Dół

Szlak Czesława Miłosza

Kraków

  • Kraków

    Kraków to miasto, w którym Czesław Miłosz postanowił spędzić starość, osiedlić się na koniec długiej życiowej wędrówki. Po litewskich Szetejniach – majątku dziadków, w którym przyszedł na świat, po Wilnie i Warszawie, po Paryżu i wreszcie po kalifornijskim Berkeley. Mówił nieraz, że Kraków przypomina mu czas młodości, czyli Wilno gimnazjalisty i studenta, jest miastem przyjaznym, obliczonym na ludzką, niezbyt dużą skalę, bogatym w biblioteki, księgarnie i kawiarnie. I oczywiście zamieszkałym przez osoby mu bliskie: Jerzego Turowicza, Jana Błońskiego czy Wisławę Szymborską.

    Kraków

    Kraków to miasto, w którym Czesław Miłosz postanowił spędzić starość, osiedlić się na koniec długiej życiowej wędrówki. Po litewskich Szetejniach – majątku dziadków, w którym przyszedł na świat, po Wilnie i Warszawie, po Paryżu i wreszcie po kalifornijskim Berkeley. Mówił nieraz, że Kraków przypomina mu czas młodości, czyli Wilno gimnazjalisty i studenta, jest miastem przyjaznym, obliczonym na ludzką, niezbyt dużą skalę, bogatym w biblioteki, księgarnie i kawiarnie. I oczywiście zamieszkałym przez osoby mu bliskie: Jerzego Turowicza, Jana Błońskiego czy Wisławę Szymborską.

    W dzieciństwie Kraków był dla Miłosza miastem poznawanym poprzez opowieści matki, która kończyła tu pensję dla panien. Mieszkańcom zagubionych w olbrzymim imperium carów Szetejni jawił się jako mityczny matecznik polskości, miejsce baśniowe, gród królewskich grobów i setki kościołów. Bliskie, realne były inne miasta – Kiejdany, a przede wszystkim Wilno, w którym po wojnie 1920 r. osiedliła się rodzina Miłoszów, Cześ zaś pobierał nauki w gimnazjum, studiował prawo, przeżywał wtajemniczenia miłosne i polityczne, wydawał debiutancki tom wierszy...

    Po raz pierwszy młody poeta znalazł się w Krakowie być może z początkiem roku 1939, podczas odbytej z Warszawy wycieczki do Wisły, gdzie odwiedzał przebywającego tam Jerzego Andrzejewskiego, jednak jego wspomnienia z tych chwil zdominowała wspólna wyprawa na Baranią Górę, ubarwiona kolejnymi miarkami „grzanki śląskiej”, pitej w przydrożnych gospodach. Z całą pewnością – znalazł się tutaj dwa lata później, skądinąd także razem z Andrzejewskim. Przyszły autor Popiołu i diamentu był bowiem podczas okupacji silnie zaangażowany w podziemne życie literackie, m.in. jako przedstawiciel władz londyńskich, rozdzielając wśród pisarzy zapomogi. Z tego powodu odbywał podróże, w jedną z nich zabierając przyjaciela – Czesława Miłosza.

    W sierpniu 1941 r. docierają obaj do Chrobrza, gdzie nocują w stodole, co po latach tak wspominał Andrzejewski: Czesław „spał, oddychając, jak anioł, ja za to, leżący tuż obok, dwie noce spędziłem bezsenne [...] bo w sianie roiło się od pcheł [...]. Nic nie rozumiałem. Był, jak i ja, blondynem o jasnej skórze, więc dlaczego na mnie leciały, skurwysynki, a na niego nie!”. Stąd trafiają kolejką do Kocmyrzowa, by wreszcie piechotą dotrzeć do Krakowa, a spacer polnymi drogami w upalny letni dzień, gdy wokół nie widać było hitlerowskiego munduru, za to można było ujrzeć tabor ciągle jeszcze przebywających na wolności Cyganów, zapamiętał Miłosz jako jeden z najszczęśliwszych dni życia. Także samo miasto wydało mu się wtedy spokojne i bezpieczne, jakby odgrodzone od okupacyjnego koszmaru, tak namacalnego w Warszawie. W kawiarni plastyków na ulicy Łobzowskiej ze zdumieniem rozpoznają w kelnerce ukrywającą się Żydówkę – żonę Adama Ważyka. Wieczorem zdążą jeszcze w barze przy dworcu upić się rumem, nim wsiądą w pociąg do Krzeszowic, gdzie czekał na nich jeden z najzdolniejszych krytyków literackich swego pokolenia – Kazimierz Wyka.

