Kraków

Dół

Szlak Jerzego Pilcha

Kraków

  • ul. Filarecka 10/1 – mieszkanie ojca

    Początkiem moich upałów albo upałem mojego początku była kanikuła pogrążonej w wiecznych półciemnościach ulicy Filareckiej.

    ul. Filarecka 10/1 – mieszkanie ojca

    Początkiem moich upałów albo upałem mojego początku była kanikuła pogrążonej w wiecznych półciemnościach ulicy Filareckiej. (…) Ojciec wynajmował pokój u pani Lipcowej, wdowy po przedwojennym oficerze. Kraków, ulica Filarecka 10, mieszkania 1, parter, pierwsze drzwi po prawej. Tapczan, półki z książkami, wielka mapa Polski na ścianie, przeszklone szafy, kilim, stół śniadaniowy i wielki stół do pracy z niepoczytalną ilością niesłychanych przedmiotów w szufladach. (…) W każdym razie Ruscy przeszli przez miasto niczym prekursorzy broni neutronowej, ocalała architektura, ocalała ulica Filarecka, ocalał plac Na Stawach i boisko Cracovii. Bo ulica Filarecka z jednej strony wychodzi na plac Na Stawach, z drugiej na przedwojenne boisko Cracovii.[1]



    [1] Bezpowrotnie utracona leworęczność (1998). Kraków: Wydawnictwo Literackie, str. 145-148.

  • Plac na Stawach – kiosk z gazetami pana Kazia

    Ilekroć myślę o lotach kosmicznych, tylekroć przypomina mi się pan Kaziu, który pod koniec lat 50. minionego wieku w Krakowie, na placu Na Stawach prowadził archaiczny kiosk z gazetami.

    Plac na Stawach – kiosk z gazetami pana Kazia

    Ilekroć myślę o lotach kosmicznych, tylekroć przypomina mi się pan Kaziu, który pod koniec lat 50. minionego wieku w Krakowie, na placu Na Stawach prowadził archaiczny kiosk z gazetami. (…) Pan Kaziu kochał psy i nienawidził bolszewików – w tamtych czasach uczucia te połączyła osobliwa więź przyczynowo-skutkowa, a ich natężenie rosło wprost proporcjonalnie. Ojciec kupował gazety, pochylał się by zajrzeć do wnętrza kiosku – co był jak uczyniony wedle starych rycin model statku międzyplanetarnego – ze środka natychmiast wydobywał się ryk furiacki: Łajkę bolszewicy w kosmos wystrzelili! Psa! Psa wystrzelili! [1]



    [1] Pociąg do życia wiecznego (2007). Warszawa: Świat Książki, str. 200.

  • ul. Józefa Kałuży 1 – stadion Cracovii

    Cracovia Kraków – ukochany zespół Jerzego Pilcha. Kilka lat temu ogłosił definitywne rozstanie z nim.

    ul. Józefa Kałuży 1 – stadion Cracovii

    Cracovia Kraków – ukochany zespół Jerzego Pilcha. Kilka lat temu ogłosił definitywne rozstanie z nim: Ze skamieniałym sercem wypowiadam wojnę futbolową Cracovii Kraków. Ja wiem, że prawdziwy kibic stoi przy swoim klubie bez względu na wszystko. Dochodzę jednak do wniosku, że upór stania przy Cracovii jest uporem debila. Za stary jestem na być może szlachetne, ale psychiatryczne wytrwałości.[1] Jednak nie wytrwał w zamiarze zbyt długo. Nie wszyscy znajomi podzielają jego pasję – zabrany na derby w 1978 Marian S. w trakcie meczu zaczął czytać książkę. Łomot jaki zamierzali nam sprawić oburzeni takim zachowaniem i wyprani z intelektualizmu kibice Wisły, nadciągał nieubłagalnie[2], ale ostatecznie nie doszedł do skutku.



    [1] Dziennik (2012). Warszawa: Wielka Litera, str. 56-57.

    [2] Dziennik (2012). Warszawa: Wielka Litera, str. 127.

