Dół

Szlak kobiet

Kraków

  • Dom Literatów

    Tu do roku 1979 do miał swoją siedzibę Dom Literatów. Mieszkały tu w różnych okresach najbardziej znane polskie pisarki i tłumaczki: Wisława Szymborska, Anna Świrszczyńska, Halina Poświatowska, Joanna Olczak-Ronikier, Maria Leśniewska. Budynek pozyskany przez Adama Ważyka w 1945 roku zwano też "Czworakami", lub "kołchozem" (ze względu na liczbę osób zamieszkujących 80 pokoi).

    Dom Literatów

    Tu do roku 1979 do miał swoją siedzibę Dom Literatów. Mieszkały tu w różnych okresach najbardziej znane polskie pisarki i tłumaczki: Wisława Szymborska, Anna Świrszczyńska, Halina Poświatowska, Joanna Olczak-Ronikier, Maria Leśniewska. Budynek pozyskany przez Adama Ważyka w 1945 roku zwano też "Czworakami", lub "kołchozem" (ze względu na liczbę osób zamieszkujących 80 pokoi). Na parterze mieściła się stołówka ZLP, prowadzona przez żony pisarzy: Marię Brandysową, Ewę Otwinowską i Zofię Brezę. Tu na początku lat 70. odbyła się dyskusja, w której wzięli udział Simone de Beauvoir i Jean Paul Sartre. Sala Klubu Literatów pękała w szwach, a wśród słuchaczy była również późniejsza tłumaczka kultowej Drugiej płci.

    W kolejnych latach z pewnością królowała tu jednak pani Lola (Karolina Surówka) – woźna, dozorczyni, goniec. Wcielając się w jej postać w kabarecie przygotowanym na 40-lecie Znaku, Bronisław Maj uczynił z szatniarki krakowską legendę. Choć generalnie warunki mieszkalne były na Krupniczej kiepskie, dla wielu pisarzy i ich rodzin, również wyjeżdżających ze zrujnowanej Warszawy, miejsce to okazało się pierwszym domem. Tak było w przypadku Anny Świrszczyńskiej, która rano wybiegała stąd na pobliskie Planty, by mało znany wówczas jogging, potem zaś udawała się do Teatru Bagatela (ul. Krupnicza 1), gdzie mieściła się siedziba Państwowego Teatru Młodego Widza. Pisarka pracowała w nim do 1950 roku jako kierowniczka literacka. Dla Wisławy Szymborskiej z kolei Dom Literatów był pierwszym adresem zamieszkania po wyjściu za mąż za Adama Włodka – komunistę z przekonania i głównego animatora spotkań literackiego Koła Młodych. Choć to miejsce stworzone zostało z zgodzie z panującymi władzami, było w nim mnóstwo przekory wobec nasilającego się wpływu ideologii, dużo śmiechu i czarnego humoru. Szymborska i Włodek prowadzili wówczas "otwarte wieczory", na które przychodzili bawić się w tworzenie żywych obrazów m.in. S. Mrożek, L. Herdegen czy M. Słomczyński. Ten ostatni wprowadzał wówczas Wisławę w subetlno-plugawy świat limeryków. Choć pamiętać trzeba, że jednocześnie w tym rabelaise’owskim karnawale literaci wkręcani byli powoli w tryby machiny politycznej. O czym boleśnie przekonała się przecież i sama Szymborska. To przy Krupniczej 22 powstały socjalistyczny panegiryk o budowie Nowej Huty i ów niesławny wiersz o Stalinie, który mieli jej za złe prawicowi krytycy, a o którym powiedziała: "napisałam [go] ze szczerego serca, tego nie da się dzisiaj zrozumieć".

  • ul. Piłsudskiego 13

    Mieściła się tu jedna z późniejszych siedzib postępowego, wspierającego emancypację kobiet I Prywatnego Gimnazjum Żeńskiego, założonego w 1896 roku dzięki staraniom m.in. Kazimiery Bujwid (zaangażowanej również w walkę o dostęp kobiet do edukacji akademickiej). Uczyły w nim m.in. absolwentki uniwersytetu w Genewie – Helena Witkowska i Marcelina Kulikowska (nazywane wówczas "pannami genewskimi").