  • Redakcja Tygodnika Powszechnego

    Zasadnicza niechęć, jaką żywił Miłosz do ziemiaństwa, czyli skądinąd warstwy społecznej, z której sam się wywodził, nie obejmowała Jerzego Turowicza oraz jego żony, Anny. Zawiązana w Goszycach przyjaźń przetrwała wszystkie wybory polityczne i historyczne. Gdy młody publicysta będzie zakładał w 1945 roku Tygodnik Powszechny, Miłosz odmówi współpracy, bojąc się i tego, że będzie to pismo "reakcyjne" czy klerykalne, i losu "katolika", skazanego przez ludową Polskę w najlepszym razie na środowiskowe getto.

    Redakcja Tygodnika Powszechnego

    Zasadnicza niechęć, jaką żywił Miłosz do ziemiaństwa, czyli skądinąd warstwy społecznej, z której sam się wywodził, nie obejmowała Jerzego Turowicza oraz jego żony, Anny. Zawiązana w Goszycach przyjaźń przetrwała wszystkie wybory polityczne i historyczne. Gdy młody publicysta będzie zakładał w 1945 roku Tygodnik Powszechny, Miłosz odmówi współpracy, bojąc się i tego, że będzie to pismo "reakcyjne" czy klerykalne, i losu "katolika", skazanego przez ludową Polskę w najlepszym razie na środowiskowe getto. Jednocześnie przecież powierzy mu, jako osobie najbardziej zaufanej, korektę tomu Ocalenie, gdy bowiem ten tom wierszy trafi do drukarni, jego autor będzie już w Londynie, dążąc na amerykańską dyplomatyczną placówkę. Gdy Miłosz zostanie emigrantem, objętym w Polsce cenzorskim zapisem, Turowiczowi z rzadka udawać się będzie przeszmuglowanie go pod pseudonimem na łamy swego pisma. Do końca życia będą korespondować i spotykać się – w Rzymie, Paryżu, Stanach Zjednoczonych, a po 1989 roku – w Krakowie. To Turowicz w 1980 roku przeprowadzi jeden z pierwszych i bodaj najciekawszy wywiad ze świeżo upieczonym Noblistą, a w wolnej Polsce poeta stanie się jednym z najważniejszych autorów Tygodnika Powszechnego, publikując tu liczne wiersze, eseje, czy felietonowy cykl Spiżarnia poetycka.

    Miłosz był częstym gościem w redakcji pisma, mieszczącej się przy ulicy Wiślnej 12, a tamtejsze ściany zapamiętały zarówno dyskusje o literaturze, jak homerycki wprost śmiech poety i baterie butelek whisky, które przynosił na swoje urodziny. Postać Turowicza zaś Miłosz uczcił w wierszu Caffè Greco:

     

    W latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku, w Rzymie, przy via Condotti,

    Siedzieliśmy z Turowiczem w Caffè Greco

    I odezwałem się w te, mniej więcej, słowa:

    – Widzieliśmy wiele, poznaliśmy wiele.

    Upadały państwa, przemijały kraje,

    Chimery ludzkiego umysłu osaczały nas,

    Ludzie ginęli albo szli w niewolę.

    [...]

    A Ty masz mój podziw,

    Bo dokonałeś więcej niż genialni, pyszni

    Tu siadujący niegdyś moi kompanowie.

    Nie rozumiałem, czemu dręczył ich brak cnoty,

    Skąd zgryzota sumienia, teraz już rozumiem.

    Z wiekiem, czy też z mijaniem dwudziestego wieku

    Pięknieje dar mądrości i zwyczajna dobroć.

