Dół

Szlak kobiet

Goszyce

  • Goszyce

    Na północ od Krakowa, w położonych za Kocmyrzowem Goszycach, znajduje się jeden z najstarszych dworów drewnianych, należący do 1945 roku do rodziców Zofii z Zawiszów Gąsiorowskiej-Kern. Jednak dziś ślady życia tej niezwykłej kobiety odszukamy głównie w "nowym", murowanym dworze (z 1899 r.), należącym do prawnuka. Choć miejsce to dla wielu kojarzy się wyłącznie z Jerzym i Anną Turowiczami (Anna byłą córką właścicielki), a więc środowiskiem Tygodnika Powszechnego oraz nazwiskami wielu wybitnych literatów i krytyków bywających tam (Jana Józefa Szczepańskiego, Czesława Miłosza, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego czy Kazimierza Wyki), warto przypomnieć postać samej gospodyni.

    Goszyce

    Goszyce

    Na północ od Krakowa, w położonych za Kocmyrzowem Goszycach, znajduje się jeden z najstarszych dworów drewnianych, należący do 1945 roku do rodziców Zofii z Zawiszów Gąsiorowskiej-Kern. Jednak dziś ślady życia tej niezwykłej kobiety odszukamy głównie w "nowym", murowanym dworze (z 1899 r.), należącym do prawnuka. Choć miejsce to dla wielu kojarzy się wyłącznie z Jerzym i Anną Turowiczami (Anna byłą córką właścicielki), a więc środowiskiem Tygodnika Powszechnego oraz nazwiskami wielu wybitnych literatów i krytyków bywających tam (Jana Józefa Szczepańskiego, Czesława Miłosza, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego czy Kazimierza Wyki), warto przypomnieć postać samej gospodyni. Była to kobieta nietuzinkowa: silna, odważna, przełamująca obyczajowe konwenanse epoki. Wychowana przez matkę Marię Wolską w duchu patriotycznym – była jedną z pierwszych konspiratorek w Krakowie, działała aktywnie w wywiadzie Legionów Polskich Piłsudskiego (marszałek był ojcem chrzestnym jej córki Anny), organizowała szkolenia wojskowe kobiet i chłopów, którym po wojnie 1920 ze swojego majątku wydzieliła działki. Była też jedną z pierwszych studentek UJ na wydziale rolnym. Pisała wiele: tworzyła literacką legendę Piłsudskiego, poruszała też kwestię walki patriotycznej kobiet (bohaterką powieści Przedziwny wódz z 1947 roku uczyniła Joannę d’Arc). Swoje własne wspomnienia wojenne zatytułowała Poprzez fronty. Na jednej z fotografii patrzy na nas śmiałymi oczami krótko ostrzyżona młoda kobieta w męskim mundurze (najpewniej swego pierwszego męża, generała) z papierosem w dłoni. W Trzech czerwonych różach Szczepański sportretował Zofię już jako starszą panią - matkę Anny, swej koleżanki ze szkoły w Sromowcach pod Czorsztynem założonej w 1924 roku przez Olgę Drahonowską-Małkowską. Sama Zofia była trochę jak szkoła "druhny Oleńki". Krzepka, surowa, zasadnicza, opiekuńcza i niebywale energiczna, ale i apodyktyczna, głośna, nie uznająca poglądów innych niż swoje. I ten kult Wodza! Musiała wzbudzać szacunek i drwiny, popłoch i irytację, znużenie wśród młodych i zgorszenie wśród tradycyjnych rodzin szlacheckich. Była jakby wcieleniem sprzeczności, jak "szczotka ryżowa" – mówiła o ciotce głęboko do niej przywiązana Danuta Wolska, przyszła żona Szczepańskiego, o czym pisarz nadmienia w Trzech czerwonych różach. Nic dziwnego, że to właśnie w jej domu w sylwestrowy wieczór 1944 roku odbyła się słynna dyskusja na temat roli patriotyzmu w polskiej tożsamości, którą toczyli Czesław Miłosz i Jan Józef Szczepański. Ten ostatni nadał temu ideowemu sporowi literacki kształt w opowiadaniu Koniec legendy.

     

    Fot. Paweł Mazur