    ul. Piłsudskiego 13

    Mieściła się tu jedna z późniejszych siedzib postępowego, wspierającego emancypację kobiet I Prywatnego Gimnazjum Żeńskiego, założonego w 1896 roku dzięki staraniom m.in. Kazimiery Bujwid (zaangażowanej również w walkę o dostęp kobiet do edukacji akademickiej). Uczyły w nim m.in. absolwentki uniwersytetu w Genewie – Helena Witkowska i Marcelina Kulikowska (nazywane wówczas "pannami genewskimi"). Ta ostatnia to postać niezwykle ważna dla krakowskiego ruchu kobiecego. Urodzona na Podolu w 1872 roku, była oddaną pedagożką o  socjalistycznej wrażliwości, działającą aktywnie na rzecz edukacji kobiet w Krakowie, poetką i jedną z pierwszych kobiet reportażystek. W swoim przejmującym dzienniku Z dziejów duszy (1911) opisała egzystencjalny dramat kobiety widzącej ludzką krzywdę, biedę, niesprawiedliwość i osamotnienie – kobiety, która pragnie zmienić świat i która jednocześnie nie wierzy w możliwość jakiejś fundamentalnej zmiany: "Zdaje mi się jednak, że prawdziwego współczucia niema na świecie, bo zasadniczym jest przedział, między ludźmi rzucony. Jednostka każda, to cały świat, do którego promienie obce wedrzeć się nie zdolne...". To zadziwiające, jak wielką codzienną walkę musiała ona toczyć z pogłębiającym się kryzysem wiary i prawdy (wiedzy), a także z własną fizyczną słabością, by móc działać społecznie, podróżować, pisać reportaże, reformować.

  • ul. Piłsudskiego 19a

    W latach 1946-1974 mieściła się tu redakcja Przekroju, który w czasach komunistycznych był okienkiem na "Zachód", ale i krytycznym głosem w dobie gierkowskiej propagandy sukcesu. Choć Dorota Terakowska, związana była jako reportażystka z tą gazetą już po zmianie adresu redakcji (od 1976 roku), to właśnie przy Piłsudskiego (wtedy Manifestu Lipcowego) przyszła z koleżanką "obejrzeć przy pracy" uwielbianego wówczas Ludwika Jerzego Kerna.

    ul. Piłsudskiego 19a

    W latach 1946-1974 mieściła się tu redakcja Przekroju, który w czasach komunistycznych był okienkiem na "Zachód", ale i krytycznym głosem w dobie gierkowskiej propagandy sukcesu. Choć Dorota Terakowska, związana była jako reportażystka z tą gazetą już po zmianie adresu redakcji (od 1976 roku), to właśnie przy Piłsudskiego (wtedy Manifestu Lipcowego) przyszła z koleżanką "obejrzeć przy pracy" uwielbianego wówczas Ludwika Jerzego Kerna.

  • pl. Kossaka 4

    Tu możemy  zajrzeć do opuszczonego dziś ogrodu Kossakówki - będącej przed wojną znanym w całym mieście salonem artystycznym. Spędzały w nim swoje dziecięce lata wnuczki Juliusza Kossaka, Maria Jasnorzewska-Pawlikowska (Lilka) – poetka i dramatopisarka oraz satyryczka Magdalena Samozwaniec, jak również ich kuzynka Zofia Kossak-Szczucka, autorka powieści historycznych.

    pl. Kossaka 4

    Tu możemy  zajrzeć do opuszczonego dziś ogrodu Kossakówki - będącej przed wojną znanym w całym mieście salonem artystycznym. Spędzały w nim swoje dziecięce lata wnuczki Juliusza Kossaka, Maria Jasnorzewska-Pawlikowska (Lilka) – poetka i dramatopisarka oraz satyryczka Magdalena Samozwaniec, jak również ich kuzynka Zofia Kossak-Szczucka, autorka powieści historycznych. We wspomnieniach Zofii Starowieyskiej-Morstinowej willa przypominała nieco dom dla lalek (była to skądinąd ulubiona zabawka Lilki), zaś pokoje dziewczynek – bombonierki z mnóstwem poduszek, bibelotów, mebelków. Oprócz tego, że młode panienki dorastały w atmosferze artystycznej wolności, surowości szlacheckiego dobrego wychowania i jednocześnie „lukrowanego” zbytku, swoim „nowoczesnym” zachowaniem potrafiły już wzbudzać niemało kontrowersji. Rower i wrotki były ich prawdziwą namiętnością. Tymczasem, jak pisała Samozwaniec w Marii i Magdalenie, „Panny na rowerach to był jednak w Krakowie evenement i shocking. U wylotu Błoń, koło ohydnej żelaznej bramy, która tam wówczas stała pod torem kolejowym, dziewczynki, jadąc na rowerach, spotykały zazwyczaj starszego, chudego mężczyznę, który zabiegał im drogę i wygrażał laską. «Bezwstydnice» - darł się - «ja wam dam»”.