  • Hotel Cracovia – miejsce zamieszkania szwedzkiego humanisty (Spis cudzołożnic)

    To stąd Gustaw odbierał szwedzkiego humanistę z Uppsali, aby oprowadzić go po królewskim mieście. Widok hotelu wywołał w nim falę wspomnień.

    Hotel Cracovia – miejsce zamieszkania szwedzkiego humanisty (Spis cudzołożnic)

    To stąd Gustaw odbierał szwedzkiego humanistę z Uppsali, aby oprowadzić go po królewskim mieście. Widok hotelu wywołał w nim falę wspomnień: Pamiętałem przecież białą, księżycową trawę, która tam rosła, zanim wyznaczeni przez Władysława Gomułkę budowniczowie przystąpili do prac budowlanych; pamiętałem siedzące na niedostępnym tarasie (…) kobiety o zatrważająco opalonych łydkach, kucharzy w wysokich czapkach, którzy z najwyższych balkonów, przez teatralne lornetki, obserwowali mecze na stadionie Cracovii, mistrza fryzjerskiego pana Futrę, stare ceny piwa, fikuśne czapeczki smagłych cudzoziemców; pamiętałem też rzecz jasna, Agatę Tłamsik, która w połowie lat siedemdziesiątych we właściwy sobie (pełen majestatu) sposób przemyciła Gustawa do swojego pokoju; przypomniały mi się historie o Fidelu Castro, który w dolnym barze, w towarzystwie pierwszego sekretarza KW, Józefa K. oraz Basi Hejnalistki nucił rewolucyjne pieśni kubańskie.[1]



    [1] Spis cudzołożnic (2002). Kraków: Wydawnictwo Literackie, str. 35-36.

  • Al. 3 Maja 5 – akademik Żaczek

    Do domu akademickiego, w którym miałem spędzić czas egzaminów, ruszyłem piechotą. Już wtedy pragnąłem zostać pisarzem.

    Al. 3 Maja 5 – akademik Żaczek

    Do domu akademickiego, w którym miałem spędzić czas egzaminów, ruszyłem piechotą. Już wtedy pragnąłem zostać pisarzem. Akademik okazał się budynkiem o pociemniałych ścianach. Z okien widać było stadion, pełen wiecznie trenujących zawodników, hotel, którego apartamenty były obserwatoriami obcych wywiadów, oraz Błonia zarosłe białą, azjatycką trawą. Z dołu dochodził bełkotliwy rytm muzyki i delikatny szmer cudzych oddechów.[1]



    [1] Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej (2009). Kraków: Wydawnictwo Literackie, str. 23.

  • Al. Mickiewicza 22 – Biblioteka Jagiellońska (Spis cudzołożnic)

    W czytelni pracowników nauki B Biblioteki Jagiellońskiej Gustawa od studiowania starych map Krakowa odrywał widok Szpetnej Czarnulki, czuwającej nad zbiorami.

    Al. Mickiewicza 22 – Biblioteka Jagiellońska (Spis cudzołożnic)

    W czytelni pracowników nauki B Biblioteki Jagiellońskiej Gustawa od studiowania starych map Krakowa odrywał widok Szpetnej Czarnulki, czuwającej nad zbiorami. Na darmo jednak starał się zwrócić jej uwagę: Nie zauważała przecież nawet liścików, które zostawiałem na jej biurku, serduszek i kwiatuszków, którymi zdobiłem składane u niej rewersy; nie wyjmowała spomiędzy kart starych przewodników kopert do niej adresowanych, moich fotografii i przełamanych na połowę monet.[1] Zdesperowany postanowił wyrazić swoje zamiary bezpośrednio – wykonując na fiszce stosowny (obsceniczny) rysunek. Ostatecznie jednak nie trafił on do adresatki.



    [1] Spis cudzołożnic (2002). Kraków: Wydawnictwo Literackie, str. 110.

