Dół

Szlak Sławomira Mrożka

Kraków

  • Kraków młodości porzucony

    Sławomir Mrożek opuszcza Kraków dwukrotnie. Najpierw pod koniec roku 1959, niedługo po ślubie z Marią Obrembą. Małżonkowie wyjeżdżają do Warszawy. Po raz drugi Mrożek opuści Kraków w roku 2008, by osiąść wraz z żoną Susaną w Nicei.

     

    Kraków młodości porzucony

    Sławomir Mrożek opuszcza Kraków dwukrotnie. Najpierw pod koniec roku 1959, niedługo po ślubie z Marią Obrembą. Małżonkowie wyjeżdżają do Warszawy. Po raz drugi Mrożek opuści Kraków w roku 2008, by osiąść wraz z żoną Susaną w Nicei.

    W czerwcu roku 1963 pisarz emigruje do Włoch. Ucieka od „swojactwa”, gdyż sytuacja zewnętrzna bliższa jest prawdzie. Pisał wtedy do Jana Błońskiego: Ja dymam, kiedy, gdy wejść dokądś, zaraz do mnie z wyrazem takim, „O, przyszedł nasz Mrożek”, ja dlatego uciekłem z Krakowa, żeby nie być „nasz”, jedną z postaci, jak wieża Mariacka nasza (1963).

    W tym samym roku zanotował w Dzienniku: Przede wszystkim zniknęły nastroje apatii i stagnacji. Miałem w życiu dwa takie wielkie okresy. Pierwszy to ostatnie lata krakowskie. Zniknęły po powrocie z Ameryki, po decyzji zerwania z Krakowem i pójścia na niepewne […] w Warszawie. Mrożek nie mógł pogodzić się ze stanem pozorowania życia, które odstręczało, a jednocześnie pociągało go w krakowskim życiu towarzyskim: Polskie szwendanie się knajpiano-prywatkowe, tak popularne we wszystkich kołach i sferach, polska erotyczna swoboda […] W każdym razie szukanie złudzenia, że coś się z człowiekiem dzieje. Już w Krakowie, wbrew sobie niejako, bo jedna część mnie samego bardzo to lubiła i tego chciała, a druga nie mogła i nie umiała, czułem, zanim zrozumiałem to później, że to nie dla mnie sposób.

    Trzeba pamiętać, że przed podróżą do USA (lipiec-sierpień 1959) Mrożek był bardzo silnie związany emocjonalnie z Krakowem. Dlatego po latach marzenie o Krakowie, szukanie Krakowa tkwiło w umyśle pisarza bardzo głęboko: Wjechać powoli w pewien wrześniowy dzień, starą i tak znaną mi szosą od Katowic [w Katowicach mieszkała przyszła żona Maria Obremba, tam też wzięli ślub – E.Z.P.], wyjść wieczorem na miasto, na Kraków całkiem samemu, nie uprzedzając nikogo, mój Boże, niczego więcej nie mogę sobie życzyć, a jeżeli to się uda, nic innego, nic więcej nie może mi się udać (1966). Zdarza się, że wywołuje z pamięci pojedyncze obrazy, które jednocześnie chce chronić przed „zużyciem”, by zachować w stanie nienaruszonym. Przestrzega jednak sam siebie przed pułapką nostalgii: byle tylko nie dać się oszukać sobie samemu, to nie jest nostalgia większa niż ta, jaką za Krakowem miałem w Warszawie. Też nie za miastem z konkretnymi budynkami oczywiście, tylko za mną samym, nazwanym Krakowem […].

    Gdy na dwa tygodnie w czerwcu 1978 roku przyjeżdża do Polski i trzy dni spędza w Krakowie, widzi zupełnie inne miasto: Kraków jest teraz miastem nowoczesnym. Należy do tej nowej ludzkości totalitarnej, w której tak samo żyć się nie chce, jak Nabokov nigdy nie chciał już zobaczyć Rosji, ponieważ jej już nie było. […] W totalitaryzmie, pod jego panowaniem, nie ma tajemnicy, ponieważ nie ma życia. Tylko gdzieniegdzie trafia się w Krakowie na szczątki, zabytki tajemnicy, wydrążone.