  • Kraków zaraz po wojnie

    W styczniu 1945 roku Janina i Czesław Miłoszowie spotykają w Krakowie Zofię i Tadeusza Brezów. Breza, pisarz znany Miłoszowi jeszcze z Wilna, przyjaźnił się z krakowskim dermatologiem, wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego Kazimierzem Boczarem i jego żoną Anną (dla przyjaciół: Duszą i Anusią), popularną parą, której gościnny dom nazywano hotelem „Pod Duszą”. Boczarowie dali mu znać, że na czwartym piętrze ich kamienicy stoi wolne poniemieckie mieszkanie – by je zająć, potrzebny był jednak przydział z kwaterunku.

    Kraków zaraz po wojnie

    W styczniu 1945 roku Janina i Czesław Miłoszowie spotykają w Krakowie Zofię i Tadeusza Brezów. Breza, pisarz znany Miłoszowi jeszcze z Wilna, przyjaźnił się z krakowskim dermatologiem, wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego Kazimierzem Boczarem i jego żoną Anną (dla przyjaciół: Duszą i Anusią), popularną parą, której gościnny dom nazywano hotelem „Pod Duszą”. Boczarowie dali mu znać, że na czwartym piętrze ich kamienicy stoi wolne poniemieckie mieszkanie – by je zająć, potrzebny był jednak przydział z kwaterunku. „Nagle trafiłem na kogoś w mundurze oficera polskiej armii, przybywającego ze wschodu. Był to malutki człowieczek, ogromny nagan obijał mu się o łydki. Adam Ważyk! Rzuciliśmy się sobie w objęcia – wspominał później Miłosz. – Ruszyliśmy w stronę Urzędu Kwaterunkowego, który łatwo było rozpoznać, bo na budynek napierał gęsty tłum. Cywil w biało-czerwonej opasce, żeby wprowadzić trochę ładu, strzelał od czasu do czasu w powietrze. Ważyk szedł przodem i rozgarniał tłum: «My z Lublina». To wystarczało, żeby wejść do budynku i na schody, aż do biura”. Ważyk – niegdyś awangardowy poeta, obecnie oficer polityczny I Armii – reprezentował nową władzę i urzędnicy nie śmieli mu niczego odmówić; sam ironicznie mówił, że czuje się jak „król Krakowa”.

    Dzięki niemu Brezowie i Miłoszowie stali się lokatorami czteropokojowego mieszkania o numerze 11 w kamienicy na ulicy św. Tomasza 26, z początku – z większym lub mniejszym powodzeniem – wydając wojnę pladze pluskiew. (Sklepikarz sprzedający trucizny miał powiedzieć pisarzowi, że jedyny skuteczny sposób na insekty to „polubić je”...) W tym samym domu mieszkał dziewięćdziesięcioletni Ludwik Solski, a Miłoszowi obserwującemu z okna, jak wielki aktor naprawia żelazko, nie przychodziło zapewne do głowy, że kiedyś i jego udziałem stanie się późna starość spędzona w Krakowie. Żyli bardzo skromnie – na bibliotecznej półce poeta z początku mógł położyć tylko kupioną po Powstaniu Operę za trzy grosze, a jeszcze pod koniec roku, wyjeżdżając z Polski, Janka skrupulatnie wyliczy pozostawione w mieszkaniu dobra: dwie torby wełny, pled, pudełko z nićmi, słoik ze smalcem, worek fasoli i kawałek mydła do prania – choć jednocześnie, jak przyznawał później Miłosz, nowy, formujący się właśnie ustrój – którego przedstawiciele rezydowali w Hotelu Francuskim – odsuwał od pisarzy troski materialne.

    W ostatnim dniu stycznia 1945 roku na scenie Starego Teatru odbył się pierwszy poranek poetycki: publiczność tłumnie wypełniła salę, nagradzając twórców burzliwymi oklaskami, prosząc o autografy, obcałowując i – z braku innych – obdarowując kwiatami doniczkowymi. „Największe wrażenie zrobił na mnie Czesław Miłosz – zapamiętała Wisława Szymborska. – Poeci przeważnie czytali z okropną dykcją, mylili się, dukali [...]. A tu nagle wychodzi Miłosz, ma wygląd gniewnego cherubina, głos świetnie postawiony. Pamiętam, że pomyślałam: to wielki poeta”. Wielki poeta nie tylko przygotowuje wtedy do druku zbiór wierszy Ocalenie, ale też bardzo intensywnie uczestniczy w odradzającym się życiu kulturalnym. Opracowuje projekty reform, chadza na zebrania założycielskie pism, bywa na wieczorach autorskich w słynnym domu literatów przy Krupniczej 22, pisze recenzje teatralne i scenariusze filmowe. Publikuje też felietony w założonej właśnie gazecie, „Dzienniku Polskim”, której szefem był przez kilka miesięcy Jerzy Putrament.