  • ul. Syrokomli – pierwsza próba samobójcza (Moje pierwsze samobójstwo, Pociąg do życia wiecznego)

    Tu znajdowało się dwupokojowe mieszkanie, w którym ojciec autora Pociągu do życia wiecznego usiłował na sucho poprawić swoje umiejętności prowadzenia samochodu, był bowiem najgorszym kierowcą świata.

    ul. Syrokomli – pierwsza próba samobójcza (Moje pierwsze samobójstwo, Pociąg do życia wiecznego)

    Tu znajdowało się dwupokojowe mieszkanie, w którym ojciec autora Pociągu do życia wiecznego usiłował na sucho poprawić swoje umiejętności prowadzenia samochodu, był bowiem najgorszym kierowcą świata. Jak pisze Pilch: z czasem ojciec po naszym dwupokojowym mieszkaniu przy ulicy Smoleńsk w Krakowie jeździł jak prawdziwy rajdowiec.[1] Ponad to tutaj w latach sześćdziesiątych dwunastoletni bohater innego z opowiadań usiłował popełnić swoje pierwsze samobójstwo, skacząc z balkonu na piątym piętrze, jednak z powodów rodzinnych rzecz nie doszła do skutku.



    [1] Pociąg do życia wiecznego (2007). Warszawa: Świat Książki, str. 39.

  • ul. Wygoda – punkt skupu opakowań szklanych (Spis cudzołożnic)

    Rola Gustawa, jako przewodnika szwedzkiego humanisty nie opierała się tylko na pokazaniu mu najważniejszych zabytków Krakowa, ale także kuriozów PRLu, w tym punktu skupu butelek.

    ul. Wygoda – punkt skupu opakowań szklanych (Spis cudzołożnic)

    Rola Gustawa, jako przewodnika szwedzkiego humanisty nie opierała się tylko na pokazaniu mu najważniejszych zabytków Krakowa, ale także kuriozów PRLu, w tym punktu skupu butelek. Jedyną rzeczą, którą mogłem szwedzkiemu humaniście na ulicy Wygoda (róg Retoryka) pokazać, był punkt skupu opakowań szklanych. (…) żeby ten nieczysty pawilonik przeistoczył się w zabytek klasy zero (…) musiałbym to i owo o tym miejscu opowiedzieć. Powinienem, na przykład, opisać ów zimowy dzień 1982 roku, kiedy to stałem tam objuczony dwiema torbami, z których każda zawierała po piętnaście umytych i rzetelnie policzonych butelek, a za mną i przede mną stali mężczyźni o twarzach naznaczonych piętnem zdrady. (…) Magiczna liczba piętnaście unosiła się nad każdym z nas, zdrajców, albowiem właśnie za piętnaście sprzedanych butelek otrzymywało się talon uprawniający do nabycia dodatkowej półlitrówki.[1]



    [1] Spis cudzołożnic (2002). Kraków: Wydawnictwo Literackie, str. 81-82.

  • Plac Kossaka – pierwsze spódniczki mini

    W połowie lat sześćdziesiątych na placu Kossaka w Krakowie ujrzałem pierwszą kobietę w spódniczce mini.

    Plac Kossaka – pierwsze spódniczki mini

    W połowie lat sześćdziesiątych na placu Kossaka w Krakowie ujrzałem pierwszą kobietę w spódniczce mini. Tuż obok szła druga w identycznie radykalnie skróconej matczynej spódnicy – inicjacja miała charakter dubeltowy. Myślę, że była to, ściśle rzecz ujmując, wiosna 1965.[1]



    [1] Bezpowrotnie utracona leworęczność (1998). Kraków: Wydawnictwo Literackie, str. 184-185.

  • Księgarnie i antykwariaty, w których można było kupić "Twórczość"

    (…) gdy wspominam Kraków mojej młodości, nigdy nie obywa się bez nostalgicznej mapy dawnych księgarń i antykwariatów, a też kiosków, w których bywała „Twórczość”.