    Czytelnicy prywatnych zapisków Mrożka mogą wyruszyć na poszukiwanie tajemnic jego Krakowa, na zawsze zapisanych w hotelu „Pod Różą”, fotoplastykonie przy ulicy Karmelickiej w zgniłe, zaczarowane, nieskończone popołudnie w jednej z tych nieokreślonych krakowskich pór roku (1964), w winiarni przy Sławkowskiej „pod szóstką”, przy narożniku Starego Teatru czy na winklu ulic św. Jana i św. Tomasza, w kinach „Apollo” i „Wanda”, na Rynku Kleparskim w maju… Wreszcie – to chyba tajemnica największa - w okolicy cmentarza Salwatorskiego.

     

  • Mieszkania

    Rodzina Mrożka przyjeżdża w roku 1933 do Prokocimia (wówczas jeszcze podkrakowska wieś, zapewne chodzi o ul. Bednarską, o której wspomina w Dzienniku), by następnie zamieszkać przy ul. Bandurskiego z oknami wychodzącymi na aleję Prażmowskiego. Dwa lata później (1935) wprowadzą się do domu przy ul. Kieleckiej. Mieszkają tu z przerwami do roku 1943 - wtedy zostają wysiedleni na teren zlikwidowanego getta w Podgórzu: Było gorzej, niż myśleliśmy. Wzdłuż Wisły, od Trzeciego Mostu [dziś most Powstańców Śląskich – E.Z.P.] do Rynku Podgórskiego, rozciągały się drobne fabryczki i warsztaty. Tam znajdowało się nasze mieszkanie (2006).

    Mieszkania

    Rodzina Mrożka przyjeżdża w roku 1933 do Prokocimia (wówczas jeszcze podkrakowska wieś, zapewne chodzi o ul. Bednarską, o której wspomina w Dzienniku), by następnie zamieszkać przy ul. Bandurskiego z oknami wychodzącymi na aleję Prażmowskiego. Dwa lata później (1935) wprowadzą się do domu przy ul. Kieleckiej. Mieszkają tu z przerwami do roku 1943 - wtedy zostają wysiedleni na teren zlikwidowanego getta w Podgórzu: Było gorzej, niż myśleliśmy. Wzdłuż Wisły, od Trzeciego Mostu [dziś most Powstańców Śląskich – E.Z.P.] do Rynku Podgórskiego, rozciągały się drobne fabryczki i warsztaty. Tam znajdowało się nasze mieszkanie (2006).

    Po wojnie rodzina pisarza zamieszkała przy al. Prażmowskiego w budynku opuszczonym przez Niemców.

    Wiosną 1950 Mrożek wprowadził się na poddasze przy ul. Studenckiej, do kamienicy, w której mieszkał Leszek Herdegen. Ponieważ są kolegami jeszcze z liceum, już od dawna u niego bywał. Wspominał na emigracji: Drugi września. To już na zawsze będzie początek roku szkolnego. I na zawsze będzie to Kraków. Ulica Świerczewskiego [dziś Studencka – E.Z.P.]. Młode lwy, choć królikiem byłem zawsze (1964).

    Od 1952 aż do wyjazdu z Krakowa mieszkał przy Krupniczej, w Domu Literatów.

    Po powrocie z emigracji w roku 1996 zatrzymał się z żoną Susaną przy ul. św. Sebastiana: Kamienica, jak prawie wszystkie kamienice w Krakowie, jest ohydna, skutek 60 lat zaniedbania. Zamieszkana, zwłaszcza w oficynach, przez „element”, który ja nazywam „elektoratem” […]. Niegdyś była to ulica i dzielnica średnio zamożnego mieszczaństwa, jeszcze wcześniej – pałacykowata nawet. Komunizm ją zniszczył […] (1996). Po sześciu latach Mrożkowie przeprowadzili się do nowej plomby przy ul. Staromostowej, skąd mieli piękny widok na Wisłę.