  • ul. Gontyny 12

    Salwator to ukochane miejsce Anieli Gruszeckiej, powieściopisarki i krytyczki literackiej. Mieszkała ona wraz z mężem – językoznawcą Kazimierzem Nitschem – wśród map, książek i bieganiny ukochanego psa Azy. Opublikowana w 1935 roku książka Przygoda w nieznanym kraju przyniosła jej wiele nagród i epitet „polskiej Virginii Woolf” ze względu na przedstawioną w niej siłę kobiecej przyjaźni i wzajemnej fascynacji między Klarą a Julią. Jednak wspólną miłością obu bohaterek powieści okazał się… sam Kraków: Planty, Rynek, Błonia.

     

    ul. Gontyny 12

    Salwator to ukochane miejsce Anieli Gruszeckiej, powieściopisarki i krytyczki literackiej. Mieszkała ona wraz z mężem – językoznawcą Kazimierzem Nitschem – wśród map, książek i bieganiny ukochanego psa Azy. Opublikowana w 1935 roku książka Przygoda w nieznanym kraju przyniosła jej wiele nagród i epitet „polskiej Virginii Woolf” ze względu na przedstawioną w niej siłę kobiecej przyjaźni i wzajemnej fascynacji między Klarą a Julią. Jednak wspólną miłością obu bohaterek powieści okazał się… sam Kraków: Planty, Rynek, Błonia.

  • Kopiec Kościuszki

    Marcelina Kulikowska pisała w kwietniu 1910 roku o  poczuciu wolności, którego doświadczała, stojąc na szczycie kopca (i być może tylko wtedy): „Wszędy otwarta droga... Wszędy przestwór, jednym głosem wołający: Lecieć... lecieć... lecieć... czuć w sobie swobodę niczym niewstrzymaną... Lecieć... nic niemasz, coby za skrzydła chwyciło... niemasz nic, coby wolę wstrzymało... Jeden tylko ogromny krzyk w tę nieobjętą przestrzeń: Lecieć! Lecieć! Mknąć!...”.

    Kopiec Kościuszki

    Kopiec Kościuszki

    Marcelina Kulikowska pisała w kwietniu 1910 roku o  poczuciu wolności, którego doświadczała, stojąc na szczycie kopca (i być może tylko wtedy): „Wszędy otwarta droga... Wszędy przestwór, jednym głosem wołający: Lecieć... lecieć... lecieć... czuć w sobie swobodę niczym niewstrzymaną... Lecieć... nic niemasz, coby za skrzydła chwyciło... niemasz nic, coby wolę wstrzymało... Jeden tylko ogromny krzyk w tę nieobjętą przestrzeń: Lecieć! Lecieć! Mknąć!...”.

    Fot. Paweł Mazur

  • ul. św. Jana 11

    Mieściła się tu pierwsza siedziba I Prywatnego Gimnazjum Żeńskiego. W 1904 roku dochodzi w jego murach do głośnego w Krakowie skandalu. Jak donosił konserwatywny „Czas”: „Gdy jedną z nauczycielek poproszono, aby towarzyszyła uczennicom do kościoła, oświadczyła że jest «bezreligijna» i że «chodzenie do kościoła nie zgadza się z jej zasadami» […] Ta sama pani tłumaczyła uczennicom jako najnowszą zdobycz nauk przyrodniczych, że człowiek jest zwyczajnym zwierzęciem”. Ową nauczycielką dumnie stojącą „pod sztandarem bezwyznaniowości” i szerzącą darwinizm była oczywiście Marcelina Kulikowska.

    ul. św. Jana 11

    Mieściła się tu pierwsza siedziba I Prywatnego Gimnazjum Żeńskiego. W 1904 roku dochodzi w jego murach do głośnego w Krakowie skandalu. Jak donosił konserwatywny „Czas”: „Gdy jedną z nauczycielek poproszono, aby towarzyszyła uczennicom do kościoła, oświadczyła że jest «bezreligijna» i że «chodzenie do kościoła nie zgadza się z jej zasadami» […] Ta sama pani tłumaczyła uczennicom jako najnowszą zdobycz nauk przyrodniczych, że człowiek jest zwyczajnym zwierzęciem”. Ową nauczycielką dumnie stojącą „pod sztandarem bezwyznaniowości” i szerzącą darwinizm była oczywiście Marcelina Kulikowska.