    Putrament – niegdyś początkujący wileński literat, wpatrzony w bez porównania bardziej uzdolnionego Miłosza – był teraz majorem, wpływowym członkiem nowych, komunistycznych władz. Redagowane przezeń pismo miało naturalnie jednoznaczny profil polityczny, choć w tużpowojennych miesiącach Miłosz nie musiał na jego łamach składać deklaracji ideowych. Odwiedzając Putramenta w dawnym gmachu Ilustrowanego Kuriera Codziennego przy ul. Wielopole, miał jednak poeta świadomość, że swoim nazwiskiem w jakiejś mierze firmuje narzucony Polsce reżim, że podpisuje – jak określał to ironicznie Putrament – „diabelski cyrograf”. Stawką gry, którą podejmował, była praca w dyplomacji, chciał bowiem, nie zrywając całkowicie więzów z krajem, a przede wszystkim z rodzimym językiem, pisarską materią, wyjechać z – jak się spodziewał: coraz bardziej sowietyzowanej – Polski. Po licznych zabiegach udało mu się to: razem z Janką pod koniec 1945 roku wyjeżdżają do Warszawy, by stamtąd odlecieć do Londynu, a następnie udać się w morską podróż do USA. Jako attaché kulturalny Czesław Miłosz spędzi ponad pięć lat w Nowym Jorku i Waszyngtonie. Z początkiem roku 1951 znajdzie się w Paryżu, by tu – w dramatycznych okolicznościach – zerwać z Polską Ludową i pozostać na emigracji we Francji. W kraju zostanie napiętnowany jako „zdrajca” i „dezerter”, możliwość publikowania jego utworów, a nawet wymieniania jego nazwiska w prasie, przyniesie dopiero Nagroda Nobla z roku 1980.

  • Kraków po roku 1989

    „Fiakry drzemały pod Mariacką Wieżą./ Kraków malutki jak jajko w listowiu/ Wyjęte z rondla farby na Wielkanoc” – pisał Miłosz w Traktacie poetyckim. Choć od czasów portretowanej tu Młodej Polski miasto sporo się zmieniło, pozostał w nim przecież odcień kameralności, bycia na uboczu, który poecie najwyraźniej odpowiadał. W końcu przedwojenną, na swoją skalę metropolitarną Warszawę wychowanek prowincjonalnego Wilna odbierał jako miasto-dżunglę, drapieżny, bezwzględny Babilon...

    Kraków po roku 1989

    „Fiakry drzemały pod Mariacką Wieżą./ Kraków malutki jak jajko w listowiu/ Wyjęte z rondla farby na Wielkanoc” – pisał Miłosz w Traktacie poetyckim. Choć od czasów portretowanej tu Młodej Polski miasto sporo się zmieniło, pozostał w nim przecież odcień kameralności, bycia na uboczu, który poecie najwyraźniej odpowiadał. W końcu przedwojenną, na swoją skalę metropolitarną Warszawę wychowanek prowincjonalnego Wilna odbierał jako miasto-dżunglę, drapieżny, bezwzględny Babilon...

    Tak więc to do Krakowa zaczął systematycznie przyjeżdżać po roku 1989, z początku zatrzymując się na kilkanaście dni, odbywając spotkania autorskie, czy wygłaszając wykłady w auli Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1993 roku otrzymał honorowe obywatelstwo miasta, nabył też wkrótce mieszkanie przy ulicy Bogusławskiego 6/5a. Z początku razem z drugą żoną, Carol Thigpen spędzali w Polsce miesiące letnie, by na zimę wracać do ciepłej Kalifornii. Pod koniec 1999 roku stan zdrowia blisko 90-letniego poety nie pozwalał już na takie peregrynacje i osiadł on na stałe na Bogusławskiego.