  • Szkoły i uczelnie

    W roku 1937 Mrożek rozpoczął naukę w I klasie szkoły powszechnej im. św. Mikołaja przy ul. Lubomirskiego. Od 1942 uczył się w szkole przy ul. Żółkiewskiego. Po zakończeniu nauki na tajnych kompletach zdał w roku 1945 egzamin do II klasy Gimnazjum i Liceum im. Nowodworskiego (matura 1949): Gombrowicz nie wziął pod uwagę, że masa złożona z młodych ludzi to Gimnazjum Męskie im. Nowodworskiego. Odrażające. […] Obecny styl (styl świata obecnie) to w znacznym stopniu styl Gimnazjum Męskiego im. Nowodworskiego w Krakowie. W pewnym stopniu mój styl, kiedy miałem szesnaście lat (1971).

    Po maturze krótko studiuje: trzy miesiące architekturę (wówczas na AGH; 1949), kilka miesięcy w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych (dziś ASP; 1950) i orientalistykę na UJ (1951-1952).

     

    Szkoły i uczelnie

    W roku 1937 Mrożek rozpoczął naukę w I klasie szkoły powszechnej im. św. Mikołaja przy ul. Lubomirskiego. Od 1942 uczył się w szkole przy ul. Żółkiewskiego. Po zakończeniu nauki na tajnych kompletach zdał w roku 1945 egzamin do II klasy Gimnazjum i Liceum im. Nowodworskiego (matura 1949): Gombrowicz nie wziął pod uwagę, że masa złożona z młodych ludzi to Gimnazjum Męskie im. Nowodworskiego. Odrażające. […] Obecny styl (styl świata obecnie) to w znacznym stopniu styl Gimnazjum Męskiego im. Nowodworskiego w Krakowie. W pewnym stopniu mój styl, kiedy miałem szesnaście lat (1971).

    Po maturze krótko studiuje: trzy miesiące architekturę (wówczas na AGH; 1949), kilka miesięcy w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych (dziś ASP; 1950) i orientalistykę na UJ (1951-1952).

  • Dom Literatów

    Ostatnio nawiedza mnie przeszłość. Lata pięćdziesiąte. Twarze, rzeczy. Mój niezapomniany pokój przy Krupniczej. Jestem z Krakowa (1964). Od czerwca 1952 do roku 1959, czyli do końca pierwszego okresu krakowskiego, Mrożek mieszka w Domu Literatów, na czwartym piętrze w oficynie. Na parterze znajdowała się słynna stołówka – miejsce dyskusji i wszelkiego rodzaju spotkań literackich organizowanych przez ZLP. To jedno z najważniejszych miejsc, które go uformowało i z którym musiał się skonfrontować jako człowiek i twórca. Pisał w roku 1963: Przez całe życie, okres krakowski, gdziekolwiek by pójść, cokolwiek by pomyśleć, okaże się, że zawsze była tam stołówka. Ona na dnie, na spodzie, ona dyskretna, ale potężna, ona rzucała cień, ona była wielką determinantą. W Warszawie pękła moc jej, zmniejszyła się władza nade mną, ale nie zniknęła. Dalej cierpię w stołówce.

     

    Dom Literatów

    Ostatnio nawiedza mnie przeszłość. Lata pięćdziesiąte. Twarze, rzeczy. Mój niezapomniany pokój przy Krupniczej. Jestem z Krakowa (1964). Od czerwca 1952 do roku 1959, czyli do końca pierwszego okresu krakowskiego, Mrożek mieszka w Domu Literatów, na czwartym piętrze w oficynie. Na parterze znajdowała się słynna stołówka – miejsce dyskusji i wszelkiego rodzaju spotkań literackich organizowanych przez ZLP. To jedno z najważniejszych miejsc, które go uformowało i z którym musiał się skonfrontować jako człowiek i twórca. Pisał w roku 1963: Przez całe życie, okres krakowski, gdziekolwiek by pójść, cokolwiek by pomyśleć, okaże się, że zawsze była tam stołówka. Ona na dnie, na spodzie, ona dyskretna, ale potężna, ona rzucała cień, ona była wielką determinantą. W Warszawie pękła moc jej, zmniejszyła się władza nade mną, ale nie zniknęła. Dalej cierpię w stołówce.