    Trzymanie się swoich zasad skończyło się dla niej urlopem zdrowotnym, po którym nie mogła już wrócić do pracy w szkole (jako powód oficjalny podano brak ważnego paszportu austriackiego, Marcelina pochodziła z Podola). Od 1907 roku podjęła współpracę z „Kurierem Lwowskim”, gdzie publikowała swoje reportaże z podróży po zaborach. Gdziekolwiek była – na śląskiej kopalni czy w kaszubskiej wiosce rybackiej, pozostawała zawsze wrażliwa na kwestie różnic społecznych, kulturowych, językowych, płciowych. Podróżowała pociągiem, trzecią, czwartą klasą, z plecakiem – najlepsze teksty zostały napisane wiosną 1910.

  • ul. Pijarska 3

    19 czerwca, około 3 po południu strzałem z rewolweru w serce Marcelina Kulikowska odebrała sobie życie w swoim domu przy ulicy Pijarskiej 3. Zbiór jej reportaży Z wędrówek po kraju ukazał się pośmiertnie w 1911 dzięki staraniom przyjaciółki – Heleny Witkowskiej.

     

    ul. Pijarska 3

    19 czerwca, około 3 po południu strzałem z rewolweru w serce Marcelina Kulikowska odebrała sobie życie w swoim domu przy ulicy Pijarskiej 3. Zbiór jej reportaży Z wędrówek po kraju ukazał się pośmiertnie w 1911 dzięki staraniom przyjaciółki – Heleny Witkowskiej.

  • ul. Łobzowska 47

    Wydaje się, że dla żydowskich pisarek miejscem najbliższym będzie krakowski Kazimierz czy w późniejszym czasie Podgórze. Tymczasem, aby odszukać ślady ich obecności udajmy się również w okolice Kleparza. Przy Łobzowskiej znajdował się rodzinny dom Miriam Akavii (pierwotnie Matylda Weinfeld), który opisała sugestywnie we wspomnieniowej książce Moja winnica. Jej tytuł nawiązywał do nazwiska rodowego Weinfeldów (dosł. winne pole), zaś opowiedziana z perspektywy tego miejsca historia rodziny kończy się w przededniu wybuchu II wojny światowej.

    ul. Łobzowska 47

    Wydaje się, że dla żydowskich pisarek miejscem najbliższym będzie krakowski Kazimierz czy w późniejszym czasie Podgórze. Tymczasem, aby odszukać ślady ich obecności udajmy się również w okolice Kleparza. Przy Łobzowskiej znajdował się rodzinny dom Miriam Akavii (pierwotnie Matylda Weinfeld), który opisała sugestywnie we wspomnieniowej książce Moja winnica. Jej tytuł nawiązywał do nazwiska rodowego Weinfeldów (dosł. winne pole), zaś opowiedziana z perspektywy tego miejsca historia rodziny kończy się w przededniu wybuchu II wojny światowej. Tylko zamieszczone w książce zdjęcia zmarłych później bliskich autorki wskazują na ich tragiczne losy. Dzięki temu jednak my możemy zobaczyć, jak wyglądał świat „przed katastrofą” i jak bardzo różnorodne były kultura i życie krakowskich Żydów, gdzie tradycja stykała się z nowoczesnością: „Halinka i Ania idą przez plac, na którym już rozpoczyna się poranny handel, i wchodzą na ulicę Długą, tu dołącza do nich Runia Süsskind. Środkowa część ulicy Długiej, między Szlakiem a Basztową, jest żydowska. W jednym z domów na podwórku znajduje się bóżnica, tu tatuś modli się we wszystkie święta, szczególnie w miesiącu tiszrej. Koło bożnicy jest nawet szkoła dla dziewcząt «Beit Jaakow» i dużo tu żydowskich sklepów”.

