Artykuły

Wisława Szymborska - Z Krakowa i okolic

arrows

Autor: Michał Rusinek

 

Wisława Szymborska nie przepadała za podróżowaniem. Powtarzała, że z podróży najbardziej lubi powroty do domu. A jednak - podróżowała. Chyba jednak nie tyle do miejsc, jak większość podróżujących, ile do ludzi. Mniej więcej raz do roku dawała się zaprosić gdzieś za granicę, najczęściej na spotkania autorskie. Natomiast tradycyjnie, co roku, można Ją było spotkać w Lubomierzu (na przełomie czerwca i lipca) oraz w Zakopanem (na przełomie września i października).

Nie tylko dlatego, że z Krakowa to stosunkowo blisko i podróż nie taka znów kłopotliwa. Z Zakopanem miała poniekąd związki rodzinne, bo tam Jej ojciec był zarządcą dóbr hrabiego Zamoyskiego; nie tak dawno rozpoznał Ją właściciel restauracji u wylotu Doliny Kościeliskiej i powiedział, że jego dziadek kupił ziemię pod tą restauracją od Jej ojca właśnie. Jednak nie względy rodzinne czy sentymentalne powodowały, że przyjeżdżała do Zakopanego; mieszkała tam w domach pracy twórczej - najpierw Astorii, potem Halamie - i umawiała się co roku, w tym samym czasie, z tymi sami znajomymi i przyjaciółmi. Kiedyś zapytałem, od kiedy tak przyjeżdża do Zakopanego. Odpowiedziała bez wahania, że od zawsze. I zawsze przywoziła stamtąd garść anegdot od znajomych i nowe wiersze, które po jakimś czasie dostawałem do przepisywania i rozsyłania do zaprzyjaźnionych pism literackich. Od czasu do czasu opowiadała niebywałe historie o innych pisarzach i tłumaczach, których "od zawsze" spotykała w Zakopanem, oraz niesprawdzoną pogłoskę, że właśnie w Jej pokoju, w Halamie, umarł Julian Tuwim. Zresztą chorować i umierać zaczęli także jej przyjaciele, z którymi tam się umawiała.

Wisława Szymborska, fot. Michał Rusinek

Lubomierz był inny. Zatrzymywała się tam w letnim domu, obok domu przyjaciół, Marii i Wiesława Czyżów, z którymi dobrze się czuła. Tam powstawały zabawy literackie i nieliterackie, tam toczyły się mniej lub bardziej poważne rozmowy o książkach, o nauce i sztuce; stamtąd także przywoziła nowe wiersze. Dom był na stoku. Z okien pokoju, w którym pisała i który był zarazem jadalnią i biblioteką, widać było tylko pasma pagórków w różnych odcieniach zieleni: "Trawa, kwiatuszki w trawie/ jak na obrazku dla dzieci./ Niebo zamglone, już błękitniejące./ Widok na inne wzgórza rozlega się w ciszy" - pisała w wierszu Chwila. Mam wrażenie, że to właśnie opis tamtego widoku.

Ale z niektórych widoków zrezygnowała. Tych oglądanych z ukochanym mężczyzną, który zmarł przed Nią - z Kornelem Filipowiczem: "Niczego nie wymagam/ od toni pod lasem,/ raz szafirowej,/ raz szmaragdowej,/ raz czarnej.// Na jedno się nie godzę./ Na swój powrót tam./ Przywilej obecności - / rezygnuję z niego" - pisała w wierszu Pożegnanie widoku.

Wisława Szymborska, fot. Tomasz Sikora

Mogła mieszkać gdziekolwiek. Powtarzała, że jest patriotką języka, więc nie miejsca były dla Niej ważne. Pozostała do końca zanurzona w nieodległym pejzażu: nieodległym od Krakowa. Tam znajdowała to, co było Jej potrzebne do życia, do odpoczynku, do pracy. Tam spotykała ludzi, wśród których dobrze się czuła.

Zachowałem sobie nagranie, które mi zostawiła na automatycznej sekretarce. Przedstawia się na nim: "Tu mówi pewna poetka z Krakowa. I okolic...".

Rys. Katarzyna Janota