  • Nowa Huta

    Z Nową Hutą wiąże się debiut Sławomira Mrożka – "okładkowy" reportaż Młode Miasto, poświęcony pracy i codziennemu życiu młodzieży budującej komunistyczny kombinat i dzielnicę mieszkaniową (Przekrój, nr 272, 22 lipca 1950). Tekst, który po latach nazwie arcydziełem złego pisania, czyli pisania nieprawdy, zaczyna się od słów: Między dwoma brzegami – rokiem 1949 i 1955 – rozpięto już olbrzymi most na sześciu przęsłach: świetną konstrukcję planu sześcioletniego. Marzenie złapano w sieć matematycznych obliczeń – narysowano jego portret w postaci wykresów technicznych. Mówimy: rośnie Nowa Huta.

     

    Nowa Huta

    Z Nową Hutą wiąże się debiut Sławomira Mrożka – "okładkowy" reportaż Młode Miasto, poświęcony pracy i codziennemu życiu młodzieży budującej komunistyczny kombinat i dzielnicę mieszkaniową (Przekrój, nr 272, 22 lipca 1950). Tekst, który po latach nazwie arcydziełem złego pisania, czyli pisania nieprawdy, zaczyna się od słów: Między dwoma brzegami – rokiem 1949 i 1955 – rozpięto już olbrzymi most na sześciu przęsłach: świetną konstrukcję planu sześcioletniego. Marzenie złapano w sieć matematycznych obliczeń – narysowano jego portret w postaci wykresów technicznych. Mówimy: rośnie Nowa Huta.

  • "Warszawianki" i inne

    W Dzienniku i korespondencji Mrożka można trafić na kilka reminiscencji z krakowskich kawiarni, restauracji czy barów. Nie zawsze możemy zrekonstruować ich adresy. O najbardziej znanych czytamy w jednym z listów pisanym w roku 1964: Nigdy bym nie pomyślał, kiedyś, kiedy prowadziłem życie hulaki, parę lat strawiłem w towarzystwie oczajduszów i lekkomyślnych kobiet (do dzisiaj wspominam z rozrzewnieniem), pijąc wódkę w Feniksie, Warszawiance, czy też w Hotelu Francuskim, że kiedyś takie opamiętanie na mnie przyjdzie i taką cnotą buchnę jak smolne łuczywo płomieniem.

    "Warszawianki" i inne

    W Dzienniku i korespondencji Mrożka można trafić na kilka reminiscencji z krakowskich kawiarni, restauracji czy barów. Nie zawsze możemy zrekonstruować ich adresy. O najbardziej znanych czytamy w jednym z listów pisanym w roku 1964: Nigdy bym nie pomyślał, kiedyś, kiedy prowadziłem życie hulaki, parę lat strawiłem w towarzystwie oczajduszów i lekkomyślnych kobiet (do dzisiaj wspominam z rozrzewnieniem), pijąc wódkę w Feniksie, Warszawiance, czy też w Hotelu Francuskim, że kiedyś takie opamiętanie na mnie przyjdzie i taką cnotą buchnę jak smolne łuczywo płomieniem.