    W granatowych mundurkach i beretach uczennice gimnazjum im. Teofila Lenartowicza mijają jednak szkołę założoną przez Sarę Schenirer – zapomnianą dziś reformatorkę żydowskiego nauczania religijnego dziewcząt -  idą dalej na Rynek i aż do ulicy Modrzewiowej. Miriam Akavia - jeszcze wtedy Maniusia – jest i Polką, i Żydówką: rano recytuje Odę do młodości, popołudniami chodzi na gimnastykę do Żydowskiego Towarzystwa Gimnastycznego na Brzozową, wieczorami odwiedza dziadków Karmelów na Meiselsa. Cały Kraków jest wówczas jej domem.

  • ul. Długa 16

    Podobnie wspomina swoje rodzinne miasto Ilona Karmel – urodzona (jako Baila) w 1925 roku Krakowie amerykańska poetka, autorka pierwszej powieści skupiającej się na kobiecym doświadczeniu Holocaustu An Estate of Memory (1969). W wierszu zatytułowanym Życiorys pisze ona o dzieciństwie spędzonym w domu przy ulicy Długiejw dzielnicy asymilujących się Żydów. 14-letnia w momencie wybuchu wojny dziewczyna była kilkakrotnie ocalona przez matkę, by wreszcie dzięki opiece szwedzkiego Czerwonego Krzyża wyjechać do siostry do USA.

    ul. Długa 16

    Podobnie wspomina swoje rodzinne miasto Ilona Karmel – urodzona (jako Baila) w 1925 roku Krakowie amerykańska poetka, autorka pierwszej powieści skupiającej się na kobiecym doświadczeniu Holocaustu An Estate of Memory (1969). W wierszu zatytułowanym Życiorys pisze ona o dzieciństwie spędzonym w domu przy ulicy Długiejw dzielnicy asymilujących się Żydów. 14-letnia w momencie wybuchu wojny dziewczyna była kilkakrotnie ocalona przez matkę, by wreszcie dzięki opiece szwedzkiego Czerwonego Krzyża wyjechać do siostry do USA. To wraz z nią zapisywała swoje pierwsze wiersze na strzępkach kradzionego papieru w obozach. O swoich wcześniejszych latach w Krakowie napisze potem tak: „Opowieść zacznie się przeciwnie/ Dzieciństwem jasnym, słodkim, cichym/ Gdy świat był jeszcze taki wielki […]/ Ja wiem, na Długiej pod szesnastym/ Wtłoczony między inne domy/ Stoi wciąż jeszcze nie wzruszony/ Dzieciństwa dom. Na plantach klony/ Kwitną i znowu opadają/ I tylko nie wiem jak się stało/ Dzieciństwo nagle przeminęło/ I nie wiadomo gdzie zniknęło/ Świat wokół skurczył się i zmalał/ I nic jest już tajemnicą/ Z pogromu czasu nie ocalał”.

  • Dworzec kolejowy

    Budynek dworca, poddawany od 1844 roku wielu pracom renowacyjnym i modernizującym, nie wzbudza zachwytu architektów, ale dla wielu bohaterek tej wycieczki był początkiem podróży, oknem na świat, przepustką do trudnej nieraz wolności. Z pewnością niejeden raz pojawiała się tu Maria Konopnicka. Stąd odjeżdżała też Marcelina Kulikowska - reporterka.

    Dworzec kolejowy

    Budynek dworca, poddawany od 1844 roku wielu pracom renowacyjnym i modernizującym, nie wzbudza zachwytu architektów, ale dla wielu bohaterek tej wycieczki był początkiem podróży, oknem na świat, przepustką do trudnej nieraz wolności. Z pewnością niejeden raz pojawiała się tu Maria Konopnicka. Stąd odjeżdżała też Marcelina Kulikowska - reporterka. Tu również 12 lipca 1892 roku Szwajcarka Lina Bögli wsiadła w pociąg i rozpoczęła swoją dziesięcioletnią podróż dookoła świata: "Kufer mój spakowany, a ja sama gotowa do podróży. Dziś wieczór pośpiesznym do Wiednia pociągiem wyjeżdżam z kochanego starego Krakowa i to w nadziei, że go powitam znowu za lat dziesięć". Tak się też stało. Kiedy Lina wróciła ze swojej podróży, czekał na nią z oświadczynami na tym samym dworcu pewien polski oficer, ale co z tego wyniknęło, okaże się w innym miejscu naszego spaceru.