    Księgarnie i antykwariaty, w których można było kupić "Twórczość"

    (…) gdy wspominam Kraków mojej młodości, nigdy nie obywa się bez nostalgicznej mapy dawnych księgarń i antykwariatów, a też kiosków, w których bywała „Twórczość”. Bywała oczywiście regularnie na dworcu, ale też na przykład na rogu Syrokomli i Ujejskiego, na placu Szczepańskim, przy wjeździe na osiedle Kozłówek, na Kościuszki przy moście Dębnickim i rzecz jasna w empiku na Małym Rynku.[1]



    [1] Dziennik (2012). Warszawa: Wielka Litera, str. 246-247.

  • ul. Wiślna 12 – redakcja Tygodnika Powszechnego

    Jerzy Pilch pracował w redakcji Tygodnika Powszechnego od końca lat 80. przez ponad dekadę. Zaczynał od roli korektora, później stał się członkiem redakcji. W 1999 jego felietony zniknęły z ostatniej strony czasopisma, by po 13 latach, ku uciesze czytelników, znów się tam pojawić.

    ul. Wiślna 12 – redakcja Tygodnika Powszechnego

    Jerzy Pilch pracował w redakcji Tygodnika Powszechnego od końca lat 80. przez ponad dekadę. Zaczynał od roli korektora, później stał się członkiem redakcji. W 1999 jego felietony zniknęły z ostatniej strony czasopisma, by po 13 latach, ku uciesze czytelników, znów się tam pojawić. Sam pisze, że w końcu idzie o „Tygodnik”, bez specjalnego krygowania się i bez specjalnej uzurpacji mogę powiedzieć: mój „Tygodnik”. Dziesięć spędzonych na Wiślnej lat to było w rozlicznych pasmach nie byle co.[1] W innym miejscu dodaje: Dociskam pedał patosu do dechy i wzruszony wyznaję, iż ja, Pilch, w kierowanym przez Jerzego Turowicza Piśmie doświadczyłem samych dobrych rzeczy, niekiedy mam poczucie, że dopiero tu się w sensie intelektualnym narodziłem, że tu spełniły się niektóre dość podstawowe moje zamiary, niemałe, jeśli nie największe, znaczenie ma fakt, że ze strony Szefa i kolegów doznałem nieraz wyrozumienia i to wręcz w sensie mannowskim: „prawdziwie ludzkiego wyrozumienia”.[2]



    [1] Dziennik (2012). Warszawa: Wielka Litera, str.. 267.

    [2] Bezpowrotnie utracona leworęczność (1998). Kraków: Wydawnictwo Literackie, str. 58.

  • ul. Wiślna, Gołębia, Jagiellońska, Straszewskiego – rejon działania Alicji Hejnał (Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej)

    Alicja Hejnał w stanie wojennym do perfekcji opanowała sztukę rozpinania rozporków siłą samego spojrzenia. (…) Prawie każdy mieszkaniec miasta uniwersyteckiego K. widział choć jednego majestatycznie kroczącego w asyście swych kolegów szeregowca, któremu z rozchlastanego spojrzeniem Alicji Hejnał rozporka wyciekały jakieś nadmiary brudnobłękitnych milicyjnych kalesonów. (…)

    ul. Wiślna, Gołębia, Jagiellońska, Straszewskiego – rejon działania Alicji Hejnał (Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej)

    Alicja Hejnał w stanie wojennym do perfekcji opanowała sztukę rozpinania rozporków siłą samego spojrzenia. (…) Prawie każdy mieszkaniec miasta uniwersyteckiego K. widział choć jednego majestatycznie kroczącego w asyście swych kolegów szeregowca, któremu z rozchlastanego spojrzeniem Alicji Hejnał rozporka wyciekały jakieś nadmiary brudnobłękitnych milicyjnych kalesonów. (…) Być może niektórym utkwiła też w pamięci przysadzista, odziana ze swoistą elegancją postać kobiety przemykającej śpiesznie przylegającymi do uniwersytetu uliczkami. Był to bowiem ulubiony – jeśli można się tak wyrazić – rejon działań Alicji Hejnał. Krążyła Jagiellońską, Gołębią, Wiślną, Straszewskiego, jakby biorąc na swe barki prócz ciężaru walki także brzemię wszelkich symbolik tego obszaru.[1]



    [1] Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej (2009). Kraków: Wydawnictwo Literackie, str. 203, 207.