    Słynną kawiarnię "Warszawianki" przy Sławkowskiej (nazywaną przez Mrożka konsekwentnie "Warszawianką") pisarz zderzył z kuchnią dla ubogich prowadzoną przez siostry felicjanki przy ul. Smoleńsk. Szukał legendy związanej z miejscami swojej młodości, którą próbował odnieść do najważniejszej ówcześnie legendy promieniującej z Paryża: Miałem wtedy około dwudziestu lat i nigdzie się nie ruszałem z Krakowa, nie wiedziałem, że w ogóle jakieś Saint-Germain-des-Prés istnieje, chodziłem na obiady wydawane ubogim przez siostry zakonne i miałem swoje własne, ogromne kłopoty i burze. Ogromne maleństwa moje. Jakie Saint-Germain, przeczuwałem zaledwie, że na ulicy Sławkowskiej istnieje kawiarnia "Warszawianka", gdzie zbierają się prawdziwi artyści, ale twarzy artysty nie znałem ani jednej (1965).

    Przy tej samej ulicy możemy także szukać śladów winiarni: Co się stanie z tą straszną siłą, która jest we mnie? Pytanie to zwykłem zadawać w winiarni pod szóstką na Sławkowskiej (1965). Do jednego z barów Mrożek odnosi refleksje z roku 1973: Przemoc i kłamstwo (nuda przemocy). On mnie, potem ja jego, a on mnie jeszcze raz, to potem ja jego i on mnie. „…I ja go tu jeszcze kopnyłem” (kelner z baru Krakowskiego przy ulicy Starowiślnej, czyli Bohaterów Stalingradu. Czy mamy na myśli von Paulusa?).

  • Dwa teatry

    Do jednego z felietonów Mrożka (1976) trafiły dwa najważniejsze teatry Krakowa, ale nie jako miejsce wystawienia jego dramatów, lecz jako scena wydarzeń artystycznych, które w sposób nierozerwalny splatają się z dziejami miasta i Polski.

    Dwa teatry

    Dwa teatry

    Do jednego z felietonów Mrożka (1976) trafiły dwa najważniejsze teatry Krakowa, ale nie jako miejsce wystawienia jego dramatów, lecz jako scena wydarzeń artystycznych, które w sposób nierozerwalny splatają się z dziejami miasta i Polski. Wspomina o Weselu w reżyserii Tadeusza Białkowskiego (premiera 11 listopada 1946) oraz Hamlecie w reżyserii Romana Zawistowskiego (premiera 30 września 1956): Ja nie wiem, czy inscenizacja Wesela w krakowskim Teatrze Słowackiego, tuż po wojnie i okupacji, była lepsza od wszystkich, jakich dokonano potem. Ale nawet gdyby komputery wykazały niezbicie, że nie była lepsza, to co z tego? Żadna późniejsza nie zapisała się tak w mojej pamięci, żadna inna nie była tak ważna. I nie tylko dla mnie. Przypuszczam, że inscenizacja Hamleta w Teatrze Starym w Krakowie w roku 1956 nie była najlepsza ze wszystkich możliwych. […] Ale co z tego? Wtedy, w Krakowie, w Polsce, pół miasta miało od tego Hamleta wypieki i tyleż grał Hamlet, co moment i miejsce.

    Fot. Paweł Mazur

  • Prasa

    By się utrzymać, Sławomir Mrożek zaczął tuż po maturze publikować w krakowskiej prasie. Z poduszczenia Adama Włodka zadebiutował w Przekroju socrealistycznym reportażem z Nowej Huty (1950). W Dzienniku Polskim miał etat (1950-54) – jeździł jako reporter w Małopolskę, czyli w tzw. "teren". Echo Krakowa drukowało jego felietony (1955-57). W Przekroju opublikował kilka cyklów rysunkowych (do 1967).

     

    Prasa

    By się utrzymać, Sławomir Mrożek zaczął tuż po maturze publikować w krakowskiej prasie. Z poduszczenia Adama Włodka zadebiutował w Przekroju socrealistycznym reportażem z Nowej Huty (1950). W Dzienniku Polskim miał etat (1950-54) – jeździł jako reporter w Małopolskę, czyli w tzw. "teren". Echo Krakowa drukowało jego felietony (1955-57). W Przekroju opublikował kilka cyklów rysunkowych (do 1967).