Dół

Szlak Czesława Miłosza

Goszyce

  • Goszyce

    Kolejny punkt na małopolskiej miłoszowskiej mapie to podkrakowskie Goszyce i dwór należący do Zofii z Zawiszów Kernowej, której córka z pierwszego małżeństwa, Anna Gąsiorowska, wyszła za mąż za młodego dziennikarza i działacza katolickiego o liberalnych i antynacjonalistycznych poglądach: Jerzego Turowicza. W czasie okupacji młodzi mieszkają w coraz bardziej zatłoczonym przez ściągających krewnych i przyjaciół goszyckim dworze, gdzie bujnie kwitnie życie i konspiracyjne, i intelektualne. Po wybuchu Powstania Warszawskiego pojawili się tu uchodźcy z pacyfikowanej stolicy, wśród nich Miłosz wraz z Janką Cękalską – swą przyszłą żoną.

    Goszyce

    Goszyce

    Kolejny punkt na małopolskiej miłoszowskiej mapie to podkrakowskie Goszyce i dwór należący do Zofii z Zawiszów Kernowej, której córka z pierwszego małżeństwa, Anna Gąsiorowska, wyszła za mąż za młodego dziennikarza i działacza katolickiego o liberalnych i antynacjonalistycznych poglądach: Jerzego Turowicza. W czasie okupacji młodzi mieszkają w coraz bardziej zatłoczonym przez ściągających krewnych i przyjaciół goszyckim dworze, gdzie bujnie kwitnie życie i konspiracyjne, i intelektualne. Po wybuchu Powstania Warszawskiego pojawili się tu uchodźcy z pacyfikowanej stolicy, wśród nich Miłosz wraz z Janką Cękalską – swą przyszłą żoną.

    W Goszycach stały obok siebie dwa budynki: murowana rezydencja z XIX wieku, gdzie mieszkali Turowiczowie, i o dwa stulecia starszy dwór modrzewiowy, w którym znalazło się lokum dla Miłosza. Oba budynki pękały w szwach, a do obiadu zasiadało czasem i trzydzieści osób. Było też sporo młodzieży, której Miłosz miał wykładać literaturę, ale czas nie był najlepszy na naukę i poprzestano na kilku lekcjach. Inne zdolności poety uwielbiały natomiast dzieci, gdyż – jak go przezywały – Pan Strach umiał robić groźne miny: nie trzeba było długo prosić, by „wytrzeszczył wielkie zęby, wytrzeszczył nieprzytomnie oczy i zaryczał donośnie”.

    Obok straszenia dzieci Miłosz znalazł jednak czas także na pisanie: w Goszycach powstaje m.in. esej o frapującym tytule Korniszonizm, a przede wszystkim nowe utwory poetyckie, które – ręcznie przepisane, z malowanymi pędzelkiem inicjałami – stworzyły tomik Wiersze pół-perskie. Książeczka ta (według wpisanej przez Miłosza noty, opublikowana 10 stycznia 1945 roku w jednym egzemplarzu, przeznaczonym dla „pana Jerzego Turowicza, członka Bratniej Pomocy Słoniów Europejskich”) zawiera dziesięć wierszy o dość konsekwentnej, łączącej lekkie przymrużenie oka z powagą tonacji. Są wśród nich m.in. Pożegnanie, w którym ucieczka z płonącej Warszawy przypomina opuszczenie Troi, uchodźca zaś wie jasno, że powrotu nie będzie, przeszłość musi zostać na zawsze zamknięta oraz Morał, pouczający, że nad młodzieńczą uczuciowość przedłożyć należy myśl ostrą jak diament.

    Z tą właśnie ostrością myśli wiązał się zasadniczy konflikt, w jakim Miłosz uczestniczył podczas pobytu w Goszycach. Jak zapamiętał to przyjaciel Turowiczów, „we dworze zjawił się znajomy pani domu, partyzant Jan Józef Szczepański. Pani Anna pamiętała jego spór z Miłoszem, który z wielkim przekonaniem tłumaczył Jasiowi, że walczyć nie zamierza, bo musi wojnę przeżyć: jego zadaniem jest pisanie, a nie walka, jego ewentualna śmierć na nic się nie przyda, natomiast jego pisanie jest dla Polski ważne”. Spór ze Szczepańskim – partyzantem, a wkrótce także i pisarzem, autorem gorzkiej Polskiej jesieni – dotyczył nie tylko sposobu, w jaki artysta może być przydatny ojczyźnie i społeczeństwu. Chodziło także o kształt przyszłej Polski i o trudne do racjonalnego wytłumaczenia słowo „honor”. W oczach Miłosza mieszkańcy i goście dworu byli przedstawicielami zasadniczo obcej mu formacji intelektualnej i duchowej, którą oskarżał o umysłowe lenistwo, płytkość, hołdowanie fałszywym mitom, zastępowanie namysłu szlachetnymi, lecz zgubnymi porywami. Sylwester roku 1944 wspominał po dekadach: „piłem i wymałpiałem się, żeby zgnieść myślenie, ale na próżno, świadomość była jasna i ona to, nie mogąc podołać aż tak groteskowemu układowi, zmieniała go w dręczący koszmar. Odwiecznie polskie, polski dwór, Nawłoć na minutę przed dniem obrachunku, przed zniknięciem na zawsze, i ja z moim wstydem i ambicją ucieczki ze dworu wtrącony z powrotem w niego, na znak, że chcę czy nie chcę, tutaj należę, że darmo próbowałem wydostać się poza niemiłą mi obyczajowość”. Dość złośliwy wizerunek poety z tego czasu zawarł Szczepański w opowiadaniu Koniec legendy, nadając mu znaczące nazwisko Wielgosz i zapisując swoje stanowisko w sporze toczonym na progu nowej, powojennej Polski.

    Od towarzyszy, z którymi wita rok 1945, Miłosza różniła nie tylko zasadniczo krytyczna ocena Powstania i Armii Krajowej, ale też jasna świadomość, że polski świat dworków i ziemiaństwa zostanie po wkroczeniu Armii Czerwonej całkowicie unicestwiony. Nie musiał długo czekać na spełnienie swoich przewidywań – z początkiem 1945 roku właściciele Goszyc otrzymali nakaz opuszczenia ich (musiało minąć prawie pół wieku, by potomkowie Turowiczów na nowo tu zamieszkali). Sam Miłosz opuścił dwór wcześniej – gdy tylko Kraków został zajęty przez wojska radzieckie i polskie, pożyczył od Jerzego Turowicza solidne wojskowe buty oraz poduszkę i razem z Janką pomaszerowali do odległego o kilkanaście kilometrów miasta.

    Fot. Paweł Mazur