  • ul. Gołębia 14 - Instytut Filologii Polskiej (Gołębnik), miejsce studiów i pierwszej pracy

    Jerzy Pilch w 1976 roku, po ukończeniu studiów, rozpoczął pracę w Instytucie Filologii Polskiej. Jednak nie często można go było spotkać na pogrążonych w półmroku schodach i korytarzach Gołębnika, gdzie panuje wieczny listopad, opracował bowiem autorską metodę trójkową.

    ul. Gołębia 14 - Instytut Filologii Polskiej (Gołębnik), miejsce studiów i pierwszej pracy

    Jerzy Pilch w 1976 roku, po ukończeniu studiów, rozpoczął pracę w Instytucie Filologii Polskiej. Jednak nie często można go było spotkać na pogrążonych w półmroku schodach i korytarzach Gołębnika, gdzie panuje wieczny listopad[1], opracował bowiem autorską metodę trójkową. Jego zajęcia odbywały się trzy razy w semestrze – pierwsze krótkie organizacyjne, drugie merytoryczne, trzecie zaliczeniowe. Młody pracownik nauki twierdził bowiem, że student z większym pożytkiem dla siebie wykorzysta ten czas spędziwszy go w czytelni niż słuchając jego niepoczytalnego bredzenia na tematy literackie i klajstrowania czasu. W jakich czytelniach oni wtedy bywali, tego nie wiem…[2] (jeden z jego studentów – Marcin Świetlicki – twierdzi jednak, że w 80. roku metoda trójkowa została zredukowana do jedynkowej, a po wpisy trzeba się było udać do mieszkania wykładowcy).



    [1] Bezpowrotnie utracona leworęczność (1998). Kraków: Wydawnictwo Literackie, str. 45.

    [2] Wyznania człowieka piszącego po polsku (1999) dokument. Reż. Aleksandra Czarnecka i Dariusz Pawelec.

  • Hotel Francuski – ulubiony krakowski hotel

    Kraków stoi jak skała, a w nim Hotel Francuski zwłaszcza. Służy mi to miejsce.

    Hotel Francuski – ulubiony krakowski hotel

    Kraków stoi jak skała, a w nim Hotel Francuski zwłaszcza. Służy mi to miejsce. Z samych poczynionych tu zapisków i notatek mógłbym osobną książkę, jakieś – bo ja wiem – „Dzienniki Hotelu Francuskiego” ułożyć. Przeglądam te chyba przed wiekami, bo jeszcze ręcznie na tutejszym papierze listowym zapisane akapity i kto wie, kto wie.[1]



    [1] Dziennik (2012). Warszawa: Wielka Litera, str. 190.

  • Rynek Główny 41 – Klub Aktora Loża

    Obecnie jeden z ulubionych klubów pisarza. Jednego upalnego i zupełnie zachwycającego dnia siedzieliśmy w Loży, przed nami tętnił swoim niepojętym rytmem rynek (krakowski rynek w czerwcu – osobna piosenka).

    Rynek Główny 41 – Klub Aktora Loża

    Obecnie jeden z ulubionych klubów pisarza. Jednego upalnego i zupełnie zachwycającego dnia siedzieliśmy w Loży, przed nami tętnił swoim niepojętym rytmem rynek (krakowski rynek w czerwcu – osobna piosenka).[1] Loża mieści się na A-B i przez panoramiczne szyby dobrze i z bliska widać cały krakowski Rynek, a widok krakowskiego Rynku przez panoramiczną szybę z bliska to jest mój knajpiany prawidok[2].



    [1] Dziennik (2012). Warszawa: Wielka Litera, str. 9.

    [2] Upadek człowieka pod Dworcem Centralnym (2002). Kraków: Wydawnictwo Literackie, str. 224.

  • Rynek Główny 29 – Drink Bar Vis-à-vis

    Gustaw ze Spisu cudzołożnic, w połowie lat osiemdziesiątych, zaspokajał tutaj swoją mało ekscentryczną potrzebę anonimowości. Przesiadywał nad lampką koniaku albańskiego, bratał się ze szwedzkim humanistą lub próbował poderwać kelnerkę Iwonę Goździk i posępną okularnicę.

