale również kontrowersyjną przebudową wieży ratuszowej realizowaną w latach 60. XX wieku.

     

    Wieża ratuszowa

    Bohater niewielkiej powieści Janusza Andermana Gra na zwłokę (1979) wędruje po Krakowie. Na jego trasie jest Rynek: „nie miałem zegarka i żeby ujrzeć wskazówki na wieży ratuszowej, musiałem powoli podnosić głowę, by oswoić źrenice z natarczywością kropel; najpierw była kamienna ława, opętlająca budynek, później wykusz, doczepiony do ściany; wyglądał jak w chorym śnie architekta i był dziełem popularnej rozgwiazdy telewizyjnej; potem ujrzałem tarczę zegara – południało”.Odnajdziemy w tym fragmencie nawiązanie do postaci Wiktora Zina, jednego z najbardziej znanych powojennych historyków architektury i konserwatorów, który wsławił się nie tylko popularnym cyklem gawęd telewizyjnych Piórkiem i węglem, ale również kontrowersyjną przebudową wieży ratuszowej realizowaną w latach 60. XX wieku.

  • Feniks

    Na pierwszym piętrze gmachu niegdysiejszego towarzystwa ubezpieczeniowego „Feniks”, usytuowanym na roku ulicy św. Jana i Rynku Głównego, mieści się restauracja i klub nocny. Tam, przy szatni na pierwszym piętrze, główny bohater Disneylandu Stanisława Dygata (1965) Marek Arens miał zaatakować prostytutkę Lolę „Fiat 1100”. Fatalne wydarzenie doprowadziło do aresztowania młodzieńca: „W hallu w «Feniksie» zaraz przy szatni trzej mężczyźni trzymali mnie mocno, chociaż nie wyrywałem im się ani nie zdradzałem takich zamiarów. Miałem rozciętą wargę i spuchniętą twarz. […] rozległo się nerwowe wycie syreny i po chwili weszło dwu milicjantów z paskami pod brodą. Szli wolno, a kiedy tamci ich zobaczyli, przestali mnie bić i puścili. […] Zaczęli się cofać w milczeniu, a szatniarz wybuchnął idiotycznym śmiechem, ale urwał nagle i patrzał z otwartymi ustami na idących milicjantów”.

     

    Feniks

    Na pierwszym piętrze gmachu niegdysiejszego towarzystwa ubezpieczeniowego „Feniks”, usytuowanym na roku ulicy św. Jana i Rynku Głównego, mieści się restauracja i klub nocny. Tam, przy szatni na pierwszym piętrze, główny bohater Disneylandu Stanisława Dygata (1965) Marek Arens miał zaatakować prostytutkę Lolę „Fiat 1100”. Fatalne wydarzenie doprowadziło do aresztowania młodzieńca: „W hallu w «Feniksie» zaraz przy szatni trzej mężczyźni trzymali mnie mocno, chociaż nie wyrywałem im się ani nie zdradzałem takich zamiarów. Miałem rozciętą wargę i spuchniętą twarz. […] rozległo się nerwowe wycie syreny i po chwili weszło dwu milicjantów z paskami pod brodą. Szli wolno, a kiedy tamci ich zobaczyli, przestali mnie bić i puścili. […] Zaczęli się cofać w milczeniu, a szatniarz wybuchnął idiotycznym śmiechem, ale urwał nagle i patrzał z otwartymi ustami na idących milicjantów”.

  • Mały Rynek

    Położona mniej więcej w połowie wschodniej pierzei kamienica jest pierwowzorem domu, w którym mieszkał „mistrz” – bohater dwu powieści Marcina Świetlickiego: Dwanaście (drugie piętro) oraz Trzynaście (piętro pierwsze). Do tego maleńkiego mieszkania powraca kilka razy w ciągu dnia. Opisy widoku z okna przy Małym Rynku należą do najbardziej obrazowych, refleksyjnych i pełnych liryzmu fragmentów prozy Świetlickiego.

    Mały Rynek

    Położona mniej więcej w połowie wschodniej pierzei kamienica jest pierwowzorem domu, w którym mieszkał „mistrz” – bohater dwu powieści Marcina Świetlickiego: Dwanaście (drugie piętro) oraz Trzynaście (piętro pierwsze). Do tego maleńkiego mieszkania powraca kilka razy w ciągu dnia. Opisy widoku z okna przy Małym Rynku należą do najbardziej obrazowych, refleksyjnych i pełnych liryzmu fragmentów prozy Świetlickiego:

    „Mistrz stoi w oknie.
    Pierwsze piętro kamienicy na Małym Rynku.
    Późny wieczór.
    Mistrz jest pijany.
    Ale nie tak poważnie, by nie widzieć.
    Mistrz widzi coraz bardziej, z dnia na dzień, skrzywiony znak
    drogowy wyobrażający białego dorosłego prowadzącego białe
    dziecko na niebieskim tle.
    Mistrz widzi rozjaśnioną żółtym światłem elektrycznym kapliczkę
    sklepu z dewocjonaliami i specjalistycznym sprzętem
    liturgicznym.
    Na wystawie biała komeżka i święta figura w niebieskiej
    sukience.
    Ten rozświetlony mały sklepik jest w tym momencie jedynym
    jasnym punktem na przeciwległej ścianie Małego Rynku.
    Na świecie w tym momencie jest ciemno.
    Na świecie w tym momencie oprócz tego rozświetlonego
    sklepiku nie ma nic”.

  • Hotel Grand

    Hotel znany przede wszystkim z Zaklętych rewirów Henryka Worcella, usytułowany na rogu ulicy Sławkowskiej i św. Tomasza, trafił również do powieści Jana Polkowskiego Ślady krwi (2013). Jej bohater Henryk Harsynowicz, szukając śladów swej przeszłości, trafia również do Krakowa i zatrzymuje się w Grandzie.