    Tu jego żona poznawała egzotyczny dla niej kraj, z pogodą ducha żegnając kolejne ukradzione rowery i dbając o ogródek na podwórku kamienicy, tu Miłosz przyjmował niekończące się wizyty – czytelników, dziennikarzy, wielbicieli, uczniów..., a przede wszystkim krzepnącego powoli grona bliskich mu osób, wśród których znajdowali się m.in. słynny krytyk Jan Błoński, badacz jego twórczości Aleksander Fiut, poeta Bronisław Maj, czy redaktor naczelny Wydawnictwa Znak – Jerzy Illg. Dziś mieści się tu archiwum poety, którym opiekuje się jego wieloletnia sekretarka, Agnieszka Kosińska. Pozostały książki, pióra, komputer i specjalny powiększalnik, dzięki któremu coraz bardziej słabnący wzrok poety mógł poradzić sobie z czytaniem. A także niezwykła pamiątka – brązowe popiersie Carol, które Miłosz zamówił po śmierci żony. Ślad uczucia, którego zapisem jest także poemat – pożegnanie i zarazem rachunek sumienia – Orfeusz i Eurydyka.

    Miłoszowy Kraków z przełomu wieków to także m.in. miejsca spacerów – Planty czy Rynek, siedziby jego dwóch wydawców: Znaku (ul. Kościuszki 37) oraz Wydawnictwa Literackiego (ul. Długa 1), dawne mieszkanie Wisławy Szymborskiej, u której bywał na zakrapianych nalewką „kornelówką” kolacjach, czy wreszcie restauracje Pod Baranem (ul. św. Gertrudy) oraz Guliwer przy Brackiej. W tej ostatniej lubił smakować m.in. tartę cytrynową, zaś zmysłowa przyjemność jedzenia (widok doskonale przyrządzonych śledzi miał go kiedyś sprowokować do żartobliwego wyznania: „A jednak szczęście jest możliwe”...) zapisana została m.in. w jednym z najbardziej popularnych jego utworów, Wyznaniu: „Panie Boże, lubiłem dżem truskawkowy/ I ciemną słodycz kobiecego ciała./ Jak też wódkę mrożoną, śledzie w oliwie,/ Zapachy: cynamonu i goździków./ Jakiż więc ze mnie prorok?”...

  • Cmentarz Rakowicki i Krypta Zasłużonych na Skałce

    Zupełnie inną tonację wnoszą dwa ostatnie krakowskie miejsca.

    Pierwsze z nich to znajdujący się na cmentarzu Rakowickim grób ojca poety, Aleksandra, który po śmierci w 1945 roku Weroniki – pierwszej żony i matki dwóch synów, Czesława i Andrzeja – ożenił się ponownie i przeniósł z Sopotu (dokąd rodzinę zagnała z Wilna powojenna zawierucha) do Krakowa.

    Cmentarz Rakowicki i Krypta Zasłużonych na Skałce

    Zupełnie inną tonację wnoszą dwa ostatnie krakowskie miejsca.

    Pierwsze z nich to znajdujący się na cmentarzu Rakowickim grób ojca poety, Aleksandra, który po śmierci w 1945 roku Weroniki – pierwszej żony i matki dwóch synów, Czesława i Andrzeja – ożenił się ponownie i przeniósł z Sopotu (dokąd rodzinę zagnała z Wilna powojenna zawierucha) do Krakowa.

    Drugie – to grób samego Czesława Miłosza, szary granitowy sarkofag z napisem „Bene quiescas” oraz z wybranym przez rodzinę zmarłego cytatem z Księgi Mądrości: „A dbałość o naukę jest miłość”, znajdujący się w Krypcie Zasłużonych klasztoru oo. Paulinów na Skałce. Poeta spoczął tu 27 sierpnia 2004 roku, obok między innymi Stanisława Wyspiańskiego, Jacka Malczewskiego, Adama Asnyka i Karola Szymanowskiego. Być może już wkrótce później spełniło się życzenie, które zapisał w wierszu:

    Jeżeli po śmierci dostanę się do Nieba, musi tam być jak tutaj,

    tyle że pozbędę się tępych zmysłów i ociężałych kości.

    Zmieniony w samo patrzenie, będę dalej pochłaniał proporcje

    ludzkiego ciała, kolor irysów, paryską ulicę w czerwcu o świcie,

    całą niepojętą, niepojętą mnogość widzialnych rzeczy.