    Rynek Główny 29 – Drink Bar Vis-à-vis

    Gustaw ze Spisu cudzołożnic, w połowie lat osiemdziesiątych, zaspokajał tutaj swoją mało ekscentryczną potrzebę anonimowości[1]. Przesiadywał nad lampką koniaku albańskiego, bratał się ze szwedzkim humanistą lub próbował poderwać kelnerkę Iwonę Goździk i posępną okularnicę. Sam autor dodaje od siebie: Kawał życia spędziłem w legendarnym Zwisie, drink-barze mieszczącym się w okolicach Pałacu pod Baranami, zawsze zajmowałem strategiczne miejsce przed panoramicznym oknem, za którym toczyły się frapujące fabuły, nie dziwota, że teraz wybieram miejsce pod względem formalnym analogiczne. Słowem, sentymentalne powroty do Krakowa są w swoich zasadach naznaczone wiernością tradycji, trzymam się centrum, nie mam też poczucia, że zdradzam moich dawnych towarzyszy broni ze Zwisu – dogorywają oni całkiem niedaleko.[2]



    [1] Spis cudzołożnic (2002). Kraków: Wydawnictwo Literackie, str. 55.

    [2] Upadek człowieka pod Dworcem Centralnym (2002). Kraków: Wydawnictwo Literackie, str. 224.

  • Rynek Główny 25 – redakcja czasopisma „Student”

    Niby w tamtej erze [koniec lat 70. – przyp. aut.] podstawowym miejscem mojej pracy był Wydział Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale „podstawowo” to ja się czułem na Rynku Głównym 25, w redakcji dwutygodnika „Student”. Tam się przesiadywało, tam się gadało, tam się biesiadowało, tam się drukowało.

    Rynek Główny 25 – redakcja czasopisma „Student”

    Niby w tamtej erze [koniec lat 70. – przyp. aut.] podstawowym miejscem mojej pracy był Wydział Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale „podstawowo” to ja się czułem na Rynku Głównym 25, w redakcji dwutygodnika „Student”. Tam się przesiadywało, tam się gadało, tam się biesiadowało, tam się drukowało. Zadomowiłem się w redakcji do tego stopnia, że przez pewien czas – chyba nawet do samego stanu wojennego – pełniłem odpowiedzialne stanowisko kierownika działu kultury, a był i taki moment, gdy krótko, ale serio wahałem się, czy nie objąć posady zastępcy redaktora naczelnego.[1]



    [1] Dziennik (2012). Warszawa: Wielka Litera, str. 204-205.

  • ul. Grodzka 58 – kościół ewangelicki

    Miałem może dziesięć, może dwanaście lat, powoli wrastałem w Kraków, ale dalej byłem mało rozgarniętym wiślańskim ciulem.

    ul. Grodzka 58 – kościół ewangelicki

    Miałem może dziesięć, może dwanaście lat, powoli wrastałem w Kraków, ale dalej byłem mało rozgarniętym wiślańskim ciulem. Po dziesięcioleciach miało się okazać, że to jest, jak zresztą u wszystkich wiślan, nie do usunięcia. Matka co tydzień prowadziła mnie „na Grodzką”, czyli do naszego kościoła. (…) Siedziałem w ławce, udawałem, że się modlę, wzgardliwie nie śpiewałem psalmów, konałem z nudów. W kościele rzadko działo się coś ciekawego, na dobrą sprawę zdarzało tylko wtedy, gdy pojawiali się jacyś inaczej odziani księża wrogich wyznań.[1]



    [1] Upadek człowieka pod Dworcem Centralnym (2002). Kraków: Wydawnictwo Literackie, str. 189.

  • Hala Targowa – miejsce znalezienia Pamiętnika Matyldy (Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej)

    (…) interesuję się Pamiętnikiem Matyldy nie po to, by sprawiać sobie wstydliwe rozkosze, lecz po to by, samemu zająć się produkcją i sprzedażą szesnastokartkowych zeszycików zawierających schludnie i czytelnie przepisane historyjki albo, jeszcze lepiej, humoreski erotyczne.