    Hotel Grand

    Hotel znany przede wszystkim z Zaklętych rewirów Henryka Worcella, usytułowany na rogu ulicy Sławkowskiej i św. Tomasza, trafił również do powieści Jana Polkowskiego Ślady krwi (2013). Jej bohater Henryk Harsynowicz, szukając śladów swej przeszłości, trafia również do Krakowa i zatrzymuje się w Grandzie. „Szpitalna miała nową granitową nawierzchnię. Rynek wyłożony był również szarą, smętną kostką. Zerwane za Peerelu renesansowe kocie łby sprzedano naiwnym Szwedom czy wyrzcono do Wisły. Rynek wyłożono wtedy dużymi, gładkimi płytami z granitu, na których całe pokolenia łamały kości. Skręcił z linii A–B w Sławkowską, do Grand Hotelu miał parę kroków”. Następnego dnia „wyszedł na niemą Sławkowską i skręcił w stronę Plant. Stały odrętwiałe, owinięte bladym wiotkim płótnem. Wyglądały, jakby pośpiesznie naszkicował je Wyspiański, ledwie dotykając końcami pędzli przybrudzonych krążków akwarel i smarując nimi poszarzały, zmięty papier”.

  • Collegium Maius

    Zofia (Sophie) Zawistowska, bohaterka słynnej powieści Wybór Zofii (1979) Williama Styrona, jest córką profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, prawnika Zbigniewa Biegańskiego, i żoną młodego matematyka Kazimierza Zawistowskiego. Obaj mężczyźni zostali w powieści aresztowani 6 listopada 1939 roku podczas podstępnie zwołanego w Collegium Novum spotkania krakowskich uczonych.

    Collegium Maius

    Zofia (Sophie) Zawistowska, bohaterka słynnej powieści Wybór Zofii (1979) Williama Styrona, jest córką profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, prawnika Zbigniewa Biegańskiego, i żoną młodego matematyka Kazimierza Zawistowskiego. Obaj mężczyźni zostali w powieści aresztowani 6 listopada 1939 roku podczas podstępnie zwołanego w Collegium Novum spotkania krakowskich uczonych.

    W roku 1947 Zofia odsłania pierwszą warstwę tragicznej historii swojego życia. Próbuje się odnaleźć po wyswobodzeniu z obozu Auschwitz: „Pewnego listopadowego ranka poszłam na mszę w kościele Mariackim, wiesz, tym z trąbkami. […] Ale kiedy modliłam się tamtego ranka, miałam… preémonition, tak, przeczucie, i zaczął mnie powoli ogarniać narastający strach. Nie wiedziałam, czego się boję, ale nagle słowa modlitwy zamarły mi na ustach i poczułam w kościele powiew wiatru, wilgotny i zimny. A potem już wiedziałam, skąd się wziął ten strach, to coś, co przeszyło mnie jak oślepiający błysk. Tego samego ranka nowy nazistowski gubernator generalny krakowskiego dystryktu, Frank, polecił zebrać się wszystkim wykładowcom na cour de maison, no wiesz, na dziedzińcu uniwersytetu, gdzie mieli im odczytać nowe zasady funkcjonowania uczelni pod okupacją. Nic ważnego. Zwykłe zebranie. Mieli się stawić właśnie tego ranka. Ojciec i Kazik dowiedzieli się o tym poprzedniego dnia i wszystko wydawało się całkiem normalne, więc nikt się nad tym specjalnie nie zastanawiał. Ale teraz, w tym nagłym olśnieniu, poczułam, że dzieje się coś bardzo, bardzo złego i wybiegłam z kościoła”.

    Nieścisła jest relacja o okolicznościach aresztowania profesorów (dziedziniec Collegium Maius); podobnie fakt rozstrzelania ojca i męża Zofii w Sachsenhausen (według historycznych ustaleń nikt nie został rozstrzelany), mającego nastąpić 1 stycznia 1940.

  • Smocza Jama

    Jaskinia podwawelska to miejsce narady Smoka i księcia Kraka otwierającej Porwanie Baltazara Gąbki (1965) Stanisława Pagaczewskiego. Rozmowa dotyczyła wyprawy do Krainy Deszczowców, która miała przynieść Baltazarowi ratunek. „– Przeszkadzam ci? – zaniepokoił się książę i poszukał wzrokiem krzesła nadającego się do użytku. Wiedział z doświadczenia, że w Smoczej Jamie każda rzecz służyła na ogół do czego innego, niż wskazywał jej wygląd. Pamiętał, że przed tygodniem, kiedy usiadł na tapczanie Smoka, wyleciał jak z procy pod strop Jamy, ponieważ pomysłowy gospodarz był właśnie w trakcie prób mających na celu zmontowanie domowej rakiety z samoczynnie odłączającą się kabiną pilota”.

    Smocza Jama

    Jaskinia podwawelska to miejsce narady Smoka i księcia Kraka otwierającej Porwanie Baltazara Gąbki (1965) Stanisława Pagaczewskiego. Rozmowa dotyczyła wyprawy do Krainy Deszczowców, która miała przynieść Baltazarowi ratunek. „– Przeszkadzam ci? – zaniepokoił się książę i poszukał wzrokiem krzesła nadającego się do użytku. Wiedział z doświadczenia, że w Smoczej Jamie każda rzecz służyła na ogół do czego innego, niż wskazywał jej wygląd. Pamiętał, że przed tygodniem, kiedy usiadł na tapczanie Smoka, wyleciał jak z procy pod strop Jamy, ponieważ pomysłowy gospodarz był właśnie w trakcie prób mających na celu zmontowanie domowej rakiety z samoczynnie odłączającą się kabiną pilota”.

    Również Dorota Terakowska – we Władcy Lewawu pisanym w okresie stanu wojennego – eksploruje Smoczą Jamę. Protagonistą tej baśniowej opowieści jest Bartek, przemierzający Kraków w poszukiwaniu zaginionej mamy. Gdy po raz kolejny trafia na Wawel i do pieczary smoka, czeka go niespodzianka… „Wątpię, czy istnieje w Krakowie drugi chłopak, który znałby Wawel tak doskonale jak Bartek. Ile razy uciekał, zawsze tu trafiał. Jakby jakaś tajemna moc promieniująca z królewskiego zamku przyzywała go do siebie. Lecz tego dnia chłopiec nie wszedł na zamkowe wzgórze. Zatrzymał się u jego stóp, koło Smoczej Jamy. Nie miał pieniędzy na bilet wstępu, więc rozglądał się przez chwilę, medytując, jak dostać się do środka. Powietrze tego dnia było parne i chłód Smoczej Jamy wabił chłopca. Smok ustawiony przed wejściem ział co jakiś czas prawdziwym ogniem, budząc podziw sporej grupy turystów. W pewnej chwili jakaś wycieczka, chichocząc i głośno rozmawiając, skierowała się w stronę wejścia. Bartek, niby przypadkiem, znalazł się w środku grupy, i tym sposobem udało mu się uniknąć kontroli biletów. Gdy wycieczka weszła w głąb skalnego korytarza, Bartek postarał się jak najszybciej od niej odłączyć.

    Skalny korytarz, wyżłobiony przed wiekami w wapiennym wzgórzu, skrywającym legendarne schronienie wawelskiego smoka, skręcał w lewo, w prawo, wił się, raz był mocniej, raz słabiej oświetlony. Ponieważ Bartek znał to miejsce doskonale, od razu zaczął myszkować po zakamarkach Jamy. Był tu wiele razy, ale nigdy sam, zawsze z grupami zwiedzających, a często nawet z przewodnikiem, którego donośny głos odbierał Smoczej Jamie cały urok tajemniczości. Tym razem udało mu się zostawić grupę daleko z tyłu. Nareszcie był sam. Przyglądał się więc pieczarze uważnie i jakby innymi oczami. Dostrzegał ciemne i wąskie otwory w jej ścianach, to wysoko, to znowu nisko, przy samej ziemi, i zastanawiał się, czy nie mógłby odkryć całkiem nowych, nikomu nie znanych przejść, gdyby tylko nikt z dorosłych mu w tym nie przeszkodził.

    W pewnej chwili korytarz rozdzielił się i oprócz głównej odnogi ukazała się mała ślepa dróżka, która gwałtownie kończyła się kamienną ścianą. I właśnie w niej, gdzieś tak w połowie wysokości, ział ciemny otwór. Nieduży. Ot, akurat taki, by zmieścił się w nim szczupły, drobny chłopiec”.

  • Dom Wita Stwosza, ul. Grodzka

    Antonina Domańska, autorka powieści Historia żółtej ciżemki (1913), prowadzi swego bohatera Wawrzka do narożnej kamienicy, w której mieszkał wielki rzeźbiarz. Tablica pamiątkowa wskazuje na Grodzką 39/41.

    Dom Wita Stwosza, ul. Grodzka

    Antonina Domańska, autorka powieści Historia żółtej ciżemki (1913), prowadzi swego bohatera Wawrzka do narożnej kamienicy, w której mieszkał wielki rzeźbiarz. Tablica pamiątkowa wskazuje na Grodzką 39/41.

    „Zawrócili z ulicy Kanoniczej w Poselską i weszli do narożnego domu po lewej stronie. Sień krótka, wąska, za to podwórze ogromne niczym jaki rynek. Więcej niż połowę tego placu zajmowała obszerna szopa z desek. Ksiądz przystanął i pytał o coś przechodzącego chłopca w szarym fartuchu aż po szyję, spod którego wyzierały białe rękawy od koszuli. Wawrzuś rzucił obojętnie okiem w prawo, w lewo, zobaczył kilkanaście pni bukowych i lipowych, wspartych o mur wzdłuż jednego boku podwórza. Przy nich leżały ociosane siekierą białe kloce drewniane; trochę dalej, przy drugiej ścianie, znowu kłody jakoś cudacznie pociupane; górą zdawało się, jakby coś trochę podobne do głowy, potem niby jakieś ręce niewyraźne, to znowu kawał drzewa leżał na ziemi, przysiągłbyś, że wielkie skrzydło.

    «Na co takie?» — myślało dziecko.

    Z boku schody prowadziły na ganek, przez który się szło do mieszkania. Szopa miała trzy szerokie okna i drzwi, w tej chwili na rozcież otwarte. Chłopak w fartuchu wskazał ręką w tę stronę i ksiądz kanonik szedł ku szopie, ciągnąc Wawrzka za sobą. Jeszcze ich kilka kroków dzieliło ode drzwi, gdy usłyszeli głos jakiś niski, donośny, wyraźnie bardzo zagniewany. Ktoś krzyczał ze złością, ktoś drugi odpowiadał, hałas coraz się wzmagał”.

  • Planty

    W roku 1959 ukazała się niewielka powieść Andrzeja Kijowskiego Oskarżony. Opisom wędrówek jej bohatera, uwikłanego w niezwykle trudną sytuację rodzinną, towarzyszy wiele mistrzowskich obrazów Krakowa.

    Planty

    W roku 1959 ukazała się niewielka powieść Andrzeja Kijowskiego Oskarżony. Opisom wędrówek jej bohatera, uwikłanego w niezwykle trudną sytuację rodzinną, towarzyszy wiele mistrzowskich obrazów Krakowa. Jeden z nich przenosi nas na Planty, z którymi graniczy nieistniejące już więzienie (dziś Muzeum Archeologiczne): „Dużo samotnych starszych mężczyzn i zapatrzonych przed siebie kobiet. Dzieci biegają z piskiem po trawie, szukają kasztanów. Nie ma kasztanów, tylko puste łupiny z białymi wnętrzami, jak muszle. Któreś drzewo otacza wrzeszcząca gromada. Na pniu rozpłaszczyła się wiewiórka głową w dół. Dalej już mało dzieci, pusto, mroczno – drzewa coraz wyższe, u końca alei rośnie ciemny masyw zamku. Po prawej ręce zwaliste kamienice z krytymi balkonami unoszonymi na ramionach atlantów, po lewej więzienny mur, na którym błyszczą odłamki szkła. Na narożniku drewniana wieża, w oszklonej budce cień człowieka. Więzienny mur przytyka do czerwonego gmachu z gotycką wieżyczką. Seminarium duchowne. Gmach jest dwupiętrowy. Ma wysokie okna w kamiennych, rzeźbionych framugach. Wszystkie okna parteru są zamknięte, wszystkie okna pięter lekko uchylone. W każdym z nich widać wiszącą lampę z płaskim zielonym kloszem i krzyż na ścianie, wszędzie w tym samym miejscu. Na zamku zegar uderza głęboko cztery razy”.

  • Hotel Cracovia

    Z hotelu Cracovia (zagrożone wyburzeniem znakomite dzieło arch. Witolda Cęckiewicza) rozpoczął wędrówkę po Krakowie połowy lat 80. bohater Spisu cudzołożnic (1993) Jerzego Pilcha. Gustaw jest asystentem na polonistyce i niespełnionym pisarzem, który ma za zadanie towarzyszyć „szwedzkiemu humaniście” podczas delegacji.

    Hotel Cracovia

    Z hotelu Cracovia (zagrożone wyburzeniem znakomite dzieło arch. Witolda Cęckiewicza) rozpoczął wędrówkę po Krakowie połowy lat 80. bohater Spisu cudzołożnic (1993) Jerzego Pilcha. Gustaw jest asystentem na polonistyce i niespełnionym pisarzem, który ma za zadanie towarzyszyć „szwedzkiemu humaniście” podczas delegacji. „Próg hotelu przekroczyłem ogarnięty istną burzą doznań i uczuć. Pamiętałem przecież białą, księżycową trawę, która tam rosła, zanim wyznaczeni przez Władysława Gomułkę budowniczowie przystąpili do prac budowlanych; pamiętam siedzące na niedostępnym tarasie (a raczej trzeba powiedzieć: na niedostępnym pokładzie – ja bowiem, Gustaw, jestem zbyt bezwolnym narratorem, by zrezygnować z obrazu białego transatlantyku płynącego przez brunatną architekturę Krakowa) – pamiętałem więc siedzące na hotelowym pokładzie kobiety o zatrważająco opalonych łydkach, kucharzy w wysokich czapkach, którzy z najwyższych balkonów, przez teatralne lornetki, obserwowali mecze na stadionie Cracovii, mistrza fryzjerskiego pana Futrę, stare ceny piwa, fikuśne czapeczki smagłych cudzoziemców; pamiętałem też, rzecz jasna, Agatę Tłamsik, która w połowie lat siedemdziesiątych we właściwy sobie (pełen majestatu) sposób przemyciła Gustawa do swojego pokoju; przypomniały mi się historie o Fidelu Castrze, który w dolnym barze, w towarzystwie I sekretarza KW, Józefa K. oraz Basi Hejnalistki, nucił rewolucyjne pieśni kubańskie”.

  • Stadion Cracovii

    W opowiadaniu Jerzego Pilch Rozdział o nieruchomo siedzącej postaci (2006) czytamy wspomnienia bohatera: „Jeździłem na mecze Cracovii jak na święta albo urlopy. Gasły wiecznie rozżarzone nerwy. Siedziałem na stadionie mojego dzieciństwa [ul. Kałuży 1], nad Rudawą płynęły te same obłoki, za plecami miałem gomułkowski blok, z którego kiedyś chciałem wyskoczyć, przed sobą porośnięte azjatycką trawą błonia – wszystko było jeszcze podobne do moich wspomnień i wszystko już było inne – jak po śmierci”.

     

    Stadion Cracovii

    W opowiadaniu Jerzego Pilch Rozdział o nieruchomo siedzącej postaci (2006) czytamy wspomnienia bohatera: „Jeździłem na mecze Cracovii jak na święta albo urlopy. Gasły wiecznie rozżarzone nerwy. Siedziałem na stadionie mojego dzieciństwa [ul. Kałuży 1], nad Rudawą płynęły te same obłoki, za plecami miałem gomułkowski blok, z którego kiedyś chciałem wyskoczyć, przed sobą porośnięte azjatycką trawą błonia – wszystko było jeszcze podobne do moich wspomnień i wszystko już było inne – jak po śmierci”.

  • Kino Mikro

    W Zniewolonym umyśle (1953) Czesława Miłosza odnajdujemy budynek, w którym dziś mieści się kino studyjne. W okresie powojennym była to siedziba „Filmu Polskiego” – monopolistycznego przedsiębiorstwa powstałego w 1945 roku na mocy dekretu Krajowej Rady Narodowej o nacjonalizacji kinematografii. Pomieszczenia kina zlokalizowane są w sąsiedztwie zespołu trzech kamienic, które w latach 1945-1956 zajmowane były przez Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego (pl. Inwalidów 3-5). Cele urządzono w połączonych labiryntem korytarzy piwnicach z zamurowanymi oknami, gdzie jedynym źródłem światła była włączona bez przerwy żarówka.

    Kino Mikro

    W Zniewolonym umyśle (1953) Czesława Miłosza odnajdujemy budynek, w którym dziś mieści się kino studyjne. W okresie powojennym była to siedziba „Filmu Polskiego” – monopolistycznego przedsiębiorstwa powstałego w 1945 roku na mocy dekretu Krajowej Rady Narodowej o nacjonalizacji kinematografii. Pomieszczenia kina zlokalizowane są w sąsiedztwie zespołu trzech kamienic, które w latach 1945-1956 zajmowane były przez Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego (pl. Inwalidów 3-5). Cele urządzono w połączonych labiryntem korytarzy piwnicach z zamurowanymi oknami, gdzie jedynym źródłem światła była włączona bez przerwy żarówka.

    Właśnie w pokojach „Filmu Polskiego” miał się narodzić pomysł jednej z najsłynniejszych powieści powojennych. Pisał o tym Czesław Miłosz w rozdziale poświęconym Alfie, czyli Jerzemu Andrzejewskiemu: „Był maj 1945 roku w starym średniowiecznym mieście Krakowie. I Alfa, i ja, i wielu innych pisarzy i artystów schroniło się tam po zburzeniu Warszawy. Noc, w której przyszła wiadomość o zburzeniu Berlina, rozjaśniona była wybuchami rakiet i armatnich pocisków; na ulicach słychać było bezustanny grzechot ręcznej broni – to żołnierze zwycięskiej Armii Czerwonej wyrażali swoją radość z rychłego powrotu do domu. W pogodny, wiosenny ranek siedzieliśmy z Alfą w biurze Filmu Polskiego i pracowaliśmy nad scenariuszem. Zawiązywanie wątków filmowych jest na ogół uciążliwym zajęciem; kładliśmy nogi na stół albo na poręcze foteli, chodziliśmy po pokoju, paliliśmy dużo papierosów i ciągle nęciło nas okno, przez które wpadał świergot wróbli. Za oknem było podwórze z młodymi drzewami, a za podwórzem wielki gmach, zamieniony niedawno na siedzibę policji bezpieczeństwa i więzienie. Zauważyliśmy na parterze, w zakratowanych oknach, dużo postaci młodych mężczyzn. Niektórzy próbowali się opalać umieszczając twarz w promieniu słońca; inni łapali hakiem z drutu papierki, które wyrzucano przez okno na piasek z sąsiednich cel. Stojąc z Alfą w oknie obserwowaliśmy ich milcząc. Byli to, jak łatwo było odgadnąć, żołnierze armii podziemnej; gdyby do Polski powrócił emigracyjny rząd z Londynu, ci żołnierze „podziemnego państwa” byliby honorowani i fetowani jak bohaterowie. Obecnie, jako politycznie niepewni, zostali osadzeni w więzieniu. Przykład ironicznych dowcipów Historii. […] Byli to bracia tych, którzy walczyli i ginęli w warszawskim powstaniu; jedni z tych, których ślepa ofiarność budziła w Alfie wyrzuty sumienia. Nie wiem, co czuł patrząc na okna tych więziennych cel. Sądzę, że już wtedy rysował mu się plan jego pierwszej powojennej powieści”.

  • ul. Dolnych Młynów

    Jednym z bohaterów powieści pokoleniowej Kornela Filipowicz Ulica Gołębia (1966) jest student Michał, wynajmujący kąt w rejonie fabryki papierosów. Filipowicz kreśli charakterystyczny dla lat 30. XX wieku obraz tej części Krakowa: „Jednopiętrowy dom przy ulicy Dolnych Młynów, z szerokim, sklepionym jak brama podmiejskiej karczmy zajazdem, leżał jeszcze do niedawna na peryferiach miasta.

    ul. Dolnych Młynów

    Jednym z bohaterów powieści pokoleniowej Kornela Filipowicz Ulica Gołębia (1966) jest student Michał, wynajmujący kąt w rejonie fabryki papierosów. Filipowicz kreśli charakterystyczny dla lat 30. XX wieku obraz tej części Krakowa: „Jednopiętrowy dom przy ulicy Dolnych Młynów, z szerokim, sklepionym jak brama podmiejskiej karczmy zajazdem, leżał jeszcze do niedawna na peryferiach miasta. W roku, w którym zamieszkał w nim Michał, Kraków wielkich budynków, kamienic i gmachów dotarł już do Alei Mickiewicza, a nawet przekroczył ją. Mimo to dom przy Dolnych Młynów nie miał instalacji elektrycznej. […] Michał zamieszkał więc w wąskim, ciemnym pokoju, do którego wchodziło się przez kuchnię przesmykiem wiodącym kręto między szafami, skrzyniami, pudłami i pluszowymi kotarami rozpiętymi na drucie, i polubił z czasem wilgotne, śmierdzące butwiejącymi szmatami wnętrze, obwieszone zbieraniną najdziwniejszych obrazów; […] Okolica była też przyjemna, ruchliwa: pobliska wytwórnia papierosów, zwana przez krakowian „cygarfabryką”, rozsiewała wokół duszny aromat tytoniu i co tydzień, w sobotę, ożywiała okoliczne szynki i sklepiki. W dzień wypłaty, na długo przed otwarciem szerokiej, warownej, podobnej do wrót więzienia bramy fabryki, wystawały już na chodnikach matki z dziećmi, prostytutki, wierzyciele i handlarze sznurowadeł, lusterek i prezerwatyw, sklepikarze i dziewczęta pragnące pójść do kina, a potem na spacer – wszyscy czekali, aż syrena oznajmi koniec pracy, a z bramy zaczną wychodzić ludzie z pieniędzmi w kieszeniach”.

  • Dom przy ul. Karmelickiej

    Kamienica stojąca nieopodal skrzyżowania z ulicą Kremerowską, wybudowana według projektu Jana Zawieyskiego w latach 1912-1913, została szczegółowo (choć z pominięciem nazwy miasta) opisana w powieści Andrzeja Kijowskiego Dziecko przez ptaka przyniesione (1968).

    Dom przy ul. Karmelickiej

    Kamienica stojąca nieopodal skrzyżowania z ulicą Kremerowską, wybudowana według projektu Jana Zawieyskiego w latach 1912-1913, została szczegółowo (choć z pominięciem nazwy miasta) opisana w powieści Andrzeja Kijowskiego Dziecko przez ptaka przyniesione (1968). Jej bohaterem jest chłopiec, wychowywany przez dziadka – właściciela podupadającej wypożyczalni pojazdów konnych. „W tym mieście dom jest jeden, w którym mój punkt oparcia ustalam – miejsce nieruchome świata. Tu opis nastąpi, przez podobieństwa, jak to w zwyczaju dawniejszym bywało, gdy dom do statku pisarz porównywał lub do człowieka; czasem do innego domu. Ten by porównać można do fregaty ciężkiej z głową Panny na rufie (o Pannie osobno); do głowy starca z brwią nasępioną (o brwi także będzie); do zamku wreszcie, teatru, kościoła, dworca kolei żelaznej, giełdy, banku i targowej hali. Panna w welonie, z otwartymi dłońmi, stoi tam w niszy, pomiędzy piętrami, stopą ścierając głowę węża (Panno uśmiechnięta, co zdobisz fasadę i wzrok przyciągasz przechodniów nabożnych, sprzyjaj opowieści i przychylność zjednaj tych, co ją poznają!). Nad piętrem trzecim okap, to jest dach tak wysunięty, jak gdyby właśnie zmarszczył brew starzec ponury”.

  • Dom przy ul. Długiej

    Przy ulicy Długiej zamieszkał na stancji przybyły ze Śląska student Krzysztof – bohater powieści Adama Zagajewskiego Ciepło, zimno (1975). Matka „wyszukała mieszkanie przy ulicy Długiej, za czterysta złotych miesięcznie, w pokoju dwuosobowym, u pani Tolkmickiej, byłej dziedziczki, byłej właścicielki dworu w Podsiadłach i folwarku w Janiołach, aktualnej posiadaczki mieszkania trzypokojowego, kredensu, stołu dębowego, serwisu porcelanowego, zastawy srebrnej i służącej Heleny. Mieszkał tam także brat generała Hallera, ślepy, wysoki starzec, który przez cały dzień słuchał zachodnich radiostacji, tak że nawet nie musiał płacić abonamentu na rzecz krajowego radia”.

     

    Dom przy ul. Długiej

    Przy ulicy Długiej zamieszkał na stancji przybyły ze Śląska student Krzysztof – bohater powieści Adama Zagajewskiego Ciepło, zimno (1975). Matka „wyszukała mieszkanie przy ulicy Długiej, za czterysta złotych miesięcznie, w pokoju dwuosobowym, u pani Tolkmickiej, byłej dziedziczki, byłej właścicielki dworu w Podsiadłach i folwarku w Janiołach, aktualnej posiadaczki mieszkania trzypokojowego, kredensu, stołu dębowego, serwisu porcelanowego, zastawy srebrnej i służącej Heleny. Mieszkał tam także brat generała Hallera, ślepy, wysoki starzec, który przez cały dzień słuchał zachodnich radiostacji, tak że nawet nie musiał płacić abonamentu na rzecz krajowego radia”.

  • Dworzec kolejowy Kraków Główny

    Brytyjczyk Joseph, bohater „krakowskiej” powieści Jamesa Hopkina Zatopiona zima (2007), przyjeżdża do Krakowa. Ma się tu spotkać z poznaną w Anglii ukochaną Martą. Jego oczom ukazuje się o świcie przestrzeń dworca: „W następnym korytarzu, gdzie betonowa podłoga jest ciemna i płynie nią strumień stopniałej wody, starsze kobiety w kwiecistych chustkach na głowach i bladoniebieskich fartuchach siedzą przy stoiskach zrobionych z kartonowych pudeł postawionych do góry nogami.

    Dworzec kolejowy Kraków Główny

    Brytyjczyk Joseph, bohater „krakowskiej” powieści Jamesa Hopkina Zatopiona zima (2007), przyjeżdża do Krakowa. Ma się tu spotkać z poznaną w Anglii ukochaną Martą. Jego oczom ukazuje się o świcie przestrzeń dworca: „W następnym korytarzu, gdzie betonowa podłoga jest ciemna i płynie nią strumień stopniałej wody, starsze kobiety w kwiecistych chustkach na głowach i bladoniebieskich fartuchach siedzą przy stoiskach zrobionych z kartonowych pudeł postawionych do góry nogami. Są tu oscypki, góry obwarzanków (niczym porzucone obręcze na placu zabaw), setki par skarpetek sportowych, staniki, które wyglądają tak, jakby można było włożyć głowę do każdej miseczki, futrzane papcie, purpurowe kwiaty z plastiku, skórzane rękawiczki, sterta budzików (alarm jest włączony, bez wątpienia po to by zapewnić wszystkich, że jest rano, pomimo ciemności, pomimo mrozu), stosy zielonych bananów i tuzin czarnych parasoli. Dalej są stoiska ze zniszczonymi książkami, których okładki trzepoczą jak skrzydła przytwierdzone pinezkami. Joseph zauważa kilka książek o sztuce. W jednej z nich znajduje błyszczący portret brązowookiej kobiety, a ponad nim, wielkimi literami, nazwisko Witkacy”.

  • Ogród botaniczny

    Roma Ligocka (właśc. Roma Liebling) zapamiętała ogród botaniczny w Krakowie jako jedno z najpiękniejszych miejsc swojego dzieciństwa, przypadającego na lata okupacji. Gdy przez półtora roku ukrywała się w mieszkaniu polskiej rodziny Kierników (położonego przy jednej z przecznic ulicy Karmelickiej), nie mogła swobodnie się poruszać nigdzie poza domem.

    Ogród botaniczny

    Roma Ligocka (właśc. Roma Liebling) zapamiętała ogród botaniczny w Krakowie jako jedno z najpiękniejszych miejsc swojego dzieciństwa, przypadającego na lata okupacji. Gdy przez półtora roku ukrywała się w mieszkaniu polskiej rodziny Kierników (położonego przy jednej z przecznic ulicy Karmelickiej), nie mogła swobodnie się poruszać nigdzie poza domem. Wówczas matka zabierała ją czasem o świcie na ulicę Kopernika. Strażnik wpuszczał je po kryjomu za bramę: „W tajemniczym ogrodzie nie istnieje ani czas, ani strach, nie ma Niemców i ich zakazów. Jestem tylko ja i zaklęte drzewa, które szepczą mi swoją opowieść, kolorowe kwiaty, które wyłaniają się z ziemi jak żywe, szlachetne kamienie i milczące czerwone i białe ryby w bajecznym stawie. Widziałam nawet kosa. Wygląda dokładnie tak jak na okładce książki. Trochę się go boję, tak jak zresztą wszystkich ptaków i zwierząt. Siedzę w zacienionym kącie i buduję z gałązek maleńkie mosty oraz niewielkie szopy i ogródki. Szepczę przy tym sama do siebie i opowiadam sobie historie”.

  • ul. Wąska

    Kazimierz roku 1990. Chłopcy Kuba i Konrad chcą rozwiązać zagadkę śmierci woźnego. Obaj są uczniami szkoły podstawowej nr 14, która, wraz z całą dzielnicą, niezmienioną jeszcze przez lawinowo postępujący proces komercjalizacji, została opisana przez Łukasza Orbitowskiego w powieści Tracę ciepło (2007).

    ul. Wąska

    Kazimierz roku 1990. Chłopcy Kuba i Konrad chcą rozwiązać zagadkę śmierci woźnego. Obaj są uczniami szkoły podstawowej nr 14, która, wraz z całą dzielnicą, niezmienioną jeszcze przez lawinowo postępujący proces komercjalizacji, została opisana przez Łukasza Orbitowskiego w powieści Tracę ciepło (2007): „Szło się wzdłuż ceglanego budynku szkoły. W czasie wojny Niemcy zrobili tu obóz przejściowy. Strach więźniów udzielił się budowli. Stała na ulicy jak na brzegu urwiska, wrośnięta w ziemię i zarazem gotowa oderwać się, uskoczyć przed zagrożeniem. Łuk bramy przypominał usta stęsknione za powietrzem, okna odbijały brud ulicy. Nic nie mogło dodać życia temu miejscu, ani tupot nóg, ani śmiech pierwszaków. Dla mnie było zimne, czerwień kojarzyła się z krwią, sędziowską togą. Pewnie nauczyciele myśleli podobnie, każdy się cieszył, że idzie do domu. […] Wolę nie myśleć, co działo się w podziemiach szkoły podczas okupacji. Niskie korytarze ginęły w mroku, a dziesiątki drzwi kazały podejrzewać, że to tylko część labiryntu. Kiedy byłem młodszy, szatnia napawała mnie grozą. Zawsze ciemna, wilgotna jak jaskinia, zdawała się nie kończyć, a wyobraźnia zaludniała tę przestrzeń zmorami i ludźmi tak okaleczonymi, że musieli żyć w ciemnościach. W roku zero szatnia nie budziła już emocji, stała się kolejnym brudnym miejscem w szkole. Upiorny labirynt zamienił się w kilkanaście pomieszczeń oddzielonych kratami. Na hakach wisiały kurtki, pod ławką stały buty”.

  • ul. Lipowa

    Budynek będący dziś siedzibą oddziału Muzeum Historycznego Miasta Krakowa stał się powszechnie znany i rozpoznawalny dzięki słynnej Liście Schindlera (1993) Stevena Spielberga, której scenariusz oparty został na powieści (1982) Thomasa Keneally’ego noszącej ten sam tytuł.

    ul. Lipowa

    Budynek będący dziś siedzibą oddziału Muzeum Historycznego Miasta Krakowa stał się powszechnie znany i rozpoznawalny dzięki słynnej Liście Schindlera (1993) Stevena Spielberga, której scenariusz oparty został na powieści (1982) Thomasa Keneally’ego noszącej ten sam tytuł.

    W roku 1937 założona została w tym miejscu fabryka naczyń emaliowanych „Rekord”, która dwa lata później popadła w długi i ogłosiła upadłość (czerwiec 1939). W czasie wojny dzierżawił ją (a potem przejął na własność) Oskar Schindler (1908-1974). Produkcja Deutsche Emailwarenfabrik – DEF (Niemieckiej Fabryki Naczyń Emaliowanych) nakierowana była na potrzeby cywilne i wojskowe. Sięgnijmy do opisu Thomasa Keneally’ego: „Getto stanowiło pewną drobną niewygodę w życiu Oskara Schindlera. Dotychczas z eleganckiego mieszkania na Straszewskiego jeździł na Zabłocie mijając wapienne wzgórza Wawelu, tkwiące u wylotu miasta jak korek w butelce, przez Kazimierz, przez most Kościuszki [tak nazwano most im. Józefa Piłsudskiego dopiero w 1948 roku – przyp. E.Z.-P.], a potem w lewo, w kierunku swej fabryki. Teraz na drodze stanęły mu mury getta. Problem nie był wielki, ale na tyle odczuwalny, że przyspieszył decyzję urządzenia mieszkania na najwyższym piętrze biurowca na Lipowej. Budynek ten nie był zły, zbudowano go w stylu Waltera Gropiusa: dużo szkła i światła, przy bramie wejściowej modne sześcienne cegły”.

  • Rynek Podgórski

    Tadeusz Peiper urodził się przy Rynku Podgórskim w domu „Pod Jeleniami” jako syn adwokata i asesora rady miasta (a przez pewien czas nawet podgórskiego wiceburmistrza). W autobiograficznej powieści Ma lat 22 (1936) pisał o piętnastoletnim Juliuszu Ewskim, który otrzymawszy w szkole tajemniczy bilecik od nieznajomego, wymknął się z domu i z niecierpliwością oczekiwał spotkania z nim właśnie na Rynku Podgórskim, przechadzając się przed wznoszonym wówczas, czyli w latach 1905-1909, kościołem św. Józefa.

    Rynek Podgórski

    Tadeusz Peiper urodził się przy Rynku Podgórskim w domu „Pod Jeleniami” jako syn adwokata i asesora rady miasta (a przez pewien czas nawet podgórskiego wiceburmistrza). W autobiograficznej powieści Ma lat 22 (1936) pisał o piętnastoletnim Juliuszu Ewskim, który otrzymawszy w szkole tajemniczy bilecik od nieznajomego, wymknął się z domu i z niecierpliwością oczekiwał spotkania z nim właśnie na Rynku Podgórskim, przechadzając się przed wznoszonym wówczas, czyli w latach 1905-1909, kościołem św. Józefa. „«Proszę w sobotę o 4 spacerować…» Łatwo o to prosić; już raz przeszedł od ulicy Sokoła [ul. Sokolskiej] aż po kościół i z powrotem aż po leszczyny, już dla upozorowania przedłużającej się tu jego obecności próbował zerwać z gałęzi jakiś pożółkły liść, ale i tak czynnościami tymi nie wypełnił kwadransa który oddzielał chwilę jego przyjścia od zapowiedzianej godziny. Trzeba było znaleźć nowy pozór pozostania na tym placu. Najlepiej udać że zainteresował go jakiś nowy szczegół w budowie kościoła. Oparł się o drewniane ogrodzenie umieszczone wzdłuż chodnika i przesadnie przechylając głowę to w tę to w tamtą stronę, wpatrywał się w dwie szare szkarpy, podsadzające się pod mury kościoła tak ciekawie, tak ciekawie, z tak daleka i z tak niska; wpatrywał się w zarysowaną ciemno, i tak ciekawie, tak ciekawie, poręcz schodów wiodących do zakrystii, z których tak ciekawie, tak ciekawie, tylko dwa było widać. […] Tak, lecz dopiero teraz zegar na magistracie wybija czwartą”.

  • ul. Przedwiośnie

    Bohaterka detektywistycznej powieści dla młodzieży Księżniczka Przedwiośnia (1999) Agnieszki Cieślik mieszka przy tytułowej podgórskiej ulicy, biegnącej wzdłuż rzeki, której wody wpadają nieopodal (między bulwarem Podolskim a Wołyńskim) do Wisły. Księżniczka cieszy się autorytetem u miejscowych chłopaków, przewodzi lokalnej bandzie. Oprócz tego maluje, przygotowując się do egzaminów na ASP: „Usiadłam z talerzem na parapecie okna otwartego na Przedwiośnie. Spoglądałam na uliczkę i na mój obrazek na sztalugach. Na uliczce był taki właśnie, fiołkowy zmierzch, właściwie zapowiedź zmierzchu, znad Wilgi ponad mur snuł się opar mgły…”.

     

    ul. Przedwiośnie

    Bohaterka detektywistycznej powieści dla młodzieży Księżniczka Przedwiośnia (1999) Agnieszki Cieślik mieszka przy tytułowej podgórskiej ulicy, biegnącej wzdłuż rzeki, której wody wpadają nieopodal (między bulwarem Podolskim a Wołyńskim) do Wisły. Księżniczka cieszy się autorytetem u miejscowych chłopaków, przewodzi lokalnej bandzie. Oprócz tego maluje, przygotowując się do egzaminów na ASP: „Usiadłam z talerzem na parapecie okna otwartego na Przedwiośnie. Spoglądałam na uliczkę i na mój obrazek na sztalugach. Na uliczce był taki właśnie, fiołkowy zmierzch, właściwie zapowiedź zmierzchu, znad Wilgi ponad mur snuł się opar mgły…”.

  • Szpital psychiatryczny przy ul. Babińskiego

    Do powieści Jerzego Pilcha, opisującego w powieści Pod Mocnym Aniołem (2000) dramat alkoholika niemogącego wyzwolić się z uzależnienia, trafiły reminiscencje terapii, którym bohater, popadający w stan delirium tremens, wielokrotnie poddawał się w kobierzyńskim szpitalu. „Opuszczam nazajutrz te mury, które kiedyś wznosili rosyjscy albo niemieccy budowniczowie, z lekkim sercem stąd wychodzę. Mówię o rosyjskich albo austriackich murach, bo w moim uwolnionym mózgu panuje pewna plątanina rzeczy. Kraków nakłada mi się na Warszawę, Kobierzyn na Tworki, Wisła miesza się z Utratą, Iwaszkiewicz z Gombrowiczem, oceaniczny dym idący z pieców kombinatu im. Sendzimira (dawniej Lenina) łączy się z obłokami zapachu obłąkańczych piżam”.

     

    Szpital psychiatryczny przy ul. Babińskiego

    Do powieści Jerzego Pilcha, opisującego w powieści Pod Mocnym Aniołem (2000) dramat alkoholika niemogącego wyzwolić się z uzależnienia, trafiły reminiscencje terapii, którym bohater, popadający w stan delirium tremens, wielokrotnie poddawał się w kobierzyńskim szpitalu. „Opuszczam nazajutrz te mury, które kiedyś wznosili rosyjscy albo niemieccy budowniczowie, z lekkim sercem stąd wychodzę. Mówię o rosyjskich albo austriackich murach, bo w moim uwolnionym mózgu panuje pewna plątanina rzeczy. Kraków nakłada mi się na Warszawę, Kobierzyn na Tworki, Wisła miesza się z Utratą, Iwaszkiewicz z Gombrowiczem, oceaniczny dym idący z pieców kombinatu im. Sendzimira (dawniej Lenina) łączy się z obłokami zapachu obłąkańczych piżam”.

  • Nowa Huta

    Jedną z najważniejszych literackich opowieści autobiograficznych okresu powojennego jest Baltazar (2006) Sławomira Mrożka. Jej bohater, cierpiący na afazję, rozlicza się z przeszłością w ramach zaleconej mu terapii. Przywołuje m.in. historię swego debiutu prasowego, którym był reportaż o Nowej Hucie napisany dla „Przekroju” za namową Adama Włodka (poety, tłumacza, redaktora, komunistycznego działacza i animatora w środowisku literackim, a prywatnie – w okresie opisywanym przez Mrożka – męża Wisławy Szymborskiej).

    Nowa Huta

    Jedną z najważniejszych literackich opowieści autobiograficznych okresu powojennego jest Baltazar (2006) Sławomira Mrożka. Jej bohater, cierpiący na afazję, rozlicza się z przeszłością w ramach zaleconej mu terapii. Przywołuje m.in. historię swego debiutu prasowego, którym był reportaż o Nowej Hucie napisany dla „Przekroju” za namową Adama Włodka (poety, tłumacza, redaktora, komunistycznego działacza i animatora w środowisku literackim, a prywatnie – w okresie opisywanym przez Mrożka – męża Wisławy Szymborskiej). „Dla Włodka nadszedł czas czynu. […] To było apogeum w całej jego karierze, zanim wystąpił z partii [w roku 1957 – przyp. E.Z.-P.]. Inne jego akcje, na przykład wojna koreańska, która nastąpiła w następnym roku, były mniej spektakularne. Włodek nie musiał jechać do Azji, by się do niej przyłączyć. Poczciwa, żyzna i bezbronna wieś podkrakowska, tuż pod jego bokiem, zastąpiła mu egzotyczne kraje. A jednocześnie zadanie do wypełnienia, po bolszewicku, po radziecku, było kolosalne jak Magnitogorsk na Uralu. Przerobić tę ziemię na Nową Hutę. Włodek postanowił mnie użyć. «Użyć mnie» – to za wiele powiedziane, zważywszy dysproporcję zadania i mnie. Tak wielkie przedsięwzięcie nie może się obejść bez poważnych zmian w całym kraju. Jeden dwudziestoletni, nieznany nikomu nic tu nie wskóra. Ale Włodek postanowił mnie użyć na znacznie mniejszą skalę. Zdecydował, że reportaż na 22 lipca 1950 roku – data ważna dla miasta, którego jeszcze nie było – napiszę ja”.