Tadeusz Boy-Żeleński

  • Biografia

    Pisarz, tłumacz, eseista, satyryk.

    Ukończył medycynę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po studiach praktykował jako lekarz w krakowskich szpitalach. Dzięki przyznawanym stypendiom naukowym podróżował do Francji – kraju, którego literatura i kultura stały się jego życiową fascynacją.

    Biografia

    Biografia

    Pisarz, tłumacz, eseista, satyryk.

    Ukończył medycynę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po studiach praktykował jako lekarz w krakowskich szpitalach. Dzięki przyznawanym stypendiom naukowym podróżował do Francji – kraju, którego literatura i kultura stały się jego życiową fascynacją. Był aktywnym członkiem krakowskiej bohemy artystycznej, współtwórcą kabaretu Zielony balonik. Podczas I wojny światowej służył jako lekarz w armii austriackiej. W 1922 r. opuścił Kraków i osiadł w Warszawie, gdzie mieszkał aż do roku 1939. Zginął w 1941 we Lwowie.

    Boy jest autorem o bardzo bogatym dorobku. Oprócz licznych tekstów poetyckich, krytycznych, wspomnieniowych, historycznoliterackich i innych dokonał rzadko spotykanej ilości przekładów z literatury francuskiej. Przetłumaczył między innymi pisma Balzaka i W poszukiwaniu straconego czasu Prousta.

    Rys. Katarzyna Janota

  • Kraków i "Zielony balonik"

    Kabaret Zielony Balonik działał w Krakowie w latach 1905-1912. Spotkania – otwarte dla wybranych – odbywały się w kawiarni Apollinarego Michalika.

    Kraków i "Zielony balonik"

    Kabaret Zielony Balonik działał w Krakowie w latach 1905-1912. Spotkania – otwarte dla wybranych – odbywały się w kawiarni Apollinarego Michalika. Według wspomnień Boya środowisko "balonika" tak zaznaczało się w ówczesnej panoramie miasta:

    Pamiętam jedną taką noc, po której rano cała gromadka michalikowa wysypała się na ulicę. Ranek był brudnoszary. Wieża Floriańska, zawiana trochę, chwiała się na nogach, jak to uwiecznił Szczygieł w swoim fresku. Wieża Mariacka też miała koronę na bakier. Baby w krasnych chustkach ciągnęły z dworca kolei z koszykami na targ. Olbrzymiego Witolda Noskowskiego, w matowym półcylinderku i w potężnej szubie z peleryną, całowały, przechodząc, w rękę, brały go co najmniej za kanonika. Poza tym było pusto. Kokotka – miejmy nadzieję – spała już dawno. Szliśmy ulicą Floriańską, Rynkiem, Grodzką, mijając kościół Panny Marii, kościół Świętej Barbary, kościół Świętego Wojciecha, kościół Dominikanów, kościół Św. Piotra i Pawła, kościół Św. Idziego, kościół Św. Andrzeja, katedrę, aż nad samą Wisłę. Płynęła szara, mała, zbidzona, trochę śmieszna. Za nią, w oddali, majaczyło kilka domków. Prawy brzeg Wisły, Dębniki. Ten prawy brzeg Wisły i to, czego tam nie było, to był dramat krakowskiego życia.