    Hala Targowa – miejsce znalezienia Pamiętnika Matyldy (Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej)

    (…) interesuję się Pamiętnikiem Matyldy nie po to, by sprawiać sobie wstydliwe rozkosze, lecz po to by, samemu zająć się produkcją i sprzedażą szesnastokartkowych zeszycików zawierających schludnie i czytelnie przepisane historyjki albo, jeszcze lepiej, humoreski erotyczne. (…) W minioną niedzielę, 8 czerwca 1986 roku, ujrzałem Pamiętnik Matyldy na jednym ze straganów Hali Targowej. (…) Prawdę mówiąc, co najmniej od kilkunastu niedziel, gnany niejasnymi przeczuciami, przechadzałem się pomiędzy straganami. Wdychałem święty zapach targowiska, niektóre zaaferowane czytelniczki przybliżały na niebezpieczną odległość swe duchowo nieobecne ciała, po nasypie gnały brudne, żółto-granatowe pociągi, a ja rozglądałem się pilnie, jakby w nadziei, iż ujrzę zapisany schludnym i kaligraficznym pismem szesnastokartkowy zeszyt.[1]



    [1] Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej (2009). Kraków: Wydawnictwo Literackie, str. 194, 211.

  • ul. Topolowa 6 – mieszkanie Izy Gęsiareczki (Spis cudzołożnic)

    Pod numerem szóstym, po przeciwnej stronie Muzeum Lenina, mieszkała Iza Gęsiareczka.

    ul. Topolowa 6 – mieszkanie Izy Gęsiareczki (Spis cudzołożnic)

    Pod numerem szóstym, po przeciwnej stronie Muzeum Lenina, mieszkała Iza Gęsiareczka. Dawna miłość Gustawa, która w trakcie letnich praktyk robotniczych w Kołudzie Wielkiej, na rozgrzanym słońcem dachu zakładu doświadczalnego, w wiśniowym przetykaną złotą nitką stroju kąpielowym, czyniła obserwacje stadka gęsi, składającego się z dwunastu gąsiorów i dwudziestu dziewięciu gęsi rasy białej włoskiej, gromadząc materiał do pracy magisterskiej pod tytułem: Badania nad płciowym zachowaniem gęsi. Spotkana po latach miłość, nie wywarła na bohaterze tego samego wrażenia, czas zrobił swoje.

  • ul. Francesco Nullo - mieszkanie

    W dziesięciopiętrowej wieży z betonu, z której okien widział ciemne wieże kościołów, w rozgrzanym jak piec martenowski wieżowcu na Francesco Nullo, mieszkał razem z rodziną Jerzy Pilch.

    ul. Francesco Nullo - mieszkanie

    W dziesięciopiętrowej wieży z betonu[1], z której okien widział ciemne wieże kościołów, w rozgrzanym jak piec martenowski wieżowcu na Francesco Nullo[2], mieszkał razem z rodziną Jerzy Pilch. Gościem często bywał Janusz Anderman, któremu jak się później okazało wyjątkowo nie smakował żółty ser, którym częstowali go gospodarze. Nie były to łatwe czasy – pisze Anderman – mnie samemu było ciężko, gdy za każdą bytnością przy ulicy Nullo [czyli u mnie w Krakowie] wódkę trzeba było zagryzać pomarańczowym żółtym serem, dostarczanym hojnie, a bez opamiętania przez ewangelików niemieckich, chcących dożywić pogrążonych w niedostatku braci ze Wschodu.[3]



    [1] Bezpowrotnie utracona leworęczność (1998). Kraków: Wydawnictwo Literackie, str. 43-44.

    [2] Bezpowrotnie utracona leworęczność (1998). Kraków: Wydawnictwo Literackie, str. 111-112.

    [3] Upadek człowieka pod Dworcem Centralnym (2002). Kraków: Wydawnictwo Literackie, str. 255.