  • Ogród Botaniczny UJ

    Dla Romy Ligockiej (właśc. Roma Liebling) miejsce to było jedynym zakątkiem bezpiecznym na mapie wojennego Krakowa, gdzie o świcie, za pozwoleniem strażnika, mogła choć przez chwilę swobodnie się poruszać. Tak zapamiętała ogród mała żydowska dziewczynka, ukrywająca się przed Niemcami wraz matką u rodziny Kierników: „W tajemniczym ogrodzie nie istnieje ani czas, ani strach, nie ma Niemców i ich zakazów. Jestem tylko ja i zaklęte drzewa […] Siedzę w zacienionym kącie i buduję z gałązek maleńkie mosty oraz niewielkie szopy i ogródki. Szepczę przy tym sama do siebie i opowiadam sobie historie”.

     

    Ogród Botaniczny UJ

    Dla Romy Ligockiej (właśc. Roma Liebling) miejsce to było jedynym zakątkiem bezpiecznym na mapie wojennego Krakowa, gdzie o świcie, za pozwoleniem strażnika, mogła choć przez chwilę swobodnie się poruszać. Tak zapamiętała ogród mała żydowska dziewczynka, ukrywająca się przed Niemcami wraz matką u rodziny Kierników: „W tajemniczym ogrodzie nie istnieje ani czas, ani strach, nie ma Niemców i ich zakazów. Jestem tylko ja i zaklęte drzewa […] Siedzę w zacienionym kącie i buduję z gałązek maleńkie mosty oraz niewielkie szopy i ogródki. Szepczę przy tym sama do siebie i opowiadam sobie historie”.

  • Nowa Huta

    W Nowej Hucie usłyszymy niezwykłe opowieści ludzi, będących świadkami budowania nowej rzeczywistości i jednoczesnego zamazywania śladów poprzedzającego ją świata – opowieści odkrywanych dopiero od niedawna spod warstwy półprawd i zapomnienia. Narracje te zebrała Renata Radłowska w zbiorze reportaży pod tytułem Telenowela nowohucka. Oddaje tam głos zarówno tym, którzy w brutalny sposób zostali przez władzę komunistyczną wysiedleni z okolicznych, bogatych wiosek (Bieńczyc, Mogiły, Czyżyn, Pleszowa) do bloków, jak i tych, którzy przybyli tu w nadziei, że sami będą mogli wybudować sobie upragniony dom.

    Nowa Huta

    W Nowej Hucie usłyszymy niezwykłe opowieści ludzi, będących świadkami budowania nowej rzeczywistości i jednoczesnego zamazywania śladów poprzedzającego ją świata – opowieści odkrywanych dopiero od niedawna spod warstwy półprawd i zapomnienia. Narracje te zebrała Renata Radłowska w zbiorze reportaży pod tytułem Telenowela nowohucka. Oddaje tam głos zarówno tym, którzy w brutalny sposób zostali przez władzę komunistyczną wysiedleni z okolicznych, bogatych wiosek (Bieńczyc, Mogiły, Czyżyn, Pleszowa) do bloków, jak i tych, którzy przybyli tu w nadziei, że sami będą mogli wybudować sobie upragniony dom. W ten sposób autorka ucina być może nieważny dla mieszkańców tego miejsca spór o Nową Hutę. Czy miała być ona utopijnym, ale nieudanym projektem socjalistycznego miasta, czy raczej politycznym działaniem wymierzonym w katolicki, szlachecki Kraków, które ostatecznie zrodziło wyłącznie patologię - jak to zasugerował  w Poemacie dla dorosłych Adam Ważyk? W Nowej Hucie co krok widać przeplatające się dwa światy – sprzed i po 1949 roku. Przeszłość materializuje się tu w zaskakujący sposób: przy osiedlowym parkingu owocują granatowe śliwy, między blokami wyrastają nagle stare drewniane domy. Takie jak ten w Grębałowie. Jedna z bohaterek reportażu Radłowskiej – pani Elżbieta - wspomina historię przenosin swojego drewnianego domu z Bieńczyc – kawałek po kawałku – do nowego, obcego dla niej miejsca. W końcu „dom zapuścił korzenie […] Jak już teraz Elżbieta odzyskała prawo do wspomnienia i do żalu sprzed ponad pół wieku (bo żal ciągle jest, ponieważ nie do końca przeżyty), to opowiada godzinami”. Nowa Huta nie chce być już milczącą, brzydką i ubogą siostrą Krakowa – chce mieć prawo do swojej niełatwej i nie czarno